niedziela, 24 stycznia 2021

Notka organizacyjna

 Hejka,

Jak się okazało, doszły kolejne prace na ostatnią chwilę. Mam teraz tydzień urlopu żeby je nadgonić, ale nie wiem czy uda mi się napisać kolejną notkę. Za dwa tygodnie mam ostatni zjazd w tym semestrze, więc podejrzewam, że dopiero wtedy będę w stanie napisać kolejną część do opowiadania. Ale spokojnie, niedługo wrócę, jak tylko ogarnę się z tymi pracami! Próbowałam pisać dzisiaj, ale coś mi zupełnie nie idzie tak fajnie, jak szło ostatnio podczas zajęć. Więc, przepraszam, ale najprawdopodobniej kolejna część będzie za dwa tygodnie. Jeżeli się uwinę z pracami to szybciej, ale lepiej się nastawić na opóźnienie.

niedziela, 10 stycznia 2021

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Następstwo

Rok 1998


-Tamao!- różowowłosa zesztywniała słysząc głos chłopca, z którym właściwie się wychowywała. Niby był dla niej jak starszy brat, ale był też dla niej tą dziecięcą sympatią. Może to dlatego, że właściwie był jedynym, który z nią "rozmawiał", a przynajmniej nie zrażał się jej małomównością. Trzymając swoją niedawno otrzymaną tablicę kokkuri, odwróciła się powoli, nie podnosząc jednak wzroku.

-Słyszałem od dziadka, że miewasz wizje! To prawda? Zostaniesz wizjonerką?- pytał podekscytowany. Dziewczynka pokiwała niepewnie głową, a twarz przyjaciela rozjaśnił szeroki uśmiech.

-Ale super! Jesteś w stanie przewidzieć czy zostanę Królem Szamanów i będę królem rocka?!- wykrzykiwał. I tak resztę dnia marzył na głos o dniu, kiedy Tamao mu coś wywróży.


Rok 1999


-M-musisz jechać?- spytała nieśmiało, widząc, jak Yoh pakuje ostatnie rzeczy do swojego worka. Chłopak zachichotał cicho.

-Muszę, Tamao. Turniej Szamanów niedługo się rozpocznie, a ja wciąż nie mam Ducha Stróża. Czuję, że w Tokyo uda mi się znaleźć tego właściwego ducha.- odpowiedział, zaciskają sznurki od worka i odwracając się do młodszej dziewczynki. Głowę miała spuszoną, wyraźnie była zasmucona. - Hej, nie widzimy się przecież ostatni raz w życiu.- powiedział pogodnie, choć i jego bolało rozstanie z jedyną osobą, która go nie oceniała, czy naśmiewała się z niego. 

-Wiem, tylko... Będzie tu teraz tak cicho... I boję się, że nie dam sobie rady sama...- wyjąkała cichutko. Yoh przechylił lekko głowę, to chyba była jej najdłuższa wypowiedź, jak do tej pory. Właściwie to nie myślał, że aż tak był dla niej ważny, zwykle to on gadał, a ona cicho potakiwała, kręciła głową, odpowiadała kilkoma słowami.

-Dasz sobię radę, Tamao. Musisz po prostu uwierzyć w siebie. Dziadek i tata mówią, że masz wielki potencjał, ale musisz w siebie uwierzyć.- powiedział, uśmiechając się do niej ciepło.

-Ale... to już rok i moje wizje... wciąż... nie są... dobre.- mówiła.

-Przecież ci już opowiadałem, jak długo nie potrafiłem opanować najbardziej podstawowej techniki naszego rodu. Wszystko będzie dobrze, Tamao. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Ja ci to przewiduję!- uśmiechnął się szeroko i zachichotał. -Jestem pewien, że któregoś dnia twoje wizje będą lepsze. Wcale nie idzie ci tak źle. Któregoś dnia będziesz miała prawdziwe, wyraźne wizje. Ja w ciebie wierzę, więc i ty uwierz w siebie.- powiedział pogodnie. Dziewczynka czuła jakby miała się zaraz zapaść pod ziemię i w sumie czułaby się bardziej komfortowo. Jej twarz dosłownie płonęła ze wstydu. -Jak tylko będziesz miała wizję na mój temat, chcę być pierwszym, który o niej usłyszy!-


Teraźniejszość (czyli druga połowa 2000)


Tamao niemal natychmiast pożałowała, że tak szybko popędziła do Yohmei. To był odruch. Tyle razy coś zepsuła, że gdy tylko miała wizję, od razu pędziła do swojego nauczyciela. Wystarczyło, że spytał, co widziała i już chciała zachować to dla siebie. Dopiero wtedy pomyślała, że jeśli powie prawdę, seniorzy rodu nie zareagują pozytywnie. Ale nie potrafiła kłamać. Potrafiłaby milczeć, ale nie kłamać, a teraz stała przed swoim mistrzem i jego małżonką, mierzona wyczekującym spojrzeniem.

-Ja... Widziałam płomienie. Jakiś zniszczony budynek.- powiedziała, stwierdzając, że postara się jak najmniej mówić, a może ominie szczegóły bez ich ujawniania.

-Wiesz, co to był za budynek?- spytała stara medium.

-Niestety nie, Kino-sama. Większość zabudowań już runęła.- odpowiedziała z zawstydzeniem.

-Widziałaś kogoś? Wiesz, kto wywołał pożar?- dopytywał Yohmei. Nadzieja prysła, choć nigdy nie była wielka. Tamao pokiwała powoli głową.

-Kogo?-

-Nie wiem, kto wywołał pożar. Ale widziałam dwie postaci. Jedna niewyraźna. Był powalony na ziemię. Wysoki, ale nie rozpoznaje sylwetki. Na pewno nie był to Mikihisa-sama, Ryu-san ani Faust. Nie jestem pewna, kim był.- powiedziała cicho.

-A ta druga osoba?- spytał Yohmei. Tamao milczała. Kino zacisnęła dłoń na lasce, domyślając się powodu milczenia uczennicy męża.

-Tamao, musisz nam powiedzieć, kim była druga postać.- powiedziała surowo. Dziewczyna wciąż milczała. Wiedziała, że to nie jest dobry pomysł. Czuła, że jedyne, do czego ujawnienie wizji może się przyczynić to pchanie w stronę jej spełnienia i lepiej byłoby, gdyby ją przemilczała.

-Tamao, twoje wizje są wciąż wątpliwe, ale musisz nam powiedzieć, kim była druga postać.

-To był... Yoh.- powiedziała bardzo cicho, tak cicho, że Yohmei nie dosłyszał odpowiedzi, ale Kino już ciężko westchnęła.

-Kto?- dopytał staruszek.

-Yoh.- powtórzyła głośniej. Zapadła cisza. Różowowłosa wolała nawet nie wiedzieć, co dzieje się w głowach seniorów. Czekała na kolejne pytania, wiedziała, że na tym się nie skończy.

-Jesteś pewna?- odezwał się w końcu Yohmei.

-Z początku myślałam, że to Hao. Ale to niemożliwe, przecież nie żyje. Wydawało mi się, że miał długie włosy, ale gdy wizja się rozjaśniła, okazało się, że są krótkie. Miał na sobie strój treningowy, a przede wszystkim naszyjnik od Matamune na szyi. Chociaż kiedy odwrócił twarz w moim kierunku, znów miałam wątpliwości.- dodała i natychmiast pożałowała, ze te słowa padły z jej ust. Gdyby mogła, uciekłaby.

-Co masz na myśli?- dziewczynka spojrzała na swoje dłonie, kręcąc się niepewnie.

-Był... wściekły. Chyba walczył z tą drugą osobą.- odparła, jej głos brzmiał, jakby miała się zaraz rozpłakać. Tak bardzo żałowała, że się odezwała. Koło Yohmei pojawił się liściasty Shikigami.

-Znajdź Keiko.- powiedział, a duszek wyleciał przez okno.

A Tamao wciąż czuła, że zawiodła tego, któremu była gotowa oddać wszystko.


-I jak było?- spytała blondynka, zbierając z ziemi korale.

-Ogniście, mózg mi spłonął.- mruknął Yoh, masując sobie skronie. Jeżeli ktokolwiek kiedyś powiedział, że od nauki głowa nie boli, to z pewnością nie uczył się z zaczarowanych ksiąg z okresu Heian. -Za dużo informacji... Chyba muszę pomedytować. Idziesz ze mną?- spytał, spoglądając na blondynkę. Skinęła jedynie głową i razem udali się nad rzekę. Po drodze opowiedział jej o ostrzeżeniach, które otrzymał.

-Musisz być teraz bardzo ostrożny, Yoh. Mówiłeś, że powietrze i ziemia reagowały bez twojego rozkazu. Nie zrobiły nic złego, ale ogień może zachować się inaczej.- powiedziała Anna.

-Wiem, tego się obawiam. Nie chcę w ogóle wchodzić w interakcje z ogniem, dopóki nie opanuję duchowego punktu.- odparł. Zasiedli razem, w tym samym miejscu, gdzie ostatnio. Nie chciała mu przeszkadzać, więc została kilka kroków za nim, opierając się o drzewo i rozmyślając. Yoh wspomniał, że następna próba ma być jednocześnie najtrudniejsza i najłatwiejsza. Co miało to niby oznaczać? Poprzednie próby mogły zabić jej narzeczonego, więc co czekało go teraz? Obawa o jego życie i zdrowie powoli przywodziła na myśl słowa strażnika pieczęci. Ale nawet z pomocą rytuału, wezwanie ducha prawdziwego Hao mogło być bardziej ryzykowne. Zawsze istniała szansa, że są zwodzeni. Wszyscy. A wezwanie ducha Hao doprowadziłoby do ponownego połączenia się dusz, ale w ciele Yoh. Postanowiła, że tej nocy uda się do Hao-jinja* i poczyta o wspomnianym rytuale.

Godzinę, a może dwie później, Yoh podniósł się z miejsca, oznajmiając, że na dziś już skończył. Następnego dnia planował ponownie odwiedzić wodospad. Wraz z rozwojem niesnasek z rodziną, wolał dmuchać na zimne i trzymać się z dala od czegokolwiek co mogłoby wywołać u niego gniew. 

I jakby wykrakał, zbliżając się do budynku głównego posiadłości. Narzeczeni popatrzyli po sobie, słysząc podniesione głowy dochodzące z kuchni. Zdjęli buty i zbliżyli się do pomieszczenia.

-Nie obchodzi mnie to, ojcze. To jest mój syn i ja będę decydować o tym, co mu wolno, a czego nie. Nie podoba mi się, że tak na niego patrzycie. To jest dobry chłopiec!- rozpoznali głos Keiko.

-Nasza rodzina zobowiązała się...-

-Nie chcę tego słuchać! Nasza rodzina wiele złego w imieniu dawnych przysiąg zrobiła! Tak nie może dłużej być. Jestem dumna z tego, że Yoh podjął taką decyzję i będę go wspierać. Wierzę w niego i wiem, jaki jest. Wy też powinniście w niego uwierzyć. Jeszcze trochę będziecie go w ten sposób traktowali, a sami go zniszczycie. Nie widzicie, że to wasze podejście prowadzi do jego gniewu? To całe zwątpienie w niego i te wszystkie kłamstwa do tego doprowadzają. Jeśli ta wizja się sprawdzi, to będzie to następstwo waszych decyzji. - mówiła, a odgłosy kroków świadczyły o tym, że chodziła w tę i z powrotem. 

-Keiko, posłuchaj...- Yohmei wciąż próbował rozmawiać.

-Nie będę słuchać. Nie powiem Yoh, że ma zakończyć próby. Nie obchodzi mnie, co działo się w wizji. Yoh jest moim synem i to ja podejmuję ostateczną decyzje. Powinnam była sprzeciwić się już wtedy, gdy zaplanowaliście zabicie ich po narodzinach. To są moi synowie!- cierpliwość Keiko już się kończyła, ale uwagę Yoh, oprócz ciepła, gdy kobieta uparcie go broniła, a jednocześnie nazwała Hao synem, przykuło słowo "wizja".

-Jaka wizja?- spytał, wchodząc do pomieszczenia. Anna stanęła za nim, a wyraz jej twarzy świadczył o tym, że zdecydowanie stała po stronie swojego narzeczonego. Chłopak rozejrzał się po zgromadzonych. Dziadek z babką siedzieli przy stole. Kino ściskała laskę w obu dłoniach, a ręce Yohmei były złożone na stole. Keiko natomiast zatrzymała się, ale wcześniej wyraźnie chodziła wzdłuż krótszej krawędzi stołu. W kącie kuchni natomiast stała wycofana, zmieszana i przestraszona Tamao. To na niej Yoh zatrzymał wzrok, powodując u niej jeszcze większe przerażenie, a wręcz mógł przysiąc, że widział łzy w jej oczach.

-Miałaś wizję?- spytał ją, a ona ledwo dostrzegalnie kiwnęła głową.

-Wizja Tamao nie była pozytywną wizją.- wtrącił Yohmei, zanim Yoh zdążył o cokolwiek zapytać. Keiko prychnęła i odwróciła się w stronę blatu z zamiarem zaparzenia herbaty, a szatyn przeniósł wzrok na dziadka.

-To znaczy, co widziała?- spytał.

-Widziała zrójnowane miejsce w płomieniach. Dwie osoby, jedną powaloną na ziemię i drugą stojącą nad nią. Tą drugą byłeś ty. Przepełniony gniewem. Sądzimy, że walczyłeś z tą postacią, a wizja mogła pojawić się teraz, po twoim wejściu do Księgi Ognia. Nie wiadomo, kim była leżąca na ziemi osoba, ani skąd wziął się ogień i co spłonęło.- powiedział dziadek. Yoh stał w milczeniu. A wzrok każdego wbijał się w niego wyczekująco niczym ostrza. Chyba tylko Keiko patrzyła na niego ze współczuciem. Chłopak zamknął oczy, oddychając głęboko, żeby się uspokoić.

-Jeżeli oczekujecie ode mnie wycofania się z ksiąg, to odpowiedź brzmi nie.- powiedział, siląc się na uprzejmy ton. Miał już dość tego tematu.

-Yoh, ta wizja...- 

-Wizje Tamao są wątpliwe i niestabilne!- przerwał starszemu. Różowowłosa, choć nikt się na niej już nie skupiał, skuliła się w kącie, niemal całkowicie chowając twarz w tablicy. Do tej pory Yoh był jedyną osobą, która w nią otwarcie wierzyła i nigdy nie powiedziała otwarcie czegoś takiego, choć zdarzało mu się delikatnie wątpić, gdy próbowała wywołać wizję z nikłym powodzeniem. Zawsze był przy tym taktowny i uprzejmy. Słowa, które teraz padły, zabolały ją tak mocno, jak nigdy. Choć mogła się tego spodziewać. 

-Mam już naprawdę dość tego, jak wtrącacie się w moje działania. To wy jesteście im winni. Gdybyście byli ze mną szczerzy i nie próbowali mnie odciągać od mojej misji, to wszystko nie miałoby miejsca. A ta wizja.- spojrzał na Tamao, a później na dziadka. -Jeżeli się sprawdzi to tylko dlatego, że nie bierzecie tego jako ostrzeżenia, że powinniście przestać we mnie wątpić i igrać z ogniem. Jeśli ktokolwiek wywołuje mój gniew, to wy i wasze kłamstwa. Ale co to was obchodzi, jak ja się czuję?! Jestem tylko narzędziem. Miałem być tym, który pokona Hao i o to tylko wam chodziło! Gdyby wiedza z tych ksiąg miała pomóc go pokonać, nawet nie mrugnąłbyś okiem, tylko mnie do nich wysłał. Wszystko, byle spełnić święty i wielki obowiązek rodziny Asakura. A teraz co? Wam nawet nie chodzi o moje własne zdrowie, czy moje uczucia. Wy tylko chcecie mieć pewność, że nie będzie kolejnego do zabicia w obowiązkach Asakurów. A jeżeli chcecie wiedzieć, to nie mogę teraz przerwać nauki, bo jeżeli nie opanuję duchowego punktu, to mogę stracić kontrolę nad żywiołami i rzeczywiście doprowadzić do katastrofy! - Yoh po prostu pękł. Tamao wciąż chowała się za tablicą i drżała od niemego płaczu. Łzy leciały jej po policzkach, ale nie śmiała wydać z siebie nawet najmniejszego dźwięku. Anna spojrzała na nią i po cichu podeszła do niej, chwytając ją za ramiona i wyprowadzając z kuchni.

-Leć do siebie, nic mu nie będzie, nie jest na ciebie zły.- powiedziała do niej cicho, a Tamao pokiwała głową i natychmiast pobiegła do swojego pokoju. Tak bardzo żałowała, że się odezwała. Powinna była porozmawiać najpierw z samym Yoh. Ostrzegłaby go, poradziła się. Zresztą obiecała mu, że to on pierwszy usłyszy o wizji o nim. Wprawdzie miała kilka innych przed tą, ale wszystkie, kiedy on był nieosiągalny. Po prostu, czuła, że go zawiodła.

-Nie będę dłużej rozmawiał z wami na ten temat. Nie mogę już o tym słuchać. Naprawdę nie wiem, kim przez całe życie dla was byłem. Nie jestem głodny, mamo. Przepraszam.- powiedział, a gdy Keiko skinęła ze zrozumieniem głową, odwrócił się, chcąc wyjść.

-Yoh...- zaczął dziadek, ale samo to już wywołało atak gniewu.

-Powiedziałem, dość!- wrzasnął chłopak. Nie tylko to było czymś nienormalnym. Nagle płomienie wszystkich świeczek intensywniej się rozpaliły, by po chwili całkowicie zgasnąć, a w pomieszczeniu zapadł półmrok. Może i dobrze się stało, dzięki temu, Yoh natychmiast przypomniał sobie o trzymaniu emocji na wodzy, choć na jego twarzy pojawiło się niewielkie przerażenie. Nie mówiąc już ani słowa, po prostu wybiegł z kuchni i również znalazł się w swoim pokoju. Anna stała przez chwilę w kuchni w ciszy.

-Yoh pomyślnie przeszedł próbę i Księgę Ognia. Wszystkie cztery żywioły zaczynają się na niego otwierać. Myślę, że mogę użyć określenia, że wspierają go. Teraz musi ćwiczyć nad nimi, ale musi jak najszybciej opanować punkt duchowy, żeby nauczyć się oddzielać emocje od reprezentujących je żywiołów. Inaczej może doprowadzić do nieumyślnej katastrofy. Wydaje mi się też, że im mniej ma te żywioły opanowane, tym bardziej mogą zaszkodzić otoczeniu. Żywioły mają teraz wolną wolę we współpracy z nim. Mogą zrobić coś na jego rozkaz lub dnia niego, bez jego prośby. Jeśli Yoh nie opanuje tego drugiego, wizja może się sprawdzić. Yohmei-sama, jest już za późno. Więc jeśli nie chcecie, by Yoh coś spalił, zwracam się z prośbą o pozostawienie go w spokoju. Yoh nie może się teraz wycofać. Żywioły muszą się mu podporządkować.- powiedziała sucho. 

-Mężu, nie mamy już wyboru. Anna ma rację. Pozwólmy Yoh działać.- powiedziała Kino. Choć nikt tego nie dostrzegł, młoda medium odetchnęła z ulgą, podobnie Keiko.

-Dobrze.- powiedział staruszek, a jego wzrok padł na zgaszoną świeczkę.

-Dziękuję, Yohmei-sama, Kino-sama.- powiedziała Anna, a następnie wyszła z kuchni, kierując się do sypialni młodego szamana. Zapukała, po czym po cichu weszła. Yoh siedział na parapecie i wpatrywał się w pierwsze pojawiające się na niebie gwiazdy.

-Dadzą ci spokój.- powiedziała, podchodząc do niego, dopiero z bliska zauważyła, że oczy Yoh błyszczały od łez, a twarz wykrzywiał strach. -Yoh...- zaczęła, ale chłopak spuścił nogi z parapetu i zwrócił się przodem do itako. Po chwili jego ramiona objęły ją w pasie i kurczowo przyciągnęły do siebie, chowając głowę pod jej szyją.

-Tylko na chwilę. Potrzebuję.- poprosił, czując, że blondynka chciała się odsunąć. Na dźwięk jego głosu, zatrzymała się i niepewnie objęła go za ramiona, delikatnie głaszcząc go po włosach.

-Powinieneś porozmawiać z Tamao.- powiedziała cicho.

-Wiem, porozmawiam z nią jutro rano.- odparł. Czuł się winny swoich słów, nie chciał czegoś takiego powiedzieć w jej obecności.


-Cudownie. Ci głupcy. Są niezastąpieni.-


*Hao-jinja - Świątynia Hao. 

==========

No i jest! Kolejna notka do główego opowiadania. Troszkę mrocznie. Porobiłam sobie szablony do postów i do końca pierwszej serii tego opowiadania zostało jeszcze 5 części! Postaram się dodawać dalej notki, ale mam trochę prac do napisania na zaliczenia na studia, więc może mi nie wyjść regularnie, ale będę się starać. Swoją drogą, jedna z prac jest o Abe no Seimei, więc może dowiem się czegoś nowego o postaci, na której wzorowany jest Hao, co mogłabym później wykorzystać w opowiadaniu tym, albo innym. Poza tym, przykro mi, że babka od kultury codziennej nie odpowiada na wiadomości, bo próbuję podać własny temat - o Ajnu.  I przyznajm, że się nie zdziwię jeśli za te trzy lata nawet do licencjatu wciągnę Króla Szamanów, bo po prostu jest tu o czym mówić, tyle odniesień od kultury Japonii, wierzeń itd. 

Aomori, nie wrzucałam wczoraj komentarza, że jest brakujący one-shot u mnie, bo chciałam dzisiaj masowo XD Osorezan Revoir myślę, że dostanie swoją serię, bardziej skupioną na Hao i Annie, głównie dlatego, że nie mam pojęcia jak poszłoby Yoh, gdyby nie było przy nim Anny XD Więc historia byłaby raczej z punktu widzenia starszego z bliźniaków.

Pozdrawiam wszystkich i do następnego (oby za tydzień!)

sobota, 9 stycznia 2021

Shaman King; One-Shot: Osorezan Revoir

1 stycznia 1996 roku.

Miał jedynie 10 lat. A przynajmniej fizycznie. Jego dusza była znacznie starsza, ale umysł dorosłego zamknięty w ciele dziecka zupełnie mu nie przeszkadzał. Miało to swoje zalety. To już trzeci raz, gdy przechodził przez dorastanie, a drugi, gdy duchem był już przy tym kompletnie dorosły. A za każdym razem, gdy się odradzał był jeszcze silniejszy, niż w poprzednim życiu. Jego aura zdecydowanie nie przypominała aury dziesięciolatka, nawet jeśli tylko na niego spojrzeć. I właściwie to mógł to wykorzystać na swoją korzyść. Taka siła u dziecka sprawiała, że o wiele łatwiej było mu zebrać popleczników. 

Pierwszy był Blocken. Dotarł do niego, gdy był jeszcze noworodkiem. Hao nie mógł zaprzeczyć, że wiele mu zawdzięczał. Duch Ognia nie mógł mu we wszystkim pomagać, a w tym nieporadnym ciele, pomimo wewnętrznej siły, był bezradny. Blocken pomógł mu przejść przez ten najbardziej żałosny okres człowieczeństwa. Cztery lata później odnalazł braci Zen, w 1990 Zang-Ching, a Peyote w kolejnym roku. W 1991 zdobył zaufanie Mohammada, a w 1992 skierował swoją uwagę na Europę. W wieku 7 lat przygarnął pod swoje skrzydła Marion, Matildę i Kannę, w 1993 Borisa, w 1994 Yamadę, a w 1995 Billa Burtona. W międzyczasie wyeliminował też sporo szamanów, którzy odrzucili jego propozycję lub próbowali go powstrzymać, w tym państwo Diethel.

Oczywiście nigdy nie przestał myśleć o Yoh. Kilka razy wracał do Izumo i obserwował jego postępy. Wiele razy myślał nad tym, by po prostu go zabrać, zwłasza wtedy, kiedy przez młodszego bliźniaka przemawiała nienawiść do ludzi. Podobnie do Hao w pierwszym życiu, koniec końców wyrastał na dobrego chłopca i starszy zdecydował, że lepiej będzie, jeśli jego brat sam się w tej swojej dobroci sparzy. Poza tym, był ciekaw, jak ich życie się potoczy, gdy druga połowa jego duszy zostanie wychowana przez Asakurów. Był jednak przekonany, że kto jak kto, ale to właśnie Yoh go zrozumie jak nikt inny. Nie martwił się o to, czy koniec końców do niego dołączy, czy nie, ani też o to, że przez dłuższy czas chłopiec nie robił żadnych szamańskich postępów. Był cierpliwy. Ufał jedynie sobie, więc nie mogło być tak, że część jego samego będzie przeciwko niemu. A fakt, że zdawał sobie sprawę z tego, że Yoh żyje w kłamstwie i potajemnie jest wychowywany i trenowany na jego przyszłego zabójcę, sprawiał że był niemal pewien, że bliźniak do niego dołączy, gdy tylko odkryje prawdę. 

Od czasu wyjazdu do Europy, Hao nie odwiedzał Izumo. Po dołączeniu Billa do jego grupy zostawił swoich popleczników w Stanach, a sam udał się do rodzimego kraju. Idealnie w momencie, gdy Yoh dowiedział się, że rodzinka wybrała mu narzeczoną. Wiedząc, że zależało im na utrzymaniu silnych mocy szamańskich, domyślał się, że wybranka musi być zdolna i z potencjałem. Więc z czystej ciekawości podążył za Yoh do Aomori. Co prawda, obserwowanie tego małego zdrajcy, jego dawnego przyjaciela, Matamune wraz z Yoh było naprawdę bolesne. Jak zresztą za każdym razem, gdy widział tego, który miał go chronić, i któremu bezgranicznie niegdyś ufał. Dodatkowo musiał być też bardzo ostrożny, by ani członkowie rodziny, ani nekomata nie wyczuli jego obecności.

Im bliżej Aomori byli, tym wyraźniej wyczuwał obecność naprawdę silnej osobistości. Co więcej, po miejscowości dosłownie pałętały się małe demony. Podobne do tych, które niegdyś sam tworzył, jeszcze jako dziecko z pierwszego wcielenia. Ktoś w tej okolicy musiał mieć serce konsumowane niczym świąteczny obiad. I znalezienie 'źródła' demonów nie było dla niego żadnym wyzwaniem. Emanowała niesamowicie silną energią, a gdy tylko się zbliżył i usłyszał jej myśli, wiedział, jak niesamowita jest i szybko wzniósł w swoim umyśle barierę, by dziewczyna go nie usłyszała. Obserwując ją, słysząc chaos w jej głowie, echem odbijające się te same myśli innych, które i on bezpośrednio słyszał, zrozumiał, że po raz pierwszy w jego trzech życiach natknął się na innego użytkownika Reishi. Obserwował ją przez cały czas, zapominając właściwie, po co ciągnął się tu za Yoh i przypominając o tym, dopiero gdy okazało się, że to właśnie ta dziewczynka miała być przyszłą żoną jego brata. Żałosne, co ta rodzina sobie myślała. Starszy Asakura nie mógł się jednak nadziwić, że umysł blondynki był nie tylko bardzo podobny do jego, ale z wyglądu niesamowicie przypominała mu jego matkę, Asanohę.

Szczerze mówiąc, Hao dość szybko podjął decyzję o konfrontacji z Anną. I chyba nawet przez chwilę nie chodziło mu o jej siłę. Choć był pod wrażeniem, że tak młoda medium była już tak silna. Słyszał i czuł, jak bardzo cierpiała, ale obawiał się, że za wcześnie może stworzyć potężniejsze od siebie demony, które po prostu ją zabiją. Po raz pierwszy od czasu wizji patrzył na kogoś z prawdziwym współczuciem.

-Jesteś idiotą, Yoh.- skwitował Hao, obserwując, jak bliźniak zabiera Annę na Osorezan. I to w taki dzień. Nie miał pojęcia, na jakie cierpienie naraził Annę. Jego głupota będzie kosztowała go wiele. I nawet nie był zaskoczony, gdy przed nimi pojawił się Oh-Oni, którego nawet Matamune nie był w stanie pokonać.

-No proszę, kociak niedługo zużyje całe moje furyoku.- Hao uśmiechnął się złośliwie, jednocześnie gdzieś w środku bolało go, że jego dawny przyjaciel tak się poświęcał. Demon został jedynie odrobinę zraniony, ale i to nie przeszkodziło mu w porwaniu Anny i zabraniu jej do świątyni, bramy do piekieł. A to była szansa dla niego. Asakura podążył za nimi, słuchał tego, co działo się w umyśle blondynki. Strach, ból odrzucenia i samotności, cierpienie i nienawiść dosłownie wylewały się z niej. Hao wiedział, że choć była silna, nie dałaby sobie rady. Blondynka nie była jeszcze gotowa na taką walkę. Zresztą, jedynie demon mógł zabić demona, a ona nie umiała żadnego opanować. 

Nie czekał więc ani chwili dłużej. Wezwał Zenki i Goki, a ognisty miecz pojawił się w jego dłoni. Najpierw z użyciem właśnych umiejętności i technik zranił Oh-Oni, a następnie jego Shikigami go wykończyły. Nie minęło nawet pół minuty. Szaman w postaci chłopca odwrócił się i spojrzał na dziewczynkę w zakrwawionym ubraniu. Słyszał, jak jej umysł powoli uwalniał się spod wpływu demona, a strach zastąpił szok. Ktoś ją uratował, mało tego, nie słyszała jego myśli. 

"Jesteś cała?" usłyszała nagle w swojej głowie. Podniosła swoje czarne oczy prosto na chłopca. Nie ruszał ustami, a jednak wyraźnie zwracał się do niej, ale w myślach. Chwilę później, jak przez mgłę, mogła usłyszeć i poznać jego serce. Wyczuła w nim to samo cierpienie i tę samą nienawiść, która pożerała ją. I tą samą moc. On również czytał w myślach.

"Zgadza się." odpowiedział na jej niezadane słownie pytanie.

"Kim jesteś?" spytała, przyglądając mu się uważnie. Wyglądał dokładnie jak Yoh, tylko jego włosy były znacznie dłuższe.

"Asakura Hao. Tak, Asakura. Yoh to mój brat bliźniak, który nawet nie wie o moim istnieniu, więc tym bardziej i ty nie wiesz." odparł, od razu też odpowiadając na nowo powstające pytania. Pozwolił jej też wyczytać z jego umysłu wspomnienia z dnia narodzin. Anna zmarszczyła brwi, zwłaszcza gdy w jego wspomnieniu dostrzegła też Kino, jedyną osobę, która do tej pory się nią zajęła. W jej głowie formowało się tysiące pytań, a Hao stopniowo ujawniał na nie odpowiedzi, po części pokazując jej wspomnienia, a po części po prostu opowiadając.

"Reishi jest częścią mnie od ponad 1000 lat." wyjaśnił. Jego umysł zaczął też ujawniać, co Asakurowie robili przez wszystkie jego życia, jak go zdradzili. Nie rozumieli. Ani jego, ani jej. 

"Nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego nie słyszysz myśli Kino? Nie chciałaby, żebyś wiedziała, dlaczego tak bardzo chcą właśnie ciebie. Celem Yoh nie jest korona Króla Szamanów, a zamordowanie mnie. O niczym nie wie, myśli, że w jego treningu chodzi tylko o Turniej. Okłamują go wszyscy, włącznie z Matamune, które istnieje dzięki mnie, a który już dwukrotnie czynnie brał udział w zamordowaniu mnie. A ty, mała dziewczynka z ogromnym potencjałem i niesamowitą siłą, masz stanąć u jego boku, by mnie zabić, gdy przyjdzie czas. Nie obchodzi ich, jak się czujesz, co myślisz, nie obchodzi ich twoja przeszłość i cierpienie, którym żyjesz z dnia na dzień, w każdej minucie. Jedyne co ich interesuje, to twoja moc. Chcą, byś pomogła Yoh i Matamune. A ty i ja... Prawie się nie różnimy naszym podejściem. Jak myślisz, co zrobią, gdy nie przestaniesz nienawidzić ludzi?" opowiadał jej cicho, podchodząc nieco bliżej dziewczynki. Dostrzegł, że drżała z zimna, nic dziwnego, jej ubranie było całe przemoczone od śniegu.

"Pozwolisz?" spytał, wysuwając w jej stronę otwartą dłoń, nad którą pojawiła się niewielka kulka ognia. "Otwórz dłoń. Nie oparzy cię."

Blondynka spojrzała z zaskoczeniem na jego dłoń, nim zadała pytanie, wiedziała już, że chłopak miał moce umożliwiające kontrolę żywiołów. Niepewnie otworzyła swoją dłoń, a płomień prześlizgnął się na nią, natychmiastowo rozprowadzając przyjemne ciepło. W jej umyśle szalał całkowity chaos, ale w końcu udało jej się pozbierać je we właściwe słowa.

"Zauważyłam, że próbują zmienić sposób mojego myślenia. Kino-sama mówiła, że osłania swoje myśli, żebym mogła odpocząć w jej domu. Nie myślałam, że może to mieć drugie dno." podniosła wzrok z ogrzewającego jej dłonie płomienia. "A ty? Dlaczego mi pomogłeś? Nie robisz tego dla siebie?"

"Moja droga Anno, od dawna nie zrobiłem czegoś dla drugiej osoby. Widziałaś, jak bardzo zawodziłem się na tych, którym ufałem. Ale ty jesteś pierwszą osobą od tysiąca lat, która rozumie, przez co przechodzę, która widzi to samo zło w ludziach, które widzę ja. Potrzebujesz pomocy, inaczej prędzej czy później te demony cię pokonają. Wiem, jak to jest i chcę ci pomóc. To prawda, że twoja moc byłaby bardzo przydatna, ale nie musisz brać udziału w mojej walce, wiem, że mnie rozumiesz i to mi wystarcza. Nie da się okłamać osoby używającej Reishi. Można blokować niektóre myśli, ale Reishi pozwoli odkryć nawet najlepiej skrywane kłamstwo. Nawet ci, którzy kłamią w myślach, nie potrafią ukryć przed nami prawdy. Wszystko, co widzisz i słyszysz, jest prawdziwe. Mogę cię wszystkiego nauczyć. Przyzywania Shikigami, które zajmą się twoimi demonami, kontrolowania ich oraz ich powstawania, kontrolowania Reishi. Ale oczywiście ja nie mogę tu zostać, więc musiałabyś odejść ze mną." mówił w myślach, a ona przetwarzała jego odpowiedź. Nie poganiał jej, dał jej chwilę do namysłu i nie komentował jej myśli, dopóki nie zwróciła się do niego bezpośrednio.

"A co z Yoh?"

"Yoh zostaje, musi sam przekonać się, do czego zdolna jest jego rodzina i ludzie. Ale nie martw się o niego, poradzi sobie."

"Nie jestem pewna."

"Zróbmy tak, zostawię cię tutaj. Zostawię też to." płomienie ufromowały w jego dłoni talizman z symbolem gwiazdy. "A gdy dotrzesz do domu, pozwolę ci usłyszeć myśli Kino. Wtedy przekonasz się samodzielnie, ile dla nich znaczysz i podejmiesz decyzję." Talizman upadł na śnieg, a w oddali słychać było odgłosy nadjeżdżającego samochodu. Dochodziły ich myśli obcego człowieka i Yoh. "Więc jak?"

"Zgoda." powiedziała, a chłopiec uśmiechnął się do niego ciepło. Na tyle, że mogła przysiąc, że naprawdę widziała Yoh.

"Będę na ciebie czekał. Po prostu mnie zawołaj w myślach, będę w pobliżu cały czas." powiedział, po czym rozpłynął się w powietrzu. Chwilę później zjawił się Yoh i Matamune.

-Anna! Wszystko dobrze? Gdzie Oh-Oni?- zawołał Yoh biegnąć w jej stronę, a Matamune obok niego.

-Ktoś go pokonał.- powiedziała chłodno, typowo dla niej.

-Kto taki?- Matamune wychylił się, by rozejrzeć się po okolicy. Niemal natychmiast dostrzegł talizman leżący na śniegu. Gdyby mógł, pobladłby. -Anno, czy widziałaś, kto cię ocalił?- spytał poważnie, podnosząc kawałek papieru.

-Nie.- odparła i wzruszyła ramionami, kierując się w stronę samochodu, którym przyjechali.W myślach Yoh słyszała ich rozmowę.

-Co to?- spytał szaman, patrząc na kawałek papieru w łapie kota.

-Nic takiego. Pieczęć osoby, która uratowała Annę, nigdy wcześniej nie widziałem tego symbolu.- skłamał Matamune, chowając kartkę do kieszeni. Dziewczynka zmarszczyła brwi. Kłamstwa. -Wracajmy do domu.-



Dziewczynka nie musiała długo czekać. Gdy tylko zniknęła za drzwiami swojego pokoju, usłyszała myśli swojej mentorki, a w nich również rozmowę z Matamune.

-Znalazłem to.-

"Mój boże."
-Wuxing.- 

-Hao-sama nas pewnie obserwuje.- powiedział kot, w jego głosie dało się słyszeć lekki smutek.

-Rozmawiał z Anną?- spytała Kino.

-Nie wiem. Anna twierdzi, że nie wie, kto ją uratował, ale równie dobrze może kłamać. Zapewne nigdy się tego nie dowiemy od niej.- odpowiedział Matamune.

"Niedobrze. Jeśli Hao wie o istnieniu Anny, na pewno będzie chciał ją zabrać. Jej siła jest niesamowita, wzmocniłaby bardzo jego szeregi, a podobieństwo między nimi przemawia na naszą niekorzyść. Jeśli już z nią rozmawiał, jeśli powiedział jej wszystko, to nie ma szans, by zmienić jej podejście. Nawet Yoh nie da rady tego zrobić, choć byliśmy bardzo blisko sukcesu. Jeżeli Anna przejdzie na stronę Hao, wtedy jesteśmy zgubieni." myślała. Anna siedziała w ciszy pod drzwiami. Hao miał rację, chodziło im tylko o jej moce. Mało tego, tylko to brali pod uwagę, podczas gdy długowłosy Asakura nie mógł jej okłamać i szczerze wyznał, że chce jej pomóc. Naprawdę pomóc, a nie ją zmieniać.

-Co robimy, droga Kino?- spytał Matamune.

-Nie mamy wyboru, Matamune. Ryzyko jest zbyt duże.- mówiła staruszka, a kot westchnął ciężko.

-Myślę, że nie powinniśmy wysuwać pochopnych wniosków. Może Yoh da jeszcze radę. Bez niej, możemy nie dać rady pokonać Hao. Jest już zbyt silny.-

-Yoh nie może się dowiedzieć o jego istnieniu, dopóki nie będzie to konieczne, a tym bardziej o ich bliźniaczej więzi. Nie zabiłby własnego brata. Najlepiej, by nigdy się nie dowiedział. Anna nie dość, że może znać prawdę, lub poznać ją niedługo, to jeszcze może się do niego przyłączyć. A jej moc nie może znaleźć się po jego stronie. Nie mamy wyboru, Matamune.-

-To tylko dziecko, droga Kino.-

-Ale kiedyś dorośnie, a wtedy może już być za późno.-

Łzy płynęły po policzkach blondynki. Kino nie powiedziała tego na głos, ale chodź staruszka była przepełniona bólem, mała dziewczynka skupiła się na tym, że właśnie była na coś skazywana.

"Hao..."

"Tak?" głos odpowiedział jej niemal natychmiast.

"Zabierz mnie stąd."

"Z przyjemnością." przy jej oknie pojawił się niewielki, ognisty duch, na którym siedział Hao.

-Kino!-

-Czuję!- wrzaski, a chwilę później odgłosy biegu. Anna szybko chwyciła dłoń Hao i pozwoliła się wciągnąć. Gdy drzwi od jej pokoju się otworzyły, było już za późno. Matamune podbiegł do okna, ale Duch Ognia był już bardzo wysoko. Jego kocie oczy dostrzegły dwie sylwetki. Szatyn zwrócił lekko głowę i na krótko jego spojrzenie skrzyżowało się z Matamune. Nienawiść w jego czarnych oczach była wyraźniejsza niż cokolwiek innego.

-Straciliśmy ją.-

============
..................... ZAPOMNIAŁAM WCISNĄĆ OPUBLIKUJ I TAK TO SOBIE TU KWITŁO.

A miało być na Nowy Rok ze względu na umiejscowienie w czasie całej scenerii. Szczerze mówiąc wciąż się zastanawiam nad zrobieniem z tego małej serii, ale ni cholery nie mam pojęcia, w którą stronę historia się potoczy. Dobra, czy zła. Więc ewentualnie zostawię to na kiedyś kiedyś, ewentualnie jak mi coś zacznie przychodzić do głowy. Zawsze mogę zrobić dwie wersje? Ale póki co pozostaje to one-shotem. A do Demona będę pisać jutro.

sobota, 2 stycznia 2021

Shaman King; One-Shot: Przyjaciel

 -99, 100, 101, 102...-


A więc Turniej Szamanów został wznowiony. Nie było to żadnym zaskoczeniem, zaledwie dwa dni temu niebo przecięła Ragoh, więc siłą rzeczy, zwiastując ponowne rozpoczęcie walk. Od ich przerwania minęło zaledwie pół roku, ale niektórzy i tak zdążyli wypłodzić teorie, że bliźniacze gwiazdy symbolizowały Yoh i Hao, zniszczenie powracające co 500 lat to starszy Asakura, a planecie już nic nie grozi, więc Turniej nie jest już potrzebny. 

"Idioci", powtarzał za każdym razem Ren. Hao był pokonywany co 500 lat przed końcem Turnieju, a Królem Szamanów nie został żaden z Asakurów. Natomiast sabotaż Turnieju, a co najważniejsze, bezpośrednie zagrożenia życia po życiu Króla Duchów, były czymś nowym i to oczywiste, że potrzebowali czasu.


-103, 104, 105, 106...-


Ogłoszono, że Druga Runda zostaje uznana za zakończoną. Szamani mieli dwa tygodnie na załatwienie swoich spraw i powrót do Patch Village. Ponadto, ogłoszono, że walki w Trzeciej Rundzie będą odbywały się w parach. O ile łatwiej byłoby, gdyby Król Duchów sam połączył ich w pary, a nie dawał wolność wyboru. Z drugiej strony, mógłby wtedy wylądować z kimś z X-laws lub niedobitkami po poplecznikach Hao.


-231, 232, 233, 234...-


Z początku, młody Tao miał kompletnie w nosie to, z kim będzie w parze. Była ich siódemka, ktoś na pewno będzie musiał wybrać kogoś spoza ich grupki przyjaciół, ale raczej był przekonany, że nie będzie miał z tym problemu. Jednak jakiś czas później, słuchając rozmowy Yoh i Manty, oczywiście udając, że tego nie robi i jest skupiony na mleku, zaczął się nad tym zastanawiać. W gruncie rzeczy nie tylko był sobie w stanie wyobrazić, że jeżeli Lyserg nie stwierdzi, że chce być w parze z kimś z X-laws, to właśnie on, w świetle swojej dumy i złośliwości zostanie tym, który będzie musiał znaleźć sobie kogoś innego do pary, ale też doskonale wiedział, z kim chciałby walczyć ramię w ramię.


Był jego pierwszym przyjacielem. Mógł sobie mówić, co chce, wpierać innym i sobie, że jest inaczej, ale Asakura Yoh był dla niego wzorem. Od ich pierwszej walki, widział w nim przeciwnika, od którego mógł się uczyć. Zazdrościł mu wszystkiego. Wolności, swobody ducha, przyjaciół, umiejętności nie tylko walki, ale i percepcji. Obserwował Yoh i uczył się od niego. Uratował mu życie nie dlatego, że sam chciał mu je odebrać, a dlatego, że wiedział, że tylko od niego może nauczyć się czegoś, co przez całe życie było poza jego zasięgiem. Yoh miał też niesamowite zdolności przywódcze, ale był liderem, nie szefem. Ren widział tę różnicę i dlatego zasugerował, że to on powinien przewodzić ekipie w drodze do wioski na Turniej. I młody Tao gdzieś w głębi czuł, że to Asakura jest najlepszym materiałem na Króla Szamanów, choć nie potrafił tego przyznać w tej chwili nawet przed samym sobą, to gdyby Yoh wygrał, odczuwałby taką samą ulgę, jak wtedy gdy myślał, że nie przejdzie do kolejnej rundy. Chińczyk po prostu wiedział, że pierwsze co zrobiłby Yoh, po zjedzeniu tony cheeseburgerów, to właśnie spełnienie marzeń przyjaciół. On nigdy nie myślał najpierw o sobie, choć mogłoby się tak wydawać, gdy mówił, że chciałby wieść łatwe życie. Wszyscy wiedzieli, że bycie Królem Szamanów nie jest proste. Yoh z każdym kolejnym dniem uczył Rena czegoś nowego. Nie tylko jako szaman, ale też jako człowiek i przyjaciel. Ale tak, jako szaman też. I to z nim Ren chciał walczyć ramię w ramię.


-348, 349, 350, 351...-


Gdyby tylko duma Rena nie była tak trudna. Wiadome było, że Yoh sam nie będzie proponował nikomu partnerstwa. Ale spodziewał się, że Ryu i Faust byliby pierwszymi kandydatami. Horo Horo zapewne również skłaniałby się w stronę słuchawkowego. Mógł się założyć, że Ryu już dzwonił do Asakurów. Jedyną nadzieją była Anna, która mogłaby chcieć, żeby Yoh współpracował z kimś silniejszym. Wtedy zdecydowanie byłby to Ren, skromnie mówiąc. 


-Reeeeen, upiekłam ciastka. Zaniesiesz je Annie?- już prawie dochodził do 500, kiedy w siłowni ich apartamentowca pojawiła się Jun.

-Ćwiczę.- odburknął.

-To zrób sobie przerwę, póki są ciepłe i chrupiące. Dobrze ci zrobi wyjście. Poza tym słyszałam, że Ryu i Horo Horo jeszcze nie przyjechali, a Lyserg i Chocolove będą czekać już w Patch. Chyba chcesz porozmawiać z Yoh o kolejnej rundzie?- zasugerowała z niewinnym uśmiechem, jakby był to jakiś głośno i jasno stwierdzony fakt. Ren natychmiast się naburmuszył, unosząc brwi i w końcu przerwał ćwiczenia, wycierając pot z klatki ręcznikiem.

-Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Jun.- odparł chłodno, a zielonowłosa zachichotała.

-Daj spokój, przecież wiem, że chcesz z nim walczyć. A to doskonała okazja, żeby o tym porozmawiać. No już, bierz prysznic i leć do Inn En.- powiedziała, rzucając przed chłopakiem plecak, zapewne wypełniony ciastkami. Czubowłosy westchnął ciężko i dłużej nie dyskutował. Bo i po co, skoro to rzeczywiście była okazja, by połączyć siły z przyjacielem?


Po szybkim prysznicu ubrał swoją standardową koszulę, szorty i żółtą marynarkę, zgarnął plecak i ruszył na piechotę w stronę domu Asakury. Bason w postaci kulki unosił się koło niego, ale nie odzywał. Wiedział, że to będzie naprawdę trudne zadanie dla jego mistrza. Powiedzieć Yoh, że chce walczyć z nim w parze. Ren natomiast zastanawiał się, jak ubrać to wszystko w słowa. Co prawda wiedział, że Yoh był ostatnią osobą, która cokolwiek by mu wypomniała, a że nie ma pozostałych, to nie groziły mu żarty Horo Horo ani protesty Ryu i pewnie, nawet jeśli się zająknie, albo wręcz powie jedno słowo, to Asakura będzie wiedział, o co mu chodzi i ułatwi mu przejście przez tę mękę. Mimo to było to stresujące i jakoś w końcu musiał zacząć.

-Hej, Ren! Jun znowu zrobiła ciastka?- Ren niemal podskoczył w miejscu na dźwięk głosu Yoh. -Heeeej, to tylko ja, nie musisz się mnie bać!- zaśmiał się słuchawkowy, truchtając wolniej, by być na równi z przyjacielem. Tao prychnął i skrzyżował ramiona na torsie.

-Wcale się nie przestraszyłem, Asakura. Po prostu się ciebie nie spodziewałem.- mruknął od niechcenia, a szatyn zachichotał.

-Wychodzi na to samo. To co tam dziś przynosisz?- spytał, szybko zmieniając temat. Czyli to, co miał na myśli Ren. Yoh zdecydowanie nawet nie zbliżał się do granicy cierpliwości Tao, ani nawet nie sprawiał, że Chińczyk miałby się wycofywać za swój lodowy mur, tak jak to się działo pod wpływem Horo Horo.

-Nawet nie wiem, nie zaglądałem.- odparł, zerkając do tyłu, na plecak. -Sądząc po zapachu, chyba coś kokosowego.- mruknął, marszcząc nos delikatnie, a Yoh znów się zaśmiał. Przez chwilę tak się przemieszczali w ciszy. Ren wciąż zastanawiał się jak zacząć temat, a Yoh udawał, że kompletnie nie widzi, że przyjaciela coś dręczy, dając mu szansę na samodzielne otwarcie się, ale gdy na horyzoncie już widać było jego posiadłość, zdecydował się w końcu odezwać.

-Powiesz mi, co cię trapi, czy raczej nie?- spytał, nawet nie patrząc na przyjaciela, by ewentualnie ułatwić mu zadanie. Ren spojrzał na niego, jak na wariata, a tak naprawdę nawet nie był zaskoczony, że Asakura dostrzegł, że coś jest nie tak. Ale nie, niestety nie dał rady się przyznać.

-Irytuje mnie, że Jun sama nie może przyjść z tymi ciastkami. Powinienem trenować do walk.- warknął, a Yoh zaśmiał się cicho, nie żeby uwierzył w jego słowa.

-Daj spokój, każdy potrzebuje czasem odpoczynku. Jestem pewien, że i tak zrobiłeś ćwiczeń za cały tydzień.- zażartował z pogodnym uśmiechem. Uśmiechem, dzięki któremu Ren wiedział, że nie udało mu się go oszukać, a chłopak dodawał mu otuchy do przełamania się.

-Ha, też powinieneś podwoić treningi. Chcę cię pokonać w finale.- złotooki uśmiechnął się złośliwe.

-Jeśli powiesz to przy Annie, to nigdy ci tego nie zapomnę.- jęknął Asakura.

-Nie leń się. Pewnie będziesz w parze w Ryu, więc będziecie łatwym celem do pokonania.- powiedział złośliwie, zahaczając delikatnie o temat, do którego dążył.

-Tak właściwie... To jeszcze nie wiem, z kim będę w parze.- odpowiedział Asakura, a Ren powoli przeniósł na niego wzrok. Czyżby to był ten moment? Nie umiał się jednak do tego zebrać, jak dobrać słowa.

-A ty już wiesz, z kim będziesz walczył? Może Jun dołączy do Turnieju.- zachichotał szatyn.

-Nie żartuj sobie! Prędzej dołączyłbym do Żelaznej Damy, niż startował w rundzie z siostrą!- wrzasnął, a jego czub na głowie aż się nastroszył. Natychmiast jednak złagodniał, widząc minę Yoh. A więc jeszcze przeżywał to, co musiał zrobić własnemu bratu. Ren zacisnął usta w wąską linię. Teraz za wszelką cenę chciał odwrócić uwagę przyjaciela od ostatnich wydarzeń.

-Może...-

-Może chciałbyś w takim razie walczyć ze mną?- przerwał mu Yoh, w ostatniej chwili wybawiając Tao z niesamowitej opresji, przy której walka z Hao to pikuś. Więc jednak. Nawet pod wpływem negatywnych myśli, Yoh i tak wiedział już, o co chodziło. Ren spojrzał na przyjaciela, a ten uśmiechał się do niego ciepło. Oboje udawali, że wyszło to całkowicie ot, tak, przypadkowo. Oboje wiedzieli, że drugi wie. Ren uśmiechnął się delikatnie. 

-Pewnie się boisz, że będziesz walczył przeciwko mnie wcześniej i skopię ci tyłek zanim dotrzesz do finałów. Ale w gruncie rzeczy, jesteś najsilniejszy z tej całej bandy. Czemu nie, Asakura.- odpowiedział, w pełni w swoim stylu. Yoh zachichotał, szczerząc się do przyjaciela.

-Znowu spóźniony!- zawołała Anna, gdy tylko dotarli do progu, a twarz szatyna natychmiast pobladła. Chłopak przyśpieszył, a Ren z lekkim uśmiechem podążył za nim. Na podwórku zmaterializowali się Amidamaru i Bason.

-Dziękuję ci, Amidamaru.- powiedział Bason, a samurai spojrzał na niego z rozbawieniem.

-Nie zdążyłem nic powiedzieć Yoh. Sam się domyślił, że Ren chce z nim walczyć.- odparł. Zdolności Yoh nie zaskakiwały już nawet i ducha chińskiego wojownika. Mężczyzna uśmiechnął się na dźwięk hałasów z domu. Był szczęśliwy wreszcie mogąc służyć Tao, którego nie zżerało zgorzknienie i samotność. 


Tak, wraz z przyjaźnią Yoh, Ren otrzymał najpiękniejszy prezent w życiu.

==============

Dzień doberek! A raczej, dobry wieczór! Witam was w 2021! Z lekkim opóźnieniem, wrzucam one-shot z okazji urodzin Rena! Nie jest on nawiązujący do samych urodzin, stwierdziłam, że to będzie lepsze. Osobiście jestem ogromną fanką więzi między Renem, a Yoh więc postanowiłam właśnie na niej się skupić. Wiem, że krótkie, ale postawiłam raczej na jakość oddania myślenia obu bohaterów. 

Drugi one-shot wrzucę jutro, jak go napiszę XD Natomiast w przyszłym tygodniu mam zajęcia, więc pewnie napiszę nowe części do Demona. 

Aomori, co do zapowiedzi, to ja w sumie też przez chwilę miałam taką myśl, ale potem sobie przypomniałam, że właściwie początek anime jakoś bardzo nie odbiegał od mangi (w porównaniu z tym, co było później) i wydaje mi się, że o ile pierwsza zapowiedź sygnalizowała, że anime będzie zbliżone do mangi, to druga miała za zadanie obudzić nostalgię u tych, którzy stare anime widzieli. Kreska zarąbiście mi się podoba, nie mogę się napatrzeć, nie mogę się doczekać aż zobaczę Rena w ruchu, bo tam to go ledwo widać było, no i Paku Romi we właściwym miejscu! W następnej zapowiedzi pewnie poznamy resztę głównej obsady, a już na pewno Horo Horo.

No! Tak więc to tyle na dziś. Do jutra!

niedziela, 27 grudnia 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Księga Ognia

 Yoh został sam w świątyni. Potrzebował tego. Teraz gdy było już po próbie i o niej myślał, zastanawiał się, dlaczego w ogóle uwierzył w całą tę rozegraną przed chwilą scenę. Spoglądał na swoje poparzone dłonie i naprawdę próbował zrozumieć, co się przed chwilą stało.  Powinien zorientować się, że historia nie była prawdziwa. Przede wszystkim, Hao pojawił się w formie, w której widział go po raz ostatni, a przecież powiedział, że próbę niby zmienił po narodzinach. Można to było wyjaśnić faktem, że to nie był jego duch, a mogło być to coś w stylu pieczęci, która dopasowała się do wieku Yoh, w związku z więzią bliźniaczą. Chociaż brzmiało to na bardzo zagmatwane. Kolejną sprawą były słowa Hao, nie brzmiały jak te, których używał, gdy jeszcze żył. Jeżeli Hao widział w nim brata, to ukrywał to naprawdę głęboko i nie przyznałby się do tego tak łatwo, nie po tym, co przeżył. Owszem, wierzył, że Yoh do niego dołączy, ale nawet jemu nie zaufałby od razu. Z kolei tu widać było, że widmo brata było przekonane, że młodszy sięgnął po księgi pod pozytywnym wpływem starszego. Najbardziej zaskakujące jest, że nie zorientował się, że była to próba, gdy z jakiegoś powodu ogień zaczął go słuchać.

Jego rozmyślania przerwał powrót Amidamaru wraz z Anną. 

-Zanim gdziekolwiek pójdziesz. Siadaj i ręce. Bez dyskusji.- powiedziała stanowczo, pokazując na podłogę. Yoh nie protestował. Natychmiast usiadł na podłodze po turecku i położył otwarte dłonie na swoich kolanach. Blondynka nic nie powiedziała, ale gniewnie zerknęła w stronę księgi ognia, zanim usiadła naprzeciw chłopaka i wyjęła z papierowej torby, którą miała ze sobą, specyfiki Kino, gazę i bandaże. Powoli zaczęła delikatnie pokrywać jego ciężko poparzoną, pokrytą bąblami i pęcherzami skórę. Yoh syczał cicho, napinając się, żeby odruchowo nie zabierać dłoni. 

-Co cię dręczy?- spytała.

-Ta próba była naprawdę dziwna. Z jednej strony była bez sensu, a z drugiej obawiam się, że mogła mieć w sobie ziarno prawdy.- odpowiedział z ciężkim westchnieniem. -Myślisz, że dziadek widzi we mnie zagrożenie?- spytał. Anna uniosła wzrok na chwilę, by później skupić się na okładzie i bandażowaniu.

-Kiedyś powiedziałabym, że nie.- zaczęła -Yoh, przeglądasz księgi, których nikt nigdy nie widział. Jesteś bardzo potężnym szamanem, mocą zaczynasz dorównywać Hao z pierwszego wcielenia, samą siłą już dorównałeś. Gdy opanujesz pięć punktów Wuxing, Yin Yang Jutsu nie będzie dla ciebie tajemnicą, a tym samym staniesz się najpotężniejszym szamanem na świecie. Jesteś nie tylko potomkiem i bratem Hao, ale też jego częścią. To poniekąd zrozumiałe, że boją się, co może się z tobą stać.- odparła, kończąc opatrywać lewą dłoń i zabierając się za prawą. -A to czy boją, bo nie chcą cię stracić, czy boją się, że mógłbyś się stać drugim Hao... Myślę, że to pierwsze.- dodała. Chłopak nie odpowiadał przez chwilę, przyglądając się jak drobne, acz silne dłonie blondynki sprawie zajmują się gazą i bandażem.

-Zaczynam się obawiać, że klon Hao to jedyne co we mnie widzieli.- mruknął cicho.

-Nie mów tak, Yoh. A nawet jeżeli tak jest, pamiętaj, że jesteś pierwszym Asakurą, który ma możliwość zmienić podejście rodu. To ty kiedyś będziesz jego głową i to od ciebie będzie zależało, co przekażesz dalej.- powiedziała dość chłodno. -A zresztą, spróbuj nie, to ja już przywołam cię do porządku.- dodała, na co szaman zaśmiał się cicho.

-Tak jest, pani rodu!- powiedział i zasalutował zabandażowaną dłonią. Medium przewaliła oczami i wstała z ziemi, ściągając swoje korale. Wykonała odpowiednie gesty i rzuciła koralami w powietrze nad księgą, tworząc do niej portal.

-No, to idę.- powiedział z lekkim uśmiechem i wszedł do portalu. Anna natomiast spojrzała na Amidamaru.

-Opowiedz mi o tej próbie. Ze szczegółami.- rozkazała.


-Witaj ponownie, Yoh.- usłyszał, gdy tylko przekroczył "próg" portalu. Znajdowali się na jakiejś polanie, wokół nich było ciemno, a jedynym źródłem światła było niewielkie ognisko. Asaha siedział na jednym konarze drzewa, a drugi czekał wolny. -Zajmij miejsce, to będzie najdłuższa lekcja.- mężczyzna wskazał na konar obok. Yoh podszedł do niego i usiadł przy ogniu, kładąc dłonie na kolanach. Te natychmiast przyciągnęły wzrok wróżbity.

-Jak ostatecznie otworzyłeś księgę?- spytał.

-Nogą, na podłodze.- mruknął, a jego nauczyciel roześmiał się -Po co to było? To znaczy, normalnie trzyma się książki w rękach, myślałem, że to część wyzwania. Determinacja czy coś.- dodał.

-Niewielki dowcip.- odparł z uśmiechem.

-Chyba mamy odmienne poczucie humoru.- westchnął Yoh, a Asaha ponownie się zaśmiał.

-Tak jak powiedziałeś, książki trzyma się w rękach. A musiałem w jakiś sposób odwrócić twoją uwagę, by próba była zaskoczeniem, łatwiej mogła się zakamuflować. Pewnie teraz, kiedy myślisz o tej próbie, zastanawiasz się, jak ty w to wszystko uwierzyłeś, prawda?- spytał, przenosząc wzrok na płomienie.

-Tak.-

-Oparzenia i myślenie, że otwarcie księgi mogły być jedyną próbą, miały odwrócić twoją uwagę, zmniejszyć twoją czujność. W ten sposób nie spodziewałeś się, że byłeś poddawany próbie, a natychmiastowy wpływ czegoś, co wywołuje u ciebie złość, zacierało logiczne myślenie. Tak działa gniew, przysłania nasze myśli i umiejętność oceny sytuacji. Wiesz o tym, dlatego wiedziałem, że poradzisz sobie z tą próbą.- wyjaśnił. -Nie myśl, że to coś złego, że uwierzyłeś w tamte wydarzenia i słowa. Wykorzystany został element zaskoczenia, to normalna, ludzka rzecz, że się zdekoncentrowałeś. O to chodziło. Na tym polegała próba. Nie jesteś naiwny, głupi czy słaby. Czynnik ludzki zadziałał odpowiednio. Po jakimś wydarzeniu albo jedynie je obserwując łatwiej nam coś dostrzec, lecz gdy coś się dzieje w tej chwili i dotyczy nas, wygląda to inaczej.- 

Yoh w życiu nie spodziewałby się, że usłyszy takie rzeczy od przodka. Jak najbardziej miały one sens i chłopak natychmiast poczuł się lepiej, nie obwiniając się dłużej o niezbyt logiczne podejście do próby.

-Czy masz jeszcze jakieś pytania dotyczące próby, zanim przejdziemy do zagadnienia żywiołu ognia, ale nie tylko. - onmyoji spojrzał na młodszego.

-Właściwie to mam dwa pytania. Kiedy próbowałem podnieść i otworzyć księgę, by rozpocząć próbę, wykonałem Jedność Ducha ze swoim stróżem...- zaczął Yoh, Asaha od razu zwrócił głowę w jego stronę, wyczekując kontynuacji z zainteresowaniem, ale wiedząc już, do czego młody szaman dążył. -Oczywiście księga nas oparzyła, ale mój duch stróż również odczuł ból. Czy to była kwestia samej próby?- spytał.

-Poniekąd tak, a poniekąd nie. Jesteś teraz bardzo potężny Yoh, każde wejście w księgi uwalnia nowe pokłady mocy szamana drzemiące głęboko w tobie. Pokłady, które odziedziczyłeś po mnie i wytrenowałeś samodzielnie. Nie otrzymujesz wprawdzie mocy żywiołów, a jedynie wiedzę, z której musisz korzystać samodzielnie. Doskonale jednak wiesz, że siły szamana nie mierzy się tylko w energii, ale też w umyśle. Rozwijając swoją moc i umysł wzmacniasz więź ze swoim duchem stróżem i innymi duchami, a także żywiołami. Stajecie się całkowitą jednością. W tej chwili twój samuraj w Jedności Ducha jest w stanie korzystać z twojego ciała zupełnie tak, jakby korzystał ze swojego, choć różnicie się posturą. Stałeś się szklanką o elastycznym kształcie, będziesz dostosowywał się do możliwości ducha, a nie swoich. W ten sposób Jedność stała się czymś większym, oboje czerpiecie z niej więcej. Nie złamiesz tym Kontroli Ducha, ale ona też nie złamie ciebie. Skuteczna samoobrona. Całkowita Jedność oznacza też, że twój duch odczuwa wszystko jako on, nie przez pewnego rodzaju ścianę, którą jest korzystanie z cudzych dłoni. Chociaż fakt, że odczuł aż tak realistyczny ból, to jest zasługa zaklęcia na księdze. Nie może jej ruszyć żaden szaman, człowiek, duch czy Shikigami. Zresztą nie mogą ruszyć żadnej księgi, oprócz Zenki i Goki, którzy strzegli Senji Ryakketsu. A drugie pytanie?- Yoh słuchał z taką ciekawością, podziwiając umiejętność opowiadania przodka, nie dziwiąc się już, dlaczego rodzina Asakura od powstania była znana jako rodzina trenująca nowe pokolenia szamanów. 

-Ten Huehue-coś tam, przepraszam, nie wymówię jego imienia, powiedział, że na czas próby dał mi moc ognia, a później mi ją odebrał. Powiedziałeś wcześniej, że mocy żywiołów nie da się odebrać.- mówił. 

-Cieszę się, że o to pytasz.- Asaha oparł łokcie o kolana i gestykulucjąc dłońmi wspomagał swoje wyjaśnienia. - Huehueteotl dał ci własną moc, własną siłę. Użyczył ci jej, tak jak duch stróż użycza swoich umiejętności. Nie masz tych umiejętności po rozłączniu, prawda? Ta moc należała do niego, w trakcie próby połączyłeś się z jego umiejętnościami, ale nie należały one do ciebie. Twojej własnej siły nikt nie może ci odebrać. Pamiętasz, gdy mówiłem, że wszystkie bóstwa opiekujące się konkretnym żywiołem muszą cię dopuścić do wiedzy? Dopuszczają, nie dają. Huehueteotl przekazał ci coś, co mógł odebrać. A własną moc żywiołów musisz opanować sam. Ta moc ognia była bardzo potrzebna, na krótką chwilę odgrywała rolę taką, jaką będzie pełnić, gdy żywioł całkowicie się otworzy. Nie chodziło o to, czy kogoś zabijesz, pozwolisz zabić i jak cała sytuacja się potoczy, a o to czy zapanujesz nad gniewem, a tym samym nie stracisz kontroli nad ogniem. Czy zrozumiałeś?- wróżbita spojrzał na potomka. Yoh skinął powoli głową.

-Dobrze, przejdźmy teraz do bardzo ważnego aspektu. To ostatni raz, gdy rozmawiamy o żywiołach. W ostatniej księdze omówimy duchową perspektywę łączenia się nimi, byś mógł opanować ostatni punkt Wuxing, a to przybliży cię do rytuału Taizan Fukun no Sai. Rytuału nieśmiertelności. Sam rytuał będziesz jednak musiał opanować samodzielnie. Ja nie mogę ci w tym pomóc. Jest on opisany w Księdze Duszy, ale resztę będziesz musiał zrobić sam. Musisz też opanować techniki onmyodo, czyli Yin Yang Jutsu przed przystąpieniem do Taizan Fukun no Sai.- powiedział. Asakura kiwał głową z uwagą. Taizan Fukun no Sai... Nie spodziewał się, że naprawdę będzie mógł spróbować sił w walce o władanie życiem i śmiercią. Szczerze mówiąc, nie był pewien, czy chciał. To było w życiu piękne, że było jedno i nie wiadomo co ze sobą niosło, a świadomość jak ono wygląda, przechodzenie dzieciństwa z umysłem dorosłego jakoś niespecjalnie go fascynowało. Nikt jednak nie mówił, że miał używać tego za każdym razem. Od możliwości reinkarnacji chciał tylko jednego. Ponownego spotkania brata. Asaha przyglądał mu się uważnie, odczytując jego myśli, ale w żaden sposób ich nie komentując. 

-W poprzednich księgach nauczyłeś się, że żywioły reprezentują konkretne uczucia i emocje, a także, że staną się częścią ciebie. Szaman to ogniwo łączące świat ludzi, ze światem duchów i zawsze nim pozostanie. Będzie widział duchy, a jeśli straci wzrok, wciąż będzie je wyczuwał i komunikował się z nimi. To coś, co nigdy nie zostanie nam odebrane. Tak samo jest z mocą żywiołów, którą posiądziesz sam. Kapłan Wuxing, bo myślę, że tak to można nazwać, będzie ogniwem łączącym świat ludzi z żywiołami, wraz z ich duchowym aspektem. Ich moc stanie się częścią ciebie, co oznacza, że musisz nauczyć się ją kontrolować. Jest to trudniejsze od zdolności szamana. Każdy żywioł z czymś się łączy. Najważniejszym jest...- przerwał, by Yoh mógł dokończyć.

-Ziemia, bo to ona trzyma w harmonii pozostałe żywioły.-

-Tak. Ziemia łączy się z determinacją, bo to na jej podstawie odpowiednio jesteś w stanie zapanować nad sobą pod wpływem innych emocji. Wykazałeś się ogromną determinacją, dochodząc aż tutaj, pomimo ciężkich prób, którym byłeś poddawany, ale też innym przeciwnościom. Powietrze to...- znów chwila przerwy dla ucznia.

-Spokój i opanowanie.- 

-Tak. Determinacja bezpośrednio się z nimi łączy, jeśli pomimo determinacji zachowujesz spokój, to dochodzi do pierwszego połączenia, jak rośliny wytważające tlen w powietrzu.- Asaha machnął w powietrzu ręką z wyprostowanymi palcami wskazującym i środkowym, rysując pierwsze dwie linie od dolnego, lewego rogu do góry i w dół do prawego rogu. Srebrna linia pozostała w powietrzu. -Spokój powinien być zachowany nawet wtedy, gdy cierpimy, tak jak tlen znajduje się w wodzie.-  z prawego dolnego rogu narysował srebrną linię do lewego górnego rogu. -Cierpienie prowadzi do gniewu, który poniekąd jest przeciwieństwem, a wpływają na siebie wzajemnie. Woda i ogień są przeciwieństwem, po wybuchu gniewu również powracamy do etapu cierpienia, które gasi gniew, jak woda gasi...-

-Ogień.- dokończył Yoh, a Asaha narysował prostą linię z lewej do prawej strony wyłaniającej się gwiazdy.

-Po cierpieniu, prowadzącego do wybuchu gniewu i frustracji, zalaniu się łzami, gaszącymi pożar, uspokajamy się i wracamy do początku. Co spalone zmienia się w proch, odrodzenie po ogniu.-

-Wszystko od niej się zaczyna i na niej się kończy.- zacytował słowa Asahy z lekcji w Księdze Ziemi, a wróżbita narysował ostatnią linię, kończąc pentagram Wuxing, który zaczął emitować niewielkie zielone światło.

-Ziemia i powietrze to dwie podstawy.- chińskie symbole oznaczające oba żywioły rozbłysły w odpowiednich rogach. -Ich obecność jest ważna w pełnym i bezpiecznym kontrolowaniu pozostałej dwójki. Wody i ognia.- kolejne dwa symbole pojawiły się w górnych rogach. -A nad nimi pieczę sprawuje...-

-Dusza.- dokończył Yoh, a ostatni symbol pojawił się na górze.

-A duszę ma wszystko. Nawet kamień. Dlatego przedmioty również mogą stać się demonami.- dodał Asaha, uśmiechając się lekko, zadowolony z postępów ucznia.

-Determinacja, spokój, cierpienie i gniew to tylko podstawowy. Wszystkie emocje, uczucia, cechy przynależą do konkretnych żywiołów. Miłość, gniew, pasja, ekstaza to ogień. Cierpienie, tęsknota, powaga i zmienność to woda. Spokój, zadziorność, zabawowość i ciekawość to powietrze. Determinacja, harmonia, zrozumienie i otwartość to ziemia. Oczywiście jest ich więcej.- tłumaczył Asaha, a pentagram powoli zanikał. -Rozumiesz, do czego dążę? Połączenie żywiołów z emocjami ma swoją jedną ogromną wadę i to tego musisz się nauczyć. Umiejętność panowania nad emocjami, by te nie wychodziły poza naszą własną duszę nie jest, powtarzam, nie jest wymogiem uzyskania dostępu do mocy żywiołów. - wróżbita spojrzał poważnie na Yoh, a ten przełknął głośno ślinę.

-Oznacza to, że nieumyślnie możesz wywołać powódź, trzęsienie ziemi, wichury, pożary i wiele innych zjawisk. Jeżeli nie stworzysz w sobie pewnego rodzaju ściany. Ogromną rolę w tym pełni część duchowa, a w niej medytacja, łączenie się, rozpoznawanie części własnej duszy i oddzielanie jej od żywiołów.-  Yoh pokiwał głową ze zrozumieniem.

-Nie musisz mieć dużego doświadczenia w odczuwaniu konkretnych emocji, żeby mieć lepsze stosunki z żywiołem, ale musisz panować nad sobą. Zwłaszcza teraz, gdy sięgnąłeś po ogień. To żywioł najłatwiejszy do rozpoczęcia współpracy, a jednocześnie najtrudniejszy do kontrolowania, najniebezpieczniejszy i najpiękniejszy. Tak jak zresztą emocje, które nim rządzą. Piękna miłość, niebezpieczny gniew, trudna do kontrolowania pasja i stosunkowo łatwa do osiągnięcia ekstaza, jeśli mówimy o jej fizycznym znaczeniu.- szaman o mało nie zakrztusił się powietrzem na ostatnie słowa. -Yoh, musisz już zacząć pracować nad duszą. Właściwie nie potrzebujesz Księgi Duszy do opanowania tego elementu. W odpowiedniej medytacji i oddaniu się naturze samodzielnie opanujesz ten punkt, choć jeśli chcesz posiąść umiejętności reinkarnacji, teleportacji i przyśpieszyć sam proces to wskazówki w niej zawarte na pewno się przydadzą. Zacznij medytować, bo ogień już wie o twoim zainteresowaniu, a pozostałe żywioły otwierają się na ciebie. Pamiętaj też, że co człowiekowi wydaje się złe, naturze nie musi. Jeśli będziesz chciał zamordować osobę niszczącą środowisko lub nieokazującego szacunku naturze i źródłom wiedzy o niej, żywioły cię w tym wesprą, jeszcze zanim je opanujesz, chociaż morderstwo nie jest niczym dobrym.-

-To wszystko tak bardzo się ze sobą łączy. Ilość tych wszystkich informacji jest przytłaczająca.-

-Dlatego tak ważne jest, żebyś zaczął pracować nad wzmocnieniem własnej duszy. Gdy wszystko opanujesz, rzadne wypadki nie będą ci grozić, a żywioły będą reagowały tylko wtedy, gdy tego chcesz. Będą twoimi przyjaciółmi, będą cię osłaniać bo będziesz z nimi jednym. Przyzwyczajenie nadejdzie szybciej, niż ci się wydaje, gdy będziesz miał wsparcie duchowe. Nie ćwicz zbyt wiele z ogniem, dopóki nie nauczysz się trzymać emocji w granicach własnej duszy. I bądź ostrożny. Przeszedłeś próbę, co oznacza, że nie powinieneś łatwo ulec gniewowi na tyle silnemu, by nieświadomie użyć ognia. Czy masz jakieś pytania?- spytał, wpatrując się intensywnie w oczy młodego szamana.

-Pewnie mam ich bardzo dużo, ale nawet nie umiem o nich teraz myśleć.-

-Będziesz miał sporo czasu na zastanowienie się. Ostatnia próba będzie jednocześnie najtrudniejsza i najłatwiejsza. Zbierz pytania, a ja odpowiem ci na nie przy następnym spotkaniu.- powiedział, podnosząc się z miejsca, a Yoh wraz z nim. - Do tego czasu, ćwicz i ćwicz.- dodał, wsuwając dłonie w rękawy, łącząc się w centrum własnego ciała. Yoh ukłonił się nisko w podziękowaniu.

-Dziękuję, Asaha-sama. Będę ćwiczył i do zobaczenia.- powiedział uprzejmie, po czym uśmiechnął się szeroko. Asaha skinął delikatnie głową, obserwując, jak szaman wychodzi przez portal.


***

Wrzaski. Kompletnie niezrozumiałe. Nie potrafiła rozpoznać głosów. Czerwonawy blask. Trzaski. I ta jedna, samotna postać. Czarna na jarzącym się tle. Falujące włosy. Długie. A może jednak nie? Ból. Cierpienie. Gniew. Ruiny. Inna postać powalona na ziemię. Nie widziała jego lub jej twarzy. Ktoś wysoki. Skupiła się na tej pierwszej postaci. Czy to mógł być? Nie. To nie był on. Było zdecydowanie gorzej.

-Yohmei-sama!- Tamao wybiegła z upomieszczenia w poszukiwaniu seniora rodu.


================

Witam! Przyznaje bez bicia, notka pisana 20 grudnia XD Co ja poradzę, że mam wenę w trakcie zajęć. I naprawdę słucham na zajęciach!

Aomori, mam nadzieję, że wyjaśniłam wszystkie wątpliwości. Szczerze mówiąc lubię, gdy się pojawiają, wtedy staram się je jakoś rozwiązać, a po zakończeniu pierwszej części będę je poprawiać by wszystko ujednolicić. Trochę lubię zostawiać niedopowiedzenia, które później objaśniam. 

Jednak tu kilka rzeczy chciałabym wyjaśnić. Wiem, że Asaha przekazał dużo informacji i tak miało być, to że można się w tym pogubić jest zamierzone. To jedno, a drugie pentagram Wuxing, zresztą jak całe Wuxing to moje własne tworzenie fikcji na podstawie czegoś co istnieje. Podobnie jak Takei, korzystam ze źródeł, by powstało coś nowego. Bogowie używani w próbach istnieją (w mitologiach) i dopasowywałam ich do każdej próby, Wuxing istnieje, ale są inne żywioły (ziemia, drewno, metal, woda, ogień), proszę się nie sugerować wyjaśnieniami Asahy dotyczących żywiołów, ich połączeń między sobą i znaczeniem itd. to jest całkowicie mój wymysł, w porównaniu do Bogów wcześniej, NIEPRAWDZIWY. 

To tyle, myślę, że kliknę "opublikuj" z weekend po Świętach, więc jeszcze raz SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU. + Na 1 stycznia planuję dwa one-shoty, jeden na urodziny Rena i jeden.... niespodzianka.

sobota, 19 grudnia 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Próba Ognia

Nikt nie śmiał budzić Yoh. Spał smacznie prawie do południa, a obudził się dopiero na odgłosy treningu, najprawdopodobniej Tamao, z ogrodu. Powoli otworzył oczy i podniósł się do siadu, przeciągając z głośnym ziewnięciem, przecierając przy tym lewe oko. Obok niego po chwili zmaterializował się Amidamaru.

-Dzień dobry!- wyziewał Yoh, opuszczając dłonie na łóżko.

-Dobrze cię widzieć wyspanego i z dobrym humorem, Yoh-dono.- odpowiedział samuraj. Szaman uśmiechnął się szeroko, zamykając przy tym oczy. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego dobry nastrój miał dwie przyczyny, oczywiście brak koszmaru, ale też wydarzenie z poprzedniego dnia. Zastanawiał się, czy dzisiaj Anna postanowi być dwa razy bardziej okrutna, czy wręcz przeciwnie. W końcu podniósł się i udał do łazienki. Wziął szybki prysznic i przebrał się w strój treningowy.

Im bliżej był kuchni, tym wyraźniej słyszał rozmowy. 

-Keiko, powinnaś go powstrzymać.- Yoh zatrzymał się przed wejściem, słysząc głos Yohmei. Jego dobry humor szybko został naruszony.

-Nie.- głos matki padł niemal natychmiast. -Wierzę w Yoh i w to, co robi. Będę go wspierać, nawet jeśli wy tego nie popieracie, ojcze. Yoh jako jedyny jest w stanie odkryć prawdę, której nikt przez 1000 lat nie poznał. Nie będę go powstrzymywać. Mój syn ma prawo podejmować własne decyzje.- te słowa zdecydowanie rozgrzały serce chłopaka.

-Keiko, czy ty nie widzisz, jak bardzo Yoh się zmienia?- dziadek kontynuował.

-Widzę, ojcze. Ale nie doszłoby do tego, gdybyście go nie okłamywali.- szatynka gwałtownie postawiła szklankę na stole. Szaman zdecydował się nie podsłuchiwać dłużej. Wszedł do kuchni, powodując natychmiastowe przerwanie dyskusji.

-Dzień dobry, mamo.- powiedział, jak poprzedniego wieczoru, ignorując zupełnie obecność dziadka.

-Dzień dobry, Yoh. Wyspałeś się?- spytała z delikatnym uśmiechem. 

-Oj tak, w końcu. Zostało coś jeszcze na śniadanie?-


Po zjedzonym w ciszy posiłku Yoh wstał od stołu.

-Ile ci jeszcze zostało?- usłyszał, zanim wyszedł. Odwrócił lekko głowę, ale nie spojrzał otwarcie na dziadka.

-Ogień i punkt duchowy.- odpowiedział bezemocjonalnie, a starzec skinął głową. Nie czekając dłużej i nie ryzykując kontynuacji rozmowy, natychmiast opuścił dom. Zdziwiło go, że nigdzie nie widział Anny, ale może po prostu była czymś zajęta, bądź co bądź, naprawdę późno wstał. 

No właśnie, zostały już tylko dwie księgi, a Yoh już tyle się nauczył i nie chodziło tylko o wiedzę na temat żywiołów. Jego cel również był osiągalny, wiedział znacznie więcej o swoim bracie, a właściwie o swoim przodku. Zastanawiał się, co jeszcze go czeka. Przyśpieszył kroku, udając się do świątyni, w której coraz bardziej czuł się, jakby był we właściwym miejscu. Choć musiał przyznać szczerze, obawiał się księgi ognia. Czuł, że nie bez powodu to właśnie ogień był głównym żywiołem, z którego korzystał Hao, wszystkie żywioły z czymś się łączyły. Ziemia z determinacją, powietrze ze spokojem, woda z cierpieniem i czuł, że ogień nie będzie pasją. Chyba że można nazwać chęć dążenia do wybicia wszystkich ludzi pasją. Może i tak. Ale czy domyślanie się, że ogień połączy się z gniewem, mogło cokolwiek pomóc, skoro zaklęcia na nie rzucone były w stanie tak mocno wpłynąć na umysł?

Słuchawkowy szaman podszedł powoli do księgi leżącej na podłodze. Wiedział, że tym razem nie będzie inaczej i księga spróbuje go poparzyć. Spojrzał na swoje jeszcze nie do końca zagojone po ostatnim spotkaniu dłonie i westchnął ciężko. 

Pierwsza próba podniesienia i utrzymania księgi zakończyła się niepowodzeniem, choć Yoh próbował ją utrzymać jak najdłużej, w pewnym momencie jego organizm po prostu nie wytrzymał i księga ponownie upadła na ziemię, a Yoh syczał cicho z bólu, wpatrując się w poparzone dłonie. Obok niego zmaterializował się Amidamaru.

-Może spróbujemy Jedności Ducha? Nie uchronię cię przed obrażeniami, ale może dłużej wytrzymamy razem. - zasugerował samuraj.

-Warto spróbować- odparł słabo szaman, po czym wykonał Jedność Ducha ze swoim stróżem. Zdziwiło go, jak zupełnie inaczej odczuwa tę podstawową formę szamańskich zdolności, teraz gdy był już tak potężny. Wcześniej czuł, że to Amidamaru był w jego ciele, a teraz, jakby to on był w ciele Amidamaru. A i sam Amidamaru był silniejszy. Schylili się i podnieśli księgę, ponownie ją otwierając. Jednak i to nie pomogło. Po chwili palący ból zaatakował już i tak poranione dłonie szamana, a co ciekawe ból odczuł też Amidamaru. Dodatkowo, ich niesamowicie silna Jedność Ducha podwoiła odczucia obojga. Więc jeżeli poprzedni ból był straszny, to ten był dwa razy gorszy. Szaman i jego duch odskoczyli, upuszczając księgę na ziemię z głośnym jękiem i Yoh szybko zakończył jedność. Amidamaru wyskoczył z jego ciała w formie ducha, a zaraz przybrał pełną postać, wpatrując się w swoje dłonie. 

-Tak dawno nie czułem bólu.- wymamrotał. 

-Hehehe, witaj w moim świecie.- zaśmiał się szaman, machając lekko dłońmi, by choć trochę złagodzić ogromny ból. Amidamaru westchnął ciężko, ignorując żart chłopaka.

-To, co teraz?- spytał duch.

-Nie wiem, na pewno nie chodziło o Jedność.- 

-Może próba nie jest oparta na jakimś wyzwaniu rzuconym przez bóstwo, a na samym otwarciu księgi? Może powinieneś użyć mocy żywiołów?- 

Yoh westchnął przeciągle, wpatrując się w leżącą księgę.

-Powietrze na pewno nie zadziała, księga nie staje w ogniu, jedynie parzy, eliminacja tlenu nic nie zmieni, zresztą nie umiem tego zrobić.-

-A woda? Może gdybyś zapewnił sobie osłonę z wody...-

-Ta temperatura doprowadzi wodę do temperatury wrzenia albo wręcz od razu wyparuje. Poza tym Asaha powiedział, że to nie będzie potrzebne.-

-Może chciał cię zmylić? Tak jak wcześniej.- Amidamaru uniósł się nad księgą. -Za każdym razem zamyka się, gdy upada.- mruknął z zainteresowaniem. Yoh podszedł do księgi, zakładając ręce na torsie.

-Możliwe, że chciał mnie zmylić, ale nie widzę sposobu w innych żywiołach. A nad ogniem nie panuje. Może naprawdę chodzi o jej otwarcie.- powiedział z ciekawością i delikatnie kopnął okładkę księgi, otwierając ją. 

-Nic się nie dzieje, nie zamyka się.- Amidamaru, przybierając znowu postać formy ducha, podleciał bliżej otwartej księgi.

-Ważne, że nie stanęła w płomieniach.- odparł żartobliwie Yoh i kucnął przy niej, dwoma palcami chwytając za róg strony i ją przekręcił. Z początku, strona była pusta, ale po chwili zaczęły pokrywać ją ogniste symbole, większości z nich Yoh w ogóle nie rozumiał. - Myślisz, że to już?-

-To byłoby zbyt proste, braciszku.- usłyszał głos za sobą. Oczy młodego szamana rozszerzyły się. Natychmiast podniósł się z kucek i odwrócił gwałtownie, Amidamaru okrążył swojego szamana, gotów do ewentualnej walki. Przed Yoh... stał jego brat. W formie, w której ostatnio widział go żywego.

-Hao.- wyszetpał. -Ale...Jak to?-

-Nie ekscytuj się tak. Zmieniłem próbę zaraz po naszych narodzinach, wiedząc, że któregoś dnia sięgniesz po zawartą w nich wiedzę.- powiedział, uśmiechając się przy tym pewnie. Zlustrował brata wzrokiem i zmarszczył brwi. -Spodziewałem się jednak, że nastąpi to znacznie wcześniej. Ile mamy teraz lat? Czternaście?- spytał.

-Piętnaście.- odparł Yoh, niezbyt zadowolony z tego, że staje przed obliczem brata, który nie wiedział o wydarzeniach po ich narodzinach. 

-Co tak długo? Myślałem, że połowa mojej duszy sprawi, że będzie cię ciągnęło do tych ksiąg.- Hao wyglądał na lekko zawiedzionego. -Co się stało, Yoh? Czemu nie przyszedłeś wcześniej?- zapytał. Yoh natychmiast poczuł wstyd.

-Rodzina nie pozwalała mi się zbliżyć do tego miejsca. Bardzo długo nawet nie wiedziałem o twoim istnieniu. Spodziewałeś się, że gdy się poznamy, już będę o tobie wiedział?- 

-Mhm. Nigdy nie zauważyłeś, że czegoś ci brakuje? Nie odczułeś więzi pomiędzy nami? Przecież jesteśmy bliźniakami. Ot, tak pozwoliłeś się okłamać?- Hao brzmiał na bardzo zawiedzionego, a to wzbudzało w Yoh gniew, ale nie na starszego, a na siebie i na rodzinę.

-Może czułem, ale nie wiedziałem, o co chodzi. Rodzina ukrywała twoje istnienie przez cały czas i nikt nigdy nie powiedział, dlaczego byłem trenowany. Moim celem miało być zdobycie korony szamana, a nie zabicie własnego brata.- wymamrotał chłopak.

-No tak, wybrali cię na tego Asakurę, który ma mnie zabić, oczywiste. Yohmei i Mikihisa nie byli w stanie mnie zgładzić jako niemowlaka. Został im tylko Asakura urodzony razem ze mną. Posiadający połowę mojej duszy i część moich mocy.- mruknął Hao, z delikatnym uśmiechem. -Zakładam, że kiedy zorientowałem się, że nie wiesz, kim jestem, budowałem nieco napięcie, zanim sam ci o tym powiedziałem?- dopytywał. Yoh skinął głową twierdząco.

-Oczywiście. Dałbym szansę rodzinie na powiedzenie ci prawdy, wiedząc, że i tak tego nie zrobią.- 

-Chyba liczyli na to, że nigdy się nie dowiem. Dziadek wezwał Annę, by to ona użyła mocy korali, jej jedynie powiedział, że jesteś moim przodkiem, nic więcej. Dopiero kiedy nazwałeś mnie bratem, ojciec opowiedział mi historię naszych narodzin, oczywiście nie całą.- głos Yoh był bardzo niepewny. Czuł, jak robi mu się gorąco ze wstydu, a w ustach miał kompletnie sucho.

-Rozumiem, zakładam, że zrozumiałeś, że nie możesz ufać swojej rodzinie. Może nawet lepiej się stało. Asakurom nie można ufać, ukrywali przed tobą więcej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Zrobili z ciebie narzędzie, tylko tyle dla nich znaczysz. Zakładam, że to zrozumiałeś, dołączyłeś do mnie i teraz uczysz się z ksiąg?- dopytywał, wciąż nastawiony pozytywnie. Zdecydowanie nie potrafił czytać w myślach, bo myśli Yoh były teraz w kompletnym chaosie. Chłopak spuścił głowę, zaciskając dłonie w pięści. Amidamaru przyglądał się swojemu przyjacielowi, zaniepokojony jego postępowaniem. To prawda, że wiele się nauczył o przeszłości Hao, ale ten tutaj nie zamierzał być dobry, a jednak jego szaman okazywał poczucie winy. Niepokojące poczucie winy. -Yoh?- zapytał starszy z bliźniaków.

-Ja... Ja cię zabiłem.- mruknął, nie podnosząc wzroku na starszego.

-Co?-

-Zabiłem cię.- w głowie wracały mu obrazy z koszmarów, gdy Hao przemawiał do niego w czymś, co przypominało miejsce, w którym ich dusze miały się połączyć. Teraz to starszy milczał przez dłuższą chwilę.

-Aż tak cię zniszczyli..- tym razem w jego głosie słychać było gniew. Nagle wszystko wokół nich stanęło w płomieniach. Yoh odskoczył od ognia, stając tym samym bliżej Hao.

-Yoh, coś tu jest nie tak.- mruknął Amidamaru.

-Istniejesz dzięki mnie. Ciebie miało nie być. Doprowadziłem do rozdzielenia, a oni i tak ciebie zniszczyli. Odebrali mi nawet brata, którego sam stworzyłem. Okłamywali cię całe życie, a ty i tak...- wywód Hao przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Oboje zwrócili głowy w stronę Yohmei. 

-To niemożliwe...- wyszeptał mężczyzna.

-Dziadku, wyjdź stąd!- krzyknął najmłodszy. Hao natomiast zmarszczył brwi i z ogniem w oczach spojrzał na seniora rodu.

-To wszystko twoja wina. Yoh był moją ostatnią nadzieją na uwolnienie się od gniewu i samotności. Dałem mu wszystko, czego potrzebował, by mnie zrozumieć, i zajrzeć głębiej niż wy, a wy i tak go zniszczyliście.- słysząc gniew Hao, Yoh sam nie wiedział jakie emocje brały w nim górę. Smutek, zawód, strach, a może właśnie gniew na rodzinę. Ten ostatni powoli brał górę, gdy przysłuchiwał się wymianie zdań.

-Yoh, nie wyczuwam...- zaczął Amidamaru, ale młody szaman go uciszył.

-Nie mogliśmy pozwolić, żeby do ciebie dołączył. Jesteś wcielonym złem. Nie mogliśmy stracić jedynego, który mógł cię zniszczyć.- warknął Yohmei, a wokół niego unosiły się liściaste Shikigami. Yoh przesunął się, niemalże od razu dostrzegając, że płomienie odsunęły się tak, by go nie dotykać, a żar z nich bijący, choć odczuwalny, zupełnie mu nie przeszkadzał. Wyciągnął do niego dłoń, a niewielka ognista kulka uniosła się nad jego ręką.

-Dlaczego ogień mnie słucha?- mruknął do siebie.

-Yoh, musisz stąd natychmiast wyjść! Skończ z tymi bzdurami o dobroci Hao, w nim nie ma ani krztyny dobra. To koniec, pokonałeś go.- krzyknął Yohmei.

-Tylko tym dla was był! Narzędziem. Nie miał żadnej wartości jako wnuk czy syn! A może wiedzieliście, że z początku tylko ja miałem się narodzić, ale chciałem mieć kogoś po swojej stronie? Byliście gotowi go zabić, a potem go wykorzystaliście, bo wiedzieliście, że jest dla mnie ważny, jako brat! Kto tu jest potworem?- warknął Hao. Amidamaru mógł przysiąc, że tylko on nie widział tutaj sensu. Hao nie mówiłby o tym tak otwarcie, Yoh przecież nie był w księdze ognia, a ten już go słuchał, a co najważniejsze nie wyczuwał obecności ani Yohmei, ani jego duchów. 

-To prawda, ale teraz kiedy cię nie ma, jest jedynym, który może stanowić zagrożenie. Nie możemy do tego dopuścić!- Shikigami Yohmei ruszyły zarówno na Hao, jak i nic niespodziewającego się Yoh. 

-Dziadku!- zawołał młodszy szaman, cofając się nieco. Czy jego dziadek naprawdę mógł go zaatakować? Naprawdę uważał go za narzędzie i zagrożenie? Chodziło tylko o to, by Yoh nie zrozumiał Hao i nie stał się taki jak on, a nie o to, jak duże fizyczne i psychiczne krzywdy wyrządziły mu dotychczasowe próby? Yoh był w kompletnym szoku, a zawód i gniew zaczęły się w nim gotować, choć wciąż nie dopuszczał go do siebie. Shikigami pędzące na tę dwójkę nagle stanęły w płomieniach.

-Asakurowie. Wy nigdy nie powinniście powstać.- warknął Hao.

-Możesz winić wyłącznie siebie.- uśmiechnął się złośliwie Yohmei.

-Masz rację. - warknął Hao i ruszył na Yohmei. W mgnieniu oka powalił staruszka na ziemię. Samuraj u boku Yoh przyglądał się temu z niedowierzaniem. Jego wzrok przeniósł się na przyjaciela, którego otaczał ogień. Ogień, który ewidentnie go słuchał. 

-Yoh...-

-Okłamywali mnie...- 

-Yoh, pomóż mi!- krzyknął Yohmei. Młodszy z bliźniaków przyglądał się, jak w dłoni Hao formuje się miecz. Okłamywali go, to prawda. Ale... nie, Yoh nie chciał tego. Nie chciał niczyjej śmierci... Nie mógł dać ponieść się gniewowi, przecież sam doskonale wiedział, że gniew nie prowadzi do niczego dobrego. Morderstwo nie było odpowiedzią. Były inne sposoby. I choć miał za złe rodzinie, to nie nienawidził ich.

Cholerny Asakura.

-Hao, stój!- zawołał Yoh i rzucił się do przodu, łapiąc brata za nadgarstek. Hao odwrocił twarz i zmierzył spojrzeniem młodszego. Yoh wpatrywał się w niego błagalnie, a ogień wokół nich zaczął przygasać. Starszy uśmiechnął się, zamykając oczy i... rozpłynął się w powietrzu. Płomienie również zniknęły, jakby nigdy ich tu nie było. Słuchawkowy spojrzał na dziadka, ale jego też nie było.

-Co się stało...?- mruknął do siebie.

-To wszystko było iluzją.- usłyszał głos starca za sobą. Gdy się odwrócił, na otwartej księdze ognia siedział niewiele niższy od Manty staruszek. Miał skrzyżowane nogi, a na głowie nosił dziwne naczynie.

-Więc to była próba? Hao...-

-Nie był prawdziwy. Nie zmienił próby. Wybacz mi te kłamstwa, musiałem wywołać u ciebie gniew młody Asakuro, musiałem mieć pewność, że umiesz nad nim zapanować.- odparł, a jego twarz wyrażała prawdziwą skruchę. Nie to, co jego dziadkowie, przeszło Yoh przez myśl.

-Więc to wszystko nie było prawdą?- spytał.

-Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Iluzja została stworzona na podstawie tego, co budzi w tobie największy gniew. U ciebie były to kłamstwa rodziny, osądzanie pana Hao i wykorzystywanie twojej osoby w celach destrukcyjnych, całkowicie wbrew sobie. Czy wypowiadane przed pana Hao i Yohmei słowa były prawdą, nie wiem.- odpowiedział mężczyzna. -Na czas trwania próby dałem ci moc ognia, by zobaczyć, co zrobisz, czy nad nią zapanujesz. Oczywiście została ci już odebrana. Więcej opowie ci na ten temat księga.- dodał, spoglądając w dół, a ton jego głosu jasno sygnalizował koniec tej, jakże krótkiej konwersacji.

-Przepraszam, zanim odejdziesz, czy mogę poznać twoje imię? Zastanawiam się, kogo mój brat wybrał do obrony księgi.- wtrącił Yoh.

-I tak nie powtórzysz. Nazywam się Huehueteotl, jestem azteckim bogiem ognia i roku. Symbolizuję oczyszczenie, transformację i regenerację świata poprzez ogień.- odpowiedział bóg. Gdyby nie dodał ostatniego zdania, Yoh miałby problem z utrzymaniem chichotu. Te ostatnie zdanie wyjątkowo mocno łączyło się z działaniami Hao. Czy to dlatego wybrał ogień?

-Możesz skorzystać z księgi, Yoh Asakuro. Uważaj jednak, bo zbliżasz się do najtrudniejszych zagadnień. Zwłaszcza gdy chodzi o ogień.- powiedział bożek. 

-Dziękuję, panie.- odparł szaman, nie ryzykując jednak wymawianiem jego imienia. Bóg skinął głową i zniknął w płomieniach. Na podłodze została otwarta księga.

-To było bardzo dziwne doświadczenie.- mruknął Amidamaru, spoglądając na swojego szamana. Ten nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. -Yoh-dono, wszystko w porządku?- spytał. Krótkowłosy skinął głową.

-Tak, po prostu... Będzie mi teraz to siedzieć w głowie. Pójdziesz po Annę?-

-Tak, Yoh-dono.-


>W tym samym czasie<

-Młody Asakura ocalił nas, ale nie możemy zignorować podejrzeń, że postanowi on zgłębić zakazane nauki Hao Asakury- spokojny kobiecy głos rozbrzmiał w ciemnym pokoju.

-Oczywiście.-

-Pojedź do Izumo, ale pamiętaj, Yoh nie jest naszym wrogiem, upewnij się tylko, że nie staje się naszym zagrożeniem. Nauki Hao Asakury są zakazane, ale Yoh jest jego najbliższą rodziną. Nie mamy prawa zarządzać przedmiotami, które do niego należą. Nie popęłnijmy więcej tego błędu.- 

-Tak, pani.-


===================

Witam, witam! A jednak udało się przed Świętami! Co prawda, korzystałam z mojej umiejętności multitaskingu. Pisałam w trakcie wygładów, a słuchałam uważnie.

Jeśli chodzi o zajęcia, w tym roku mam oczywiście japoński, edytorstwo tekstów japońskich na komputerze, kulturę codzienną Japonii, język obcy (angielski, na drugim roku mogę wybrać inny), oczywiście ochronę właśności intelektualnej (o dziwio baaardzo interesujący, fajna pani profesor), wstęp do kultury popularnej Japonii, Internet kultura i społeczności, historia Japonii, zróżnicowanie regionalne Japonii, literatura popolarna Japonii. Ogólnie przedmioty są super, bardzo mi się podoba i nawet nie przeszkadza mi to, że są z domu. Na historię będę pisała na zaliczenie o Onmyodo i Abe no Seimei, więc oczywiście jestem przeszczęśliwa. Ogólnie jestem bardzo zafascynowana i bardzo zadowolona z wyboru. Studiuję w Warszawie w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. 

Aomori, cieszę się, że trochę i Ciebie zmotywowałam, na razie wygląda na to, że tylko my aktywnie piszemy, ale miejmy nadzieję, że niedługo będzie nas więcej. A jeśli nie piszących, to chociaż komentujących. To trochę smutne jak mało tych komentarzy, ale może niedługo będzie więcej. Właściwie to życzę nam tego z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku!

No właśnie, nie wiem, czy jeszcze coś napiszę przed Świętami, czy Nowym Rokiem. Postaram się, ale jeżeli nie, to życzę wam wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się Świąt, spędźcie je bezpiecznie, zdrowo i ciepło, w miarę możliwości z rodziną. A co do Nowego Roku, cóż, no. Każdy wie jak jest, więc życzę wam aby Nowy Rok nie był tak zły, jak ten, weselszy niż Sylwester, jeżeli spędzacie go samotnie, a jeżeli świętujecie od 17 do 7, to.... wytrwałości XD

Do zobaczenia!

sobota, 12 grudnia 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Woda

Yoh ciekawiło, co też Anna planowała. Akurat sam fakt, że przywołała Shikigami, by znów jej stróżowali, jakoś bardzo go nie dziwił. Co trzy demony, to nie jeden. Oj, ale by oberwał, gdyby usłyszała jego myśli. Szatyn zaśmiał się na sam ich wydźwięk i wyobrażenie kary. Ktoś mógłby stwierdzić, że jest masochistą, uśmiechając się do wizji niesamowitego cierpienia, ale on po prostu widział Annę taką, jaka była naprawdę. Wracając do rozmyślań, Zenki i Goki mogli przydać się w przyszłości, ale czego jeszcze potrzebowała z Cho-Senjiryakketsu? Przecież już nad nimi panowała. Wiedział jednak, że nie wyciągnie z niej nic, dopóki sama nie postanowi mu powiedzieć. A sam miał się skupić na trenowaniu. Szatyn nabrał głęboko powietrza i powoli je wypuścił, po czym oczyścił swój umysł z pytań, wątpliwości i wyobrażeń, a skupił się na otaczającym go świecie. Miękkiej, pachnącej trawie, na której siedział, delikatnym powiewie wiatru, muskającym jego twarz i dźwięku szeleszczących na nim liści, który mieszał się z szumem wody i dźwiękiem opadającego bambusa dochodzącego z dużej shishi-odoshi*. Regularne stukanie bambusa o kamień nie było irytujące, a wręcz pomagające wprowadzić się w trans i jedność z naturą.


Annie chwilę zajęło odnalezienie Yoh. Z początku myślała, że będzie przy grobie przodka, ale się pomyliła. Znów musiała skorzystać z pomocy liściastego shikigami, który zaprowadził ją na tyły ogrodu w części dla byłych uczniów posiadłości. Po cichu stanęła kilka metrów od Yoh, opierając się o drzewo i obserwując go. Gdy tak medytował, albo spał, przypomniały jej się czasu treningu jeszcze przed rozpoczęciem Turnieju. Tak bardzo się od tego czasu zmienił, a wciąż pozostawał sobą. Był znacznie bardziej dojrzały, w tym krótkim czasie, podobnie jak inni młodzi uczestnicy walk, wydoroślał. Co prawda, większość czasu wciąż był tym samym luzakiem, ale częściej widać w nim było determinację. Nie był już takich chudziakiem, trening sprawił, że mięśnie, a przynajmniej ramion, które teraz widziała, zarysowały się. Ale to ostatnie dni odcisnęły na nim największe piętno. Właśnie te ramiona pokrywały szramy, które pozostawiła po sobie próba księgi ziemi, które wciąż się goiły, jego twarz pokrywały niewielkie siniaki i zadrapania, a kostium treningowy był nieco wybrzuszony w miejscu, gdzie przechodził bandaż chroniący jego złamane żebro. Był bledszy, a pod oczami miał cienie od koszmarów, które męczyły go nocami, nawet jeśli ostatnio miał okazję, by się wyspać, to tylko dlatego, że ostatnia próba wykończyła go i fizycznie i psychicznie. W pewnym momencie Anna poczuła ukłucie smutku i frustracji, że ktoś taki, jak on został obarczony tak ciężkim zadaniem, a teraz brał na siebie odpowiedzialność za postępowanie całego rodu. Ale była z niego dumna. I nawet nie myślała tu już o koronie Królowej Szamanów, po prostu o nim jako człowieku, którego pokochała już wtedy w Aomori.

Kącik ust Yoh uniósł się w lekkim uśmiechu. Z pomocą wiatru wiedział, kiedy się pojawiła, a potem chciał tylko sprawdzić, czy znów mu się uda i akurat wpadł na te słowa. Od razu przestał korzystać z tego, co dawał mu wiatr i uśmiechnął się w pełni, nie otwierając oczu.

-Długo już tak stoisz?- spytał, choć doskonale wiedział ile. 

-Czy to jakaś zemsta, za moje nasyłanie duchów, by cię śledziły?- odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. 

-Można tak powiedzieć, moc wiatru jest bardzo przydatna, ze wszystkich żywiołów chyba najbardziej mi się podoba.- szatyn otworzył oczy i rozluźnił się nieco, spoglądając na swoją narzeczoną zanim odchylił się do tyłu i oparł dłońmi na trawie za sobą. Znów jej obecność była tak kojąca. 

-Jak ci idzie?- spytała.

-Bo ja wiem. Znośnie. Ale Asaha mówił, że żywioły staną się częścią mnie, a chociaż powietrze i ziemia raczej mnie słuchają, to nie czuję tego. Słuchają mnie, ale nie czuję jeszcze z nimi jedności.- odparł, rozprostowując nogi, a blondynka usiadła obok niego.

-A woda?- spytała. Yoh zacisnął usta i spojrzał na przelewającą się wodę w fontannie.

-Boję się jej.- przyznał. Medium spojrzała na niego przenikliwie, a po chwili Zenki trzepnął szamana tak mocno, że ten przewrócił się na trawę z jękiem.

-Jak chcesz zdobyć szacunek czegoś, czego się boisz, Yoh? Wiem, że próba wody okrutnie cię zraniła, ale nie możesz przez to zaniedbywać pracy nad opanowaniem jej.-

-Gdybyś widziała, to co ja. To cierpienie. Twoje, Hao, Rena, Manty, wszystkich, nawet X-Laws czy popleczników Hao...- wyszeptał.

-Yoh!- warknęła na niego chłodno, natychmiast zamykając szamanowi usta.

-Przeszłości nie zmieniesz. Każdy z nas wiele wycierpiał, a ty wcale nie mniej. Cierpienie skumulowało się w jednej próbie, ale to, przez co kiedyś przechodziliśmy zaprowadziło nas tam, gdzie teraz jesteśmy. Gdyby rodzice mnie nie porzucili, pewnie teraz bym z tobą nie rozmawiała. Sam zawsze powtarzałeś, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli chcesz opanować wszystkie pięć punktów, nie możesz się bać wody tylko dlatego, że pokazała ci cierpienie najbliższych.- mówiła srogim, ale też i opiekuńczym tonem. Szatyn uważnie jej słuchał i podniósł się z powrotem do siadu, a jego wzrok skierował się na wodę przelewającą się przez bambusową fontannę.

-Asaha powiedział, ze woda reprezentuje cierpienie.-

-Choćbyś nie wiem co zrobił, Yoh, cierpienie jest częścią życia. Nigdy się go nie pozbędziesz. Nawet Król Szamanów nie jest w stanie nad tym zapanować. Ty również się w swoim życiu nacierpiałeś i nawet nie waż się porównywać swojego cierpienia do cierpienia innych. Wszyscy cierpią, ty w tej chwili też.- dodając ostatnie zdanie, sprawiła, że Yoh spojrzał prosto w jej czarne oczy. To przenikliwe spojrzenie sprawiło, że po chwili blondynka musiała odwrócić wzrok. - Nie ruszymy się stąd, dopóki nie zatrzymasz przepływu wody w fontannie, choć na chwilę.-

I jak powiedziała, tak też musiało być. Niechęć Yoh do wody sprawiła, że żywioł nie był zbyt chętny do współpracy, nie jako oznaka niezadowolenia, a dlatego, że Asakurze ciężko było sięgnąć do pełni swojego potencjału. Zdarzało się nawet, że frustrując się na wodę, wiatr zaczynał mocniej wiać. Z początku Anna nie zwracała na to uwagi, dopiero po chwili zorientowała się, że mocniejsze podmuchy spowodowane są utratą kontroli Yoh. Nie wiedziała, czy powinna być dumna, czy raczej się martwić. Z tego, co mówił oznaczało to, że powietrze, jako żywioł najbardziej zbliżony do jego osobowości stawał się jednością z Yoh, a z drugiej, mógł przesadzić z brakiem kontroli. Nie pośpieszała go, to nie był trening, którym mogła zarządzać. Z drugiej strony, żadne z nich nie miało ochoty na kontakt z rodziną chłopaka, więc w ogóle im nie przeszkadzało siedzenie w ogrodzie do ciemnej nocy. 

Kolejna próba zakończyła się niepowodzeniem, a Yoh z frustracji aż ściągnął swoje słuchawki.

-Odsapnij chwilę, oczyść umysł.- spróbowała mu poradzić. -Im bardziej się frustrujesz, tym mniejsza szansa, że ci się uda.- dodała. Asakura odetchnął głęboko i zamknął oczy. 

-Zawsze, gdy mama nadzorowała mój liściasty trening i znowu mi się nie udawało, głaskała mnie po włosach i od razu mi wychodziło.- mruknął, niczym zdeterminowane dziecko. Ot, tak, tak powiedział. Nie spodziewał się, że po chwili ogromnego wahania poczuje rękę blondynki w swoich włosach. Otworzył oczy, mrugając nimi z zaskoczeniem i skierował swoje spojrzenie na nią, a ona natychmiast użyła tej dłoni, by nakierować jego głowę z powrotem na fontannę, mocno skrępowana tym niewielkim pokazem uczuć. Chłopak cicho zachichotał.

-Skup się albo oberwiesz tą fontanną.- warknęła i wróciła do przeczesywania mu włosów.

Tym razem Yoh oczyścił całkowicie umysł, skupił się na przyjemnym uczuciu, które dawała mu obecność medium i jej dotyk. Pozytywna energia i myśli budowały się w jego umyśle, a frustrację zastąpiła wiara, że w końcu mu się uda. Nie myślał o żadnych rozkazach, po prostu chciał, by woda przestała płynąć.

-Yoh, zobacz.- usłyszał jej głos. Nie otwierał oczu, ale zorientował się, że coś się zmieniło. Rytmiczne stukanie bambusa ustało. Dopiero wtedy uniósł powieki. Woda nie płynęła, fontanna się zatrzymała. -Udało ci się.- powiedziała, zanim woda znów ruszyła.

-Mówiłem, że głaskanie po włosach działa.- odpowiedział, odwracając głowę w jej stronę z szerokim uśmiechem, takim, który zawsze rozgrzewał serce medium. Dziewczyna zaczęła wycofywać swoją dłoń, znów czując się nieswojo, ale Yoh uchwycił ją w swoją. Czuła, że jego dłoń wciąż leczy się z oparzeń z pierwszego kontaktu z księgami Hao. Bogom wszelkich religii dziękowała, że było ciemno.

-Cóż, lepiej się nie przywyczajaj, nie będę cię głaskać po głowie w trakcie walk.- odpowiedziała, starając się brzmieć srogo.

-Wiem, wiem, ale przynajmniej będę miał co wspominać. Poza tym nie planuję w walkach szamanów korzystać z mocy żywiołów. Nie chcę, by ktokolwiek wypowiadał się na temat posiadania mocy podobnych do Hao.- odparł, wpatrując się w blondynkę. Ta unikała jego spojrzenia. 

-Spróbuj o tym komuś powiedzieć...- zaczęła, ale przerwał jej chichot chłopaka.

-I mówi to ta, która, kiedy się dało, wspominała o naszym narzeczeństwie.- powiedział z rozbawieniem. Odruchem Anny było użycie wolnej ręki, by go zdzielić albo w twarz, albo w tył głowy, ale Yoh był szybszy i uchwycił jej nadgarstek w locie. W końcu spojrzała na niego gniewnie i okazało się, że jego twarz była bliżej niż przypuszczała. Pomimo ciemności widziała zmianę w wyrazie jego twarzy, z uśmiechniętego do jakby zamyślonego. Dystans pomiędzy nimi zaczął się powoli zmniejszać, a oboje byli tak jakby w transie, żadne z nich nie myślało o tym, co robi, coś ich po prostu przyciągało do siebie. W końcu jego usta zetknęły się z jej. Pocałunek ten był kompletnie nieporadny, wręcz nieruchomy, jakby oboje bali się ruszyć, w końcu żadne z nich nie miało w tym doświadczenia, a jednak było w nim coś magicznego. Yoh opuścił ich dłonie i po chwili odsunęli się od siebie. Rumieńce skrywały się w ciemności, ale oboje potrafili je u siebie dostrzec. Anna ocknęła się pierwsza. Yoh nawet nie zauważył, kiedy pojawił się Goki i odciągnął go za fraki, sprawiając, że puścił dziewczynę.

-Wracamy do domu.- powiedziała i szybko podniosła się z ziemi. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że była zła, ale nie Yoh, pomimo agresywnej reakcji shikigami, uśmiechał się szeroko. Demon zniknął, ale obok pojawił się Amidamaru z wymowną miną.

-No co? Albo nie, nic nie mów.- powiedział szaman, a samurai założył ręce na torsie z uśmieszkiem, ale nic się nie odezwał.


Do końca wieczora nie odezwali się do siebie, w sumie nie potrzebowali. On wiedział, że ona potrzebuje chwili, by przestać o tym myśleć, a ona wiedziała, że ją rozumie. Wrócili do domu witając się z Keiko i Tamao, a starszyźnie Anna skinęła głową, natomiast chłopak ich zignorował. 

Tej nocy nie miał koszmarów.

*shishi-odoshi - japońskie fontanny z kamieni i bambusa

================

No tak, cześć wszystkim. Przyznam, że nie wiem, co powiedzieć oprócz ogromnego PRZEPRASZAM!!! Nie zawieszam i nie chcę zawieszać bloga, sytuacja, która u mnie wystąpiła była po prostu zbyt stresująca i demotywująca. Wszystkie historie z lekarzami, stres w pracy w związku z przechodzeniem na wyższe stanowisko, masa nowych obowiązków, stwierdzenie w wieku 26 lat, że chcę zrobić studia z kultury Japonii, szkolenia z tłumaczeń audiowizualnych, zbliżające się święta i w ogóle tyle tego było. Zjazdy mam co dwa tygodnie w weekendy i to sprawiło, że po prostu nie miałam sił, a jeszcze cały listopad przekaszlałam, bo nasza opieka zdrowotna kuleje przez koronawirusa. Wyobraźcie sobie, że cholerne trzy tygodnie czekałam trzy tygodnie aż dostanę lekarstwo, o które poprosiłam w pierwszym kontakcie z lekarzem tydzień po tym jak kaszel mi się nie uspokajał. Bo najpierw test na koronawirusa + kwarantanna, o którą musiałam się prosić żeby mi ją zdjeli, gdy przyszedł wynik negatywny. Bez tego luxmed nie chciał mi dać skierowania na wizytę u lekarza, leku też nie chcieli przepisać bo najpierw trzeba mnie osłuchać, potem zdjęcie kwarantanny, potem czekanie na teleporadę, potem wystawienie skierowania w czwartek, a skierowanie ważne przez trzy dni, a ni cholery wolnych terminów, więc znowu czekanie na teleporadę, by znowu dostać skierowanie, w końcu skierowanie, i udało się zapisać i potem znowu czekanie na samą wizytę żeby się dowiedzieć, że od początku mogłam dostać lek, o który prosiłam (do nebulizatora). I tak trzy dni po dostaniu leku kaszel się skończył. 3 tygodnie + tydzień przed, męczyłam się z kaszlem, który można było załatwić bez tych 3 tygodni, gdyby nasza opieka zdrowotna nie kulała. I sanepid, który zwlekał ze zdjęciem kwarantanny. No nic, przepraszam was bardzo za te opóźnienia, i postaram się dodawać notki znów dość często, chociaż nie obiecuję ze względu na zbliżający się koniec semestru i ilością prac do napisania na zaliczenie. Ta notka miała być dłuższa i miała zawierać próbę ognia, ale pomysł sceny między Anną i Yoh przyszedł sam z siebie i stwierdziłam, że tak to już zostawię, a próbę ognia dam następnym razem. Wiem, że krótkie.

Aomori, bardzo Cię przepraszam, że nie skomentowałam nic u Ciebie (no jak to czytasz, to już się to zmieniło) i bardzo Ci dziękuję za dedykację! I przyznam szczerze, że pomysł, by ta notka była o Yoh i Annie przyszedł po Twojej dedykacji, więc i ja dedykuję tą część Tobie~! Dziękuję też za polecenie bloga. Zakładam, że wszyscy ewentualni czytelnicy i tak pochodzą od Ciebie, ale jeśli ktoś nie zna, to zapraszam do Aomori i jej opowiadania!


Postaram się dodać nową notkę jeszcze przed Świętami. Tak jak wspominałam, zbliżamy się do dość kluczowych i finalnych momentów I części tego opowiadania.

Jeszcze raz, przepraszam za te opóźnienia.