sobota, 19 grudnia 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Próba Ognia

Nikt nie śmiał budzić Yoh. Spał smacznie prawie do południa, a obudził się dopiero na odgłosy treningu, najprawdopodobniej Tamao, z ogrodu. Powoli otworzył oczy i podniósł się do siadu, przeciągając z głośnym ziewnięciem, przecierając przy tym lewe oko. Obok niego po chwili zmaterializował się Amidamaru.

-Dzień dobry!- wyziewał Yoh, opuszczając dłonie na łóżko.

-Dobrze cię widzieć wyspanego i z dobrym humorem, Yoh-dono.- odpowiedział samuraj. Szaman uśmiechnął się szeroko, zamykając przy tym oczy. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego dobry nastrój miał dwie przyczyny, oczywiście brak koszmaru, ale też wydarzenie z poprzedniego dnia. Zastanawiał się, czy dzisiaj Anna postanowi być dwa razy bardziej okrutna, czy wręcz przeciwnie. W końcu podniósł się i udał do łazienki. Wziął szybki prysznic i przebrał się w strój treningowy.

Im bliżej był kuchni, tym wyraźniej słyszał rozmowy. 

-Keiko, powinnaś go powstrzymać.- Yoh zatrzymał się przed wejściem, słysząc głos Yohmei. Jego dobry humor szybko został naruszony.

-Nie.- głos matki padł niemal natychmiast. -Wierzę w Yoh i w to, co robi. Będę go wspierać, nawet jeśli wy tego nie popieracie, ojcze. Yoh jako jedyny jest w stanie odkryć prawdę, której nikt przez 1000 lat nie poznał. Nie będę go powstrzymywać. Mój syn ma prawo podejmować własne decyzje.- te słowa zdecydowanie rozgrzały serce chłopaka.

-Keiko, czy ty nie widzisz, jak bardzo Yoh się zmienia?- dziadek kontynuował.

-Widzę, ojcze. Ale nie doszłoby do tego, gdybyście go nie okłamywali.- szatynka gwałtownie postawiła szklankę na stole. Szaman zdecydował się nie podsłuchiwać dłużej. Wszedł do kuchni, powodując natychmiastowe przerwanie dyskusji.

-Dzień dobry, mamo.- powiedział, jak poprzedniego wieczoru, ignorując zupełnie obecność dziadka.

-Dzień dobry, Yoh. Wyspałeś się?- spytała z delikatnym uśmiechem. 

-Oj tak, w końcu. Zostało coś jeszcze na śniadanie?-


Po zjedzonym w ciszy posiłku Yoh wstał od stołu.

-Ile ci jeszcze zostało?- usłyszał, zanim wyszedł. Odwrócił lekko głowę, ale nie spojrzał otwarcie na dziadka.

-Ogień i punkt duchowy.- odpowiedział bezemocjonalnie, a starzec skinął głową. Nie czekając dłużej i nie ryzykując kontynuacji rozmowy, natychmiast opuścił dom. Zdziwiło go, że nigdzie nie widział Anny, ale może po prostu była czymś zajęta, bądź co bądź, naprawdę późno wstał. 

No właśnie, zostały już tylko dwie księgi, a Yoh już tyle się nauczył i nie chodziło tylko o wiedzę na temat żywiołów. Jego cel również był osiągalny, wiedział znacznie więcej o swoim bracie, a właściwie o swoim przodku. Zastanawiał się, co jeszcze go czeka. Przyśpieszył kroku, udając się do świątyni, w której coraz bardziej czuł się, jakby był we właściwym miejscu. Choć musiał przyznać szczerze, obawiał się księgi ognia. Czuł, że nie bez powodu to właśnie ogień był głównym żywiołem, z którego korzystał Hao, wszystkie żywioły z czymś się łączyły. Ziemia z determinacją, powietrze ze spokojem, woda z cierpieniem i czuł, że ogień nie będzie pasją. Chyba że można nazwać chęć dążenia do wybicia wszystkich ludzi pasją. Może i tak. Ale czy domyślanie się, że ogień połączy się z gniewem, mogło cokolwiek pomóc, skoro zaklęcia na nie rzucone były w stanie tak mocno wpłynąć na umysł?

Słuchawkowy szaman podszedł powoli do księgi leżącej na podłodze. Wiedział, że tym razem nie będzie inaczej i księga spróbuje go poparzyć. Spojrzał na swoje jeszcze nie do końca zagojone po ostatnim spotkaniu dłonie i westchnął ciężko. 

Pierwsza próba podniesienia i utrzymania księgi zakończyła się niepowodzeniem, choć Yoh próbował ją utrzymać jak najdłużej, w pewnym momencie jego organizm po prostu nie wytrzymał i księga ponownie upadła na ziemię, a Yoh syczał cicho z bólu, wpatrując się w poparzone dłonie. Obok niego zmaterializował się Amidamaru.

-Może spróbujemy Jedności Ducha? Nie uchronię cię przed obrażeniami, ale może dłużej wytrzymamy razem. - zasugerował samuraj.

-Warto spróbować- odparł słabo szaman, po czym wykonał Jedność Ducha ze swoim stróżem. Zdziwiło go, jak zupełnie inaczej odczuwa tę podstawową formę szamańskich zdolności, teraz gdy był już tak potężny. Wcześniej czuł, że to Amidamaru był w jego ciele, a teraz, jakby to on był w ciele Amidamaru. A i sam Amidamaru był silniejszy. Schylili się i podnieśli księgę, ponownie ją otwierając. Jednak i to nie pomogło. Po chwili palący ból zaatakował już i tak poranione dłonie szamana, a co ciekawe ból odczuł też Amidamaru. Dodatkowo, ich niesamowicie silna Jedność Ducha podwoiła odczucia obojga. Więc jeżeli poprzedni ból był straszny, to ten był dwa razy gorszy. Szaman i jego duch odskoczyli, upuszczając księgę na ziemię z głośnym jękiem i Yoh szybko zakończył jedność. Amidamaru wyskoczył z jego ciała w formie ducha, a zaraz przybrał pełną postać, wpatrując się w swoje dłonie. 

-Tak dawno nie czułem bólu.- wymamrotał. 

-Hehehe, witaj w moim świecie.- zaśmiał się szaman, machając lekko dłońmi, by choć trochę złagodzić ogromny ból. Amidamaru westchnął ciężko, ignorując żart chłopaka.

-To, co teraz?- spytał duch.

-Nie wiem, na pewno nie chodziło o Jedność.- 

-Może próba nie jest oparta na jakimś wyzwaniu rzuconym przez bóstwo, a na samym otwarciu księgi? Może powinieneś użyć mocy żywiołów?- 

Yoh westchnął przeciągle, wpatrując się w leżącą księgę.

-Powietrze na pewno nie zadziała, księga nie staje w ogniu, jedynie parzy, eliminacja tlenu nic nie zmieni, zresztą nie umiem tego zrobić.-

-A woda? Może gdybyś zapewnił sobie osłonę z wody...-

-Ta temperatura doprowadzi wodę do temperatury wrzenia albo wręcz od razu wyparuje. Poza tym Asaha powiedział, że to nie będzie potrzebne.-

-Może chciał cię zmylić? Tak jak wcześniej.- Amidamaru uniósł się nad księgą. -Za każdym razem zamyka się, gdy upada.- mruknął z zainteresowaniem. Yoh podszedł do księgi, zakładając ręce na torsie.

-Możliwe, że chciał mnie zmylić, ale nie widzę sposobu w innych żywiołach. A nad ogniem nie panuje. Może naprawdę chodzi o jej otwarcie.- powiedział z ciekawością i delikatnie kopnął okładkę księgi, otwierając ją. 

-Nic się nie dzieje, nie zamyka się.- Amidamaru, przybierając znowu postać formy ducha, podleciał bliżej otwartej księgi.

-Ważne, że nie stanęła w płomieniach.- odparł żartobliwie Yoh i kucnął przy niej, dwoma palcami chwytając za róg strony i ją przekręcił. Z początku, strona była pusta, ale po chwili zaczęły pokrywać ją ogniste symbole, większości z nich Yoh w ogóle nie rozumiał. - Myślisz, że to już?-

-To byłoby zbyt proste, braciszku.- usłyszał głos za sobą. Oczy młodego szamana rozszerzyły się. Natychmiast podniósł się z kucek i odwrócił gwałtownie, Amidamaru okrążył swojego szamana, gotów do ewentualnej walki. Przed Yoh... stał jego brat. W formie, w której ostatnio widział go żywego.

-Hao.- wyszetpał. -Ale...Jak to?-

-Nie ekscytuj się tak. Zmieniłem próbę zaraz po naszych narodzinach, wiedząc, że któregoś dnia sięgniesz po zawartą w nich wiedzę.- powiedział, uśmiechając się przy tym pewnie. Zlustrował brata wzrokiem i zmarszczył brwi. -Spodziewałem się jednak, że nastąpi to znacznie wcześniej. Ile mamy teraz lat? Czternaście?- spytał.

-Piętnaście.- odparł Yoh, niezbyt zadowolony z tego, że staje przed obliczem brata, który nie wiedział o wydarzeniach po ich narodzinach. 

-Co tak długo? Myślałem, że połowa mojej duszy sprawi, że będzie cię ciągnęło do tych ksiąg.- Hao wyglądał na lekko zawiedzionego. -Co się stało, Yoh? Czemu nie przyszedłeś wcześniej?- zapytał. Yoh natychmiast poczuł wstyd.

-Rodzina nie pozwalała mi się zbliżyć do tego miejsca. Bardzo długo nawet nie wiedziałem o twoim istnieniu. Spodziewałeś się, że gdy się poznamy, już będę o tobie wiedział?- 

-Mhm. Nigdy nie zauważyłeś, że czegoś ci brakuje? Nie odczułeś więzi pomiędzy nami? Przecież jesteśmy bliźniakami. Ot, tak pozwoliłeś się okłamać?- Hao brzmiał na bardzo zawiedzionego, a to wzbudzało w Yoh gniew, ale nie na starszego, a na siebie i na rodzinę.

-Może czułem, ale nie wiedziałem, o co chodzi. Rodzina ukrywała twoje istnienie przez cały czas i nikt nigdy nie powiedział, dlaczego byłem trenowany. Moim celem miało być zdobycie korony szamana, a nie zabicie własnego brata.- wymamrotał chłopak.

-No tak, wybrali cię na tego Asakurę, który ma mnie zabić, oczywiste. Yohmei i Mikihisa nie byli w stanie mnie zgładzić jako niemowlaka. Został im tylko Asakura urodzony razem ze mną. Posiadający połowę mojej duszy i część moich mocy.- mruknął Hao, z delikatnym uśmiechem. -Zakładam, że kiedy zorientowałem się, że nie wiesz, kim jestem, budowałem nieco napięcie, zanim sam ci o tym powiedziałem?- dopytywał. Yoh skinął głową twierdząco.

-Oczywiście. Dałbym szansę rodzinie na powiedzenie ci prawdy, wiedząc, że i tak tego nie zrobią.- 

-Chyba liczyli na to, że nigdy się nie dowiem. Dziadek wezwał Annę, by to ona użyła mocy korali, jej jedynie powiedział, że jesteś moim przodkiem, nic więcej. Dopiero kiedy nazwałeś mnie bratem, ojciec opowiedział mi historię naszych narodzin, oczywiście nie całą.- głos Yoh był bardzo niepewny. Czuł, jak robi mu się gorąco ze wstydu, a w ustach miał kompletnie sucho.

-Rozumiem, zakładam, że zrozumiałeś, że nie możesz ufać swojej rodzinie. Może nawet lepiej się stało. Asakurom nie można ufać, ukrywali przed tobą więcej, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Zrobili z ciebie narzędzie, tylko tyle dla nich znaczysz. Zakładam, że to zrozumiałeś, dołączyłeś do mnie i teraz uczysz się z ksiąg?- dopytywał, wciąż nastawiony pozytywnie. Zdecydowanie nie potrafił czytać w myślach, bo myśli Yoh były teraz w kompletnym chaosie. Chłopak spuścił głowę, zaciskając dłonie w pięści. Amidamaru przyglądał się swojemu przyjacielowi, zaniepokojony jego postępowaniem. To prawda, że wiele się nauczył o przeszłości Hao, ale ten tutaj nie zamierzał być dobry, a jednak jego szaman okazywał poczucie winy. Niepokojące poczucie winy. -Yoh?- zapytał starszy z bliźniaków.

-Ja... Ja cię zabiłem.- mruknął, nie podnosząc wzroku na starszego.

-Co?-

-Zabiłem cię.- w głowie wracały mu obrazy z koszmarów, gdy Hao przemawiał do niego w czymś, co przypominało miejsce, w którym ich dusze miały się połączyć. Teraz to starszy milczał przez dłuższą chwilę.

-Aż tak cię zniszczyli..- tym razem w jego głosie słychać było gniew. Nagle wszystko wokół nich stanęło w płomieniach. Yoh odskoczył od ognia, stając tym samym bliżej Hao.

-Yoh, coś tu jest nie tak.- mruknął Amidamaru.

-Istniejesz dzięki mnie. Ciebie miało nie być. Doprowadziłem do rozdzielenia, a oni i tak ciebie zniszczyli. Odebrali mi nawet brata, którego sam stworzyłem. Okłamywali cię całe życie, a ty i tak...- wywód Hao przerwał dźwięk otwieranych drzwi. Oboje zwrócili głowy w stronę Yohmei. 

-To niemożliwe...- wyszeptał mężczyzna.

-Dziadku, wyjdź stąd!- krzyknął najmłodszy. Hao natomiast zmarszczył brwi i z ogniem w oczach spojrzał na seniora rodu.

-To wszystko twoja wina. Yoh był moją ostatnią nadzieją na uwolnienie się od gniewu i samotności. Dałem mu wszystko, czego potrzebował, by mnie zrozumieć, i zajrzeć głębiej niż wy, a wy i tak go zniszczyliście.- słysząc gniew Hao, Yoh sam nie wiedział jakie emocje brały w nim górę. Smutek, zawód, strach, a może właśnie gniew na rodzinę. Ten ostatni powoli brał górę, gdy przysłuchiwał się wymianie zdań.

-Yoh, nie wyczuwam...- zaczął Amidamaru, ale młody szaman go uciszył.

-Nie mogliśmy pozwolić, żeby do ciebie dołączył. Jesteś wcielonym złem. Nie mogliśmy stracić jedynego, który mógł cię zniszczyć.- warknął Yohmei, a wokół niego unosiły się liściaste Shikigami. Yoh przesunął się, niemalże od razu dostrzegając, że płomienie odsunęły się tak, by go nie dotykać, a żar z nich bijący, choć odczuwalny, zupełnie mu nie przeszkadzał. Wyciągnął do niego dłoń, a niewielka ognista kulka uniosła się nad jego ręką.

-Dlaczego ogień mnie słucha?- mruknął do siebie.

-Yoh, musisz stąd natychmiast wyjść! Skończ z tymi bzdurami o dobroci Hao, w nim nie ma ani krztyny dobra. To koniec, pokonałeś go.- krzyknął Yohmei.

-Tylko tym dla was był! Narzędziem. Nie miał żadnej wartości jako wnuk czy syn! A może wiedzieliście, że z początku tylko ja miałem się narodzić, ale chciałem mieć kogoś po swojej stronie? Byliście gotowi go zabić, a potem go wykorzystaliście, bo wiedzieliście, że jest dla mnie ważny, jako brat! Kto tu jest potworem?- warknął Hao. Amidamaru mógł przysiąc, że tylko on nie widział tutaj sensu. Hao nie mówiłby o tym tak otwarcie, Yoh przecież nie był w księdze ognia, a ten już go słuchał, a co najważniejsze nie wyczuwał obecności ani Yohmei, ani jego duchów. 

-To prawda, ale teraz kiedy cię nie ma, jest jedynym, który może stanowić zagrożenie. Nie możemy do tego dopuścić!- Shikigami Yohmei ruszyły zarówno na Hao, jak i nic niespodziewającego się Yoh. 

-Dziadku!- zawołał młodszy szaman, cofając się nieco. Czy jego dziadek naprawdę mógł go zaatakować? Naprawdę uważał go za narzędzie i zagrożenie? Chodziło tylko o to, by Yoh nie zrozumiał Hao i nie stał się taki jak on, a nie o to, jak duże fizyczne i psychiczne krzywdy wyrządziły mu dotychczasowe próby? Yoh był w kompletnym szoku, a zawód i gniew zaczęły się w nim gotować, choć wciąż nie dopuszczał go do siebie. Shikigami pędzące na tę dwójkę nagle stanęły w płomieniach.

-Asakurowie. Wy nigdy nie powinniście powstać.- warknął Hao.

-Możesz winić wyłącznie siebie.- uśmiechnął się złośliwie Yohmei.

-Masz rację. - warknął Hao i ruszył na Yohmei. W mgnieniu oka powalił staruszka na ziemię. Samuraj u boku Yoh przyglądał się temu z niedowierzaniem. Jego wzrok przeniósł się na przyjaciela, którego otaczał ogień. Ogień, który ewidentnie go słuchał. 

-Yoh...-

-Okłamywali mnie...- 

-Yoh, pomóż mi!- krzyknął Yohmei. Młodszy z bliźniaków przyglądał się, jak w dłoni Hao formuje się miecz. Okłamywali go, to prawda. Ale... nie, Yoh nie chciał tego. Nie chciał niczyjej śmierci... Nie mógł dać ponieść się gniewowi, przecież sam doskonale wiedział, że gniew nie prowadzi do niczego dobrego. Morderstwo nie było odpowiedzią. Były inne sposoby. I choć miał za złe rodzinie, to nie nienawidził ich.

Cholerny Asakura.

-Hao, stój!- zawołał Yoh i rzucił się do przodu, łapiąc brata za nadgarstek. Hao odwrocił twarz i zmierzył spojrzeniem młodszego. Yoh wpatrywał się w niego błagalnie, a ogień wokół nich zaczął przygasać. Starszy uśmiechnął się, zamykając oczy i... rozpłynął się w powietrzu. Płomienie również zniknęły, jakby nigdy ich tu nie było. Słuchawkowy spojrzał na dziadka, ale jego też nie było.

-Co się stało...?- mruknął do siebie.

-To wszystko było iluzją.- usłyszał głos starca za sobą. Gdy się odwrócił, na otwartej księdze ognia siedział niewiele niższy od Manty staruszek. Miał skrzyżowane nogi, a na głowie nosił dziwne naczynie.

-Więc to była próba? Hao...-

-Nie był prawdziwy. Nie zmienił próby. Wybacz mi te kłamstwa, musiałem wywołać u ciebie gniew młody Asakuro, musiałem mieć pewność, że umiesz nad nim zapanować.- odparł, a jego twarz wyrażała prawdziwą skruchę. Nie to, co jego dziadkowie, przeszło Yoh przez myśl.

-Więc to wszystko nie było prawdą?- spytał.

-Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Iluzja została stworzona na podstawie tego, co budzi w tobie największy gniew. U ciebie były to kłamstwa rodziny, osądzanie pana Hao i wykorzystywanie twojej osoby w celach destrukcyjnych, całkowicie wbrew sobie. Czy wypowiadane przed pana Hao i Yohmei słowa były prawdą, nie wiem.- odpowiedział mężczyzna. -Na czas trwania próby dałem ci moc ognia, by zobaczyć, co zrobisz, czy nad nią zapanujesz. Oczywiście została ci już odebrana. Więcej opowie ci na ten temat księga.- dodał, spoglądając w dół, a ton jego głosu jasno sygnalizował koniec tej, jakże krótkiej konwersacji.

-Przepraszam, zanim odejdziesz, czy mogę poznać twoje imię? Zastanawiam się, kogo mój brat wybrał do obrony księgi.- wtrącił Yoh.

-I tak nie powtórzysz. Nazywam się Huehueteotl, jestem azteckim bogiem ognia i roku. Symbolizuję oczyszczenie, transformację i regenerację świata poprzez ogień.- odpowiedział bóg. Gdyby nie dodał ostatniego zdania, Yoh miałby problem z utrzymaniem chichotu. Te ostatnie zdanie wyjątkowo mocno łączyło się z działaniami Hao. Czy to dlatego wybrał ogień?

-Możesz skorzystać z księgi, Yoh Asakuro. Uważaj jednak, bo zbliżasz się do najtrudniejszych zagadnień. Zwłaszcza gdy chodzi o ogień.- powiedział bożek. 

-Dziękuję, panie.- odparł szaman, nie ryzykując jednak wymawianiem jego imienia. Bóg skinął głową i zniknął w płomieniach. Na podłodze została otwarta księga.

-To było bardzo dziwne doświadczenie.- mruknął Amidamaru, spoglądając na swojego szamana. Ten nie odpowiadał przez dłuższą chwilę. -Yoh-dono, wszystko w porządku?- spytał. Krótkowłosy skinął głową.

-Tak, po prostu... Będzie mi teraz to siedzieć w głowie. Pójdziesz po Annę?-

-Tak, Yoh-dono.-


>W tym samym czasie<

-Młody Asakura ocalił nas, ale nie możemy zignorować podejrzeń, że postanowi on zgłębić zakazane nauki Hao Asakury- spokojny kobiecy głos rozbrzmiał w ciemnym pokoju.

-Oczywiście.-

-Pojedź do Izumo, ale pamiętaj, Yoh nie jest naszym wrogiem, upewnij się tylko, że nie staje się naszym zagrożeniem. Nauki Hao Asakury są zakazane, ale Yoh jest jego najbliższą rodziną. Nie mamy prawa zarządzać przedmiotami, które do niego należą. Nie popęłnijmy więcej tego błędu.- 

-Tak, pani.-


===================

Witam, witam! A jednak udało się przed Świętami! Co prawda, korzystałam z mojej umiejętności multitaskingu. Pisałam w trakcie wygładów, a słuchałam uważnie.

Jeśli chodzi o zajęcia, w tym roku mam oczywiście japoński, edytorstwo tekstów japońskich na komputerze, kulturę codzienną Japonii, język obcy (angielski, na drugim roku mogę wybrać inny), oczywiście ochronę właśności intelektualnej (o dziwio baaardzo interesujący, fajna pani profesor), wstęp do kultury popularnej Japonii, Internet kultura i społeczności, historia Japonii, zróżnicowanie regionalne Japonii, literatura popolarna Japonii. Ogólnie przedmioty są super, bardzo mi się podoba i nawet nie przeszkadza mi to, że są z domu. Na historię będę pisała na zaliczenie o Onmyodo i Abe no Seimei, więc oczywiście jestem przeszczęśliwa. Ogólnie jestem bardzo zafascynowana i bardzo zadowolona z wyboru. Studiuję w Warszawie w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. 

Aomori, cieszę się, że trochę i Ciebie zmotywowałam, na razie wygląda na to, że tylko my aktywnie piszemy, ale miejmy nadzieję, że niedługo będzie nas więcej. A jeśli nie piszących, to chociaż komentujących. To trochę smutne jak mało tych komentarzy, ale może niedługo będzie więcej. Właściwie to życzę nam tego z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku!

No właśnie, nie wiem, czy jeszcze coś napiszę przed Świętami, czy Nowym Rokiem. Postaram się, ale jeżeli nie, to życzę wam wszystkiego najlepszego z okazji zbliżających się Świąt, spędźcie je bezpiecznie, zdrowo i ciepło, w miarę możliwości z rodziną. A co do Nowego Roku, cóż, no. Każdy wie jak jest, więc życzę wam aby Nowy Rok nie był tak zły, jak ten, weselszy niż Sylwester, jeżeli spędzacie go samotnie, a jeżeli świętujecie od 17 do 7, to.... wytrwałości XD

Do zobaczenia!

sobota, 12 grudnia 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Woda

Yoh ciekawiło, co też Anna planowała. Akurat sam fakt, że przywołała Shikigami, by znów jej stróżowali, jakoś bardzo go nie dziwił. Co trzy demony, to nie jeden. Oj, ale by oberwał, gdyby usłyszała jego myśli. Szatyn zaśmiał się na sam ich wydźwięk i wyobrażenie kary. Ktoś mógłby stwierdzić, że jest masochistą, uśmiechając się do wizji niesamowitego cierpienia, ale on po prostu widział Annę taką, jaka była naprawdę. Wracając do rozmyślań, Zenki i Goki mogli przydać się w przyszłości, ale czego jeszcze potrzebowała z Cho-Senjiryakketsu? Przecież już nad nimi panowała. Wiedział jednak, że nie wyciągnie z niej nic, dopóki sama nie postanowi mu powiedzieć. A sam miał się skupić na trenowaniu. Szatyn nabrał głęboko powietrza i powoli je wypuścił, po czym oczyścił swój umysł z pytań, wątpliwości i wyobrażeń, a skupił się na otaczającym go świecie. Miękkiej, pachnącej trawie, na której siedział, delikatnym powiewie wiatru, muskającym jego twarz i dźwięku szeleszczących na nim liści, który mieszał się z szumem wody i dźwiękiem opadającego bambusa dochodzącego z dużej shishi-odoshi*. Regularne stukanie bambusa o kamień nie było irytujące, a wręcz pomagające wprowadzić się w trans i jedność z naturą.


Annie chwilę zajęło odnalezienie Yoh. Z początku myślała, że będzie przy grobie przodka, ale się pomyliła. Znów musiała skorzystać z pomocy liściastego shikigami, który zaprowadził ją na tyły ogrodu w części dla byłych uczniów posiadłości. Po cichu stanęła kilka metrów od Yoh, opierając się o drzewo i obserwując go. Gdy tak medytował, albo spał, przypomniały jej się czasu treningu jeszcze przed rozpoczęciem Turnieju. Tak bardzo się od tego czasu zmienił, a wciąż pozostawał sobą. Był znacznie bardziej dojrzały, w tym krótkim czasie, podobnie jak inni młodzi uczestnicy walk, wydoroślał. Co prawda, większość czasu wciąż był tym samym luzakiem, ale częściej widać w nim było determinację. Nie był już takich chudziakiem, trening sprawił, że mięśnie, a przynajmniej ramion, które teraz widziała, zarysowały się. Ale to ostatnie dni odcisnęły na nim największe piętno. Właśnie te ramiona pokrywały szramy, które pozostawiła po sobie próba księgi ziemi, które wciąż się goiły, jego twarz pokrywały niewielkie siniaki i zadrapania, a kostium treningowy był nieco wybrzuszony w miejscu, gdzie przechodził bandaż chroniący jego złamane żebro. Był bledszy, a pod oczami miał cienie od koszmarów, które męczyły go nocami, nawet jeśli ostatnio miał okazję, by się wyspać, to tylko dlatego, że ostatnia próba wykończyła go i fizycznie i psychicznie. W pewnym momencie Anna poczuła ukłucie smutku i frustracji, że ktoś taki, jak on został obarczony tak ciężkim zadaniem, a teraz brał na siebie odpowiedzialność za postępowanie całego rodu. Ale była z niego dumna. I nawet nie myślała tu już o koronie Królowej Szamanów, po prostu o nim jako człowieku, którego pokochała już wtedy w Aomori.

Kącik ust Yoh uniósł się w lekkim uśmiechu. Z pomocą wiatru wiedział, kiedy się pojawiła, a potem chciał tylko sprawdzić, czy znów mu się uda i akurat wpadł na te słowa. Od razu przestał korzystać z tego, co dawał mu wiatr i uśmiechnął się w pełni, nie otwierając oczu.

-Długo już tak stoisz?- spytał, choć doskonale wiedział ile. 

-Czy to jakaś zemsta, za moje nasyłanie duchów, by cię śledziły?- odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. 

-Można tak powiedzieć, moc wiatru jest bardzo przydatna, ze wszystkich żywiołów chyba najbardziej mi się podoba.- szatyn otworzył oczy i rozluźnił się nieco, spoglądając na swoją narzeczoną zanim odchylił się do tyłu i oparł dłońmi na trawie za sobą. Znów jej obecność była tak kojąca. 

-Jak ci idzie?- spytała.

-Bo ja wiem. Znośnie. Ale Asaha mówił, że żywioły staną się częścią mnie, a chociaż powietrze i ziemia raczej mnie słuchają, to nie czuję tego. Słuchają mnie, ale nie czuję jeszcze z nimi jedności.- odparł, rozprostowując nogi, a blondynka usiadła obok niego.

-A woda?- spytała. Yoh zacisnął usta i spojrzał na przelewającą się wodę w fontannie.

-Boję się jej.- przyznał. Medium spojrzała na niego przenikliwie, a po chwili Zenki trzepnął szamana tak mocno, że ten przewrócił się na trawę z jękiem.

-Jak chcesz zdobyć szacunek czegoś, czego się boisz, Yoh? Wiem, że próba wody okrutnie cię zraniła, ale nie możesz przez to zaniedbywać pracy nad opanowaniem jej.-

-Gdybyś widziała, to co ja. To cierpienie. Twoje, Hao, Rena, Manty, wszystkich, nawet X-Laws czy popleczników Hao...- wyszeptał.

-Yoh!- warknęła na niego chłodno, natychmiast zamykając szamanowi usta.

-Przeszłości nie zmieniesz. Każdy z nas wiele wycierpiał, a ty wcale nie mniej. Cierpienie skumulowało się w jednej próbie, ale to, przez co kiedyś przechodziliśmy zaprowadziło nas tam, gdzie teraz jesteśmy. Gdyby rodzice mnie nie porzucili, pewnie teraz bym z tobą nie rozmawiała. Sam zawsze powtarzałeś, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Jeśli chcesz opanować wszystkie pięć punktów, nie możesz się bać wody tylko dlatego, że pokazała ci cierpienie najbliższych.- mówiła srogim, ale też i opiekuńczym tonem. Szatyn uważnie jej słuchał i podniósł się z powrotem do siadu, a jego wzrok skierował się na wodę przelewającą się przez bambusową fontannę.

-Asaha powiedział, ze woda reprezentuje cierpienie.-

-Choćbyś nie wiem co zrobił, Yoh, cierpienie jest częścią życia. Nigdy się go nie pozbędziesz. Nawet Król Szamanów nie jest w stanie nad tym zapanować. Ty również się w swoim życiu nacierpiałeś i nawet nie waż się porównywać swojego cierpienia do cierpienia innych. Wszyscy cierpią, ty w tej chwili też.- dodając ostatnie zdanie, sprawiła, że Yoh spojrzał prosto w jej czarne oczy. To przenikliwe spojrzenie sprawiło, że po chwili blondynka musiała odwrócić wzrok. - Nie ruszymy się stąd, dopóki nie zatrzymasz przepływu wody w fontannie, choć na chwilę.-

I jak powiedziała, tak też musiało być. Niechęć Yoh do wody sprawiła, że żywioł nie był zbyt chętny do współpracy, nie jako oznaka niezadowolenia, a dlatego, że Asakurze ciężko było sięgnąć do pełni swojego potencjału. Zdarzało się nawet, że frustrując się na wodę, wiatr zaczynał mocniej wiać. Z początku Anna nie zwracała na to uwagi, dopiero po chwili zorientowała się, że mocniejsze podmuchy spowodowane są utratą kontroli Yoh. Nie wiedziała, czy powinna być dumna, czy raczej się martwić. Z tego, co mówił oznaczało to, że powietrze, jako żywioł najbardziej zbliżony do jego osobowości stawał się jednością z Yoh, a z drugiej, mógł przesadzić z brakiem kontroli. Nie pośpieszała go, to nie był trening, którym mogła zarządzać. Z drugiej strony, żadne z nich nie miało ochoty na kontakt z rodziną chłopaka, więc w ogóle im nie przeszkadzało siedzenie w ogrodzie do ciemnej nocy. 

Kolejna próba zakończyła się niepowodzeniem, a Yoh z frustracji aż ściągnął swoje słuchawki.

-Odsapnij chwilę, oczyść umysł.- spróbowała mu poradzić. -Im bardziej się frustrujesz, tym mniejsza szansa, że ci się uda.- dodała. Asakura odetchnął głęboko i zamknął oczy. 

-Zawsze, gdy mama nadzorowała mój liściasty trening i znowu mi się nie udawało, głaskała mnie po włosach i od razu mi wychodziło.- mruknął, niczym zdeterminowane dziecko. Ot, tak, tak powiedział. Nie spodziewał się, że po chwili ogromnego wahania poczuje rękę blondynki w swoich włosach. Otworzył oczy, mrugając nimi z zaskoczeniem i skierował swoje spojrzenie na nią, a ona natychmiast użyła tej dłoni, by nakierować jego głowę z powrotem na fontannę, mocno skrępowana tym niewielkim pokazem uczuć. Chłopak cicho zachichotał.

-Skup się albo oberwiesz tą fontanną.- warknęła i wróciła do przeczesywania mu włosów.

Tym razem Yoh oczyścił całkowicie umysł, skupił się na przyjemnym uczuciu, które dawała mu obecność medium i jej dotyk. Pozytywna energia i myśli budowały się w jego umyśle, a frustrację zastąpiła wiara, że w końcu mu się uda. Nie myślał o żadnych rozkazach, po prostu chciał, by woda przestała płynąć.

-Yoh, zobacz.- usłyszał jej głos. Nie otwierał oczu, ale zorientował się, że coś się zmieniło. Rytmiczne stukanie bambusa ustało. Dopiero wtedy uniósł powieki. Woda nie płynęła, fontanna się zatrzymała. -Udało ci się.- powiedziała, zanim woda znów ruszyła.

-Mówiłem, że głaskanie po włosach działa.- odpowiedział, odwracając głowę w jej stronę z szerokim uśmiechem, takim, który zawsze rozgrzewał serce medium. Dziewczyna zaczęła wycofywać swoją dłoń, znów czując się nieswojo, ale Yoh uchwycił ją w swoją. Czuła, że jego dłoń wciąż leczy się z oparzeń z pierwszego kontaktu z księgami Hao. Bogom wszelkich religii dziękowała, że było ciemno.

-Cóż, lepiej się nie przywyczajaj, nie będę cię głaskać po głowie w trakcie walk.- odpowiedziała, starając się brzmieć srogo.

-Wiem, wiem, ale przynajmniej będę miał co wspominać. Poza tym nie planuję w walkach szamanów korzystać z mocy żywiołów. Nie chcę, by ktokolwiek wypowiadał się na temat posiadania mocy podobnych do Hao.- odparł, wpatrując się w blondynkę. Ta unikała jego spojrzenia. 

-Spróbuj o tym komuś powiedzieć...- zaczęła, ale przerwał jej chichot chłopaka.

-I mówi to ta, która, kiedy się dało, wspominała o naszym narzeczeństwie.- powiedział z rozbawieniem. Odruchem Anny było użycie wolnej ręki, by go zdzielić albo w twarz, albo w tył głowy, ale Yoh był szybszy i uchwycił jej nadgarstek w locie. W końcu spojrzała na niego gniewnie i okazało się, że jego twarz była bliżej niż przypuszczała. Pomimo ciemności widziała zmianę w wyrazie jego twarzy, z uśmiechniętego do jakby zamyślonego. Dystans pomiędzy nimi zaczął się powoli zmniejszać, a oboje byli tak jakby w transie, żadne z nich nie myślało o tym, co robi, coś ich po prostu przyciągało do siebie. W końcu jego usta zetknęły się z jej. Pocałunek ten był kompletnie nieporadny, wręcz nieruchomy, jakby oboje bali się ruszyć, w końcu żadne z nich nie miało w tym doświadczenia, a jednak było w nim coś magicznego. Yoh opuścił ich dłonie i po chwili odsunęli się od siebie. Rumieńce skrywały się w ciemności, ale oboje potrafili je u siebie dostrzec. Anna ocknęła się pierwsza. Yoh nawet nie zauważył, kiedy pojawił się Goki i odciągnął go za fraki, sprawiając, że puścił dziewczynę.

-Wracamy do domu.- powiedziała i szybko podniosła się z ziemi. Ktoś mógłby odnieść wrażenie, że była zła, ale nie Yoh, pomimo agresywnej reakcji shikigami, uśmiechał się szeroko. Demon zniknął, ale obok pojawił się Amidamaru z wymowną miną.

-No co? Albo nie, nic nie mów.- powiedział szaman, a samurai założył ręce na torsie z uśmieszkiem, ale nic się nie odezwał.


Do końca wieczora nie odezwali się do siebie, w sumie nie potrzebowali. On wiedział, że ona potrzebuje chwili, by przestać o tym myśleć, a ona wiedziała, że ją rozumie. Wrócili do domu witając się z Keiko i Tamao, a starszyźnie Anna skinęła głową, natomiast chłopak ich zignorował. 

Tej nocy nie miał koszmarów.

*shishi-odoshi - japońskie fontanny z kamieni i bambusa

================

No tak, cześć wszystkim. Przyznam, że nie wiem, co powiedzieć oprócz ogromnego PRZEPRASZAM!!! Nie zawieszam i nie chcę zawieszać bloga, sytuacja, która u mnie wystąpiła była po prostu zbyt stresująca i demotywująca. Wszystkie historie z lekarzami, stres w pracy w związku z przechodzeniem na wyższe stanowisko, masa nowych obowiązków, stwierdzenie w wieku 26 lat, że chcę zrobić studia z kultury Japonii, szkolenia z tłumaczeń audiowizualnych, zbliżające się święta i w ogóle tyle tego było. Zjazdy mam co dwa tygodnie w weekendy i to sprawiło, że po prostu nie miałam sił, a jeszcze cały listopad przekaszlałam, bo nasza opieka zdrowotna kuleje przez koronawirusa. Wyobraźcie sobie, że cholerne trzy tygodnie czekałam trzy tygodnie aż dostanę lekarstwo, o które poprosiłam w pierwszym kontakcie z lekarzem tydzień po tym jak kaszel mi się nie uspokajał. Bo najpierw test na koronawirusa + kwarantanna, o którą musiałam się prosić żeby mi ją zdjeli, gdy przyszedł wynik negatywny. Bez tego luxmed nie chciał mi dać skierowania na wizytę u lekarza, leku też nie chcieli przepisać bo najpierw trzeba mnie osłuchać, potem zdjęcie kwarantanny, potem czekanie na teleporadę, potem wystawienie skierowania w czwartek, a skierowanie ważne przez trzy dni, a ni cholery wolnych terminów, więc znowu czekanie na teleporadę, by znowu dostać skierowanie, w końcu skierowanie, i udało się zapisać i potem znowu czekanie na samą wizytę żeby się dowiedzieć, że od początku mogłam dostać lek, o który prosiłam (do nebulizatora). I tak trzy dni po dostaniu leku kaszel się skończył. 3 tygodnie + tydzień przed, męczyłam się z kaszlem, który można było załatwić bez tych 3 tygodni, gdyby nasza opieka zdrowotna nie kulała. I sanepid, który zwlekał ze zdjęciem kwarantanny. No nic, przepraszam was bardzo za te opóźnienia, i postaram się dodawać notki znów dość często, chociaż nie obiecuję ze względu na zbliżający się koniec semestru i ilością prac do napisania na zaliczenie. Ta notka miała być dłuższa i miała zawierać próbę ognia, ale pomysł sceny między Anną i Yoh przyszedł sam z siebie i stwierdziłam, że tak to już zostawię, a próbę ognia dam następnym razem. Wiem, że krótkie.

Aomori, bardzo Cię przepraszam, że nie skomentowałam nic u Ciebie (no jak to czytasz, to już się to zmieniło) i bardzo Ci dziękuję za dedykację! I przyznam szczerze, że pomysł, by ta notka była o Yoh i Annie przyszedł po Twojej dedykacji, więc i ja dedykuję tą część Tobie~! Dziękuję też za polecenie bloga. Zakładam, że wszyscy ewentualni czytelnicy i tak pochodzą od Ciebie, ale jeśli ktoś nie zna, to zapraszam do Aomori i jej opowiadania!


Postaram się dodać nową notkę jeszcze przed Świętami. Tak jak wspominałam, zbliżamy się do dość kluczowych i finalnych momentów I części tego opowiadania.

Jeszcze raz, przepraszam za te opóźnienia.

sobota, 12 września 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Asaha vs Anna

 -No, no, jestem pod wrażeniem.- 

W miejscu Shikigami stał teraz nie kto inny, a sam przodek jej narzeczonego. W dłoni trzymał Senjiryakketsu, a jego przenikliwe spojrzenie wbite było w blondynkę, usta wykrzywione w złośliwym uśmiechu.

-Asaha, zgadza się?- spytała całkowicie spokojnie, jakby jego obecność nie robiła na niej żadnego wrażenia.

-Czy to próba okazania niewielkiego szacunku w postaci "wiem, do kogo przychodzę"?- odparł mężczyzna, a z jego twarzy wciąż nie znikał ten uśmieszek.

-Niewielkiego, słowo klucz. Znam cię pod imieniem Hao.- blondynka skrzyżowała ramiona na piersi, wpatrując się we wróżbitę spokojnie.

-Podkreślanie niewielkiego szacunku wobec mnie jest raczej błędem, jeśli masz zamiar mnie pokonać i uzyskać pozwolenie na przejście prób ksiąg. Chociaż nawet padanie na kolana nic by nie zmieniło.- mężczyzna wyciągnął dłoń, a przed nią uformował się świetlisty symbol gwiazdy. Anna natychmiast złożyła dłonie z wyprostowanymi palcami wskazującymi i środkowymi, mamrocząc cicho pod nosem.

-Kyu-Kyu Nyo Ritsu Ryo*- korale, które miała owinięte wokół nadgarstka, rozjarzyły się i strumień niebieskiego światła wystrzelił na spotkanie ataku strażnika. Po ich zderzeniu światło przygasło, Anna poczuła jak od siły wykonanego zaklęcia kręci jej się w głowie, ale nie zamierzała tego pokazać i dzielnie trzymała pion. Na jej niewypowiedziany rozkaz Goki pojawił się za Asahą, przysuwając ostrze topora do jego szyi.

-Imponujące...- zaczął, lecz medium od razu mu przerwała.

-Nie jestem tu po to, by z tobą walczyć. To mam już za sobą. Nie zamierzam też sięgać po twoje księgi.- 

Mężczyzna spojrzał na nią badawczo, przez pierwsze kilka sekund nie decydując się na żadną odpowiedź, jednak po krótkiej chwili, opuścił dłoń, a Goki odsunął topór, w pełni znikając.

-Czemu więc zawdzięczam tę wizytę?- spytał, wsuwając dłonie do długich rękawów.

-Muszę wiedzieć, kim jesteś.- jej żądanie skomentował cichym śmiechem.

-To trochę ogólnikowa prośba. A może najpierw ty wyjawisz mi swoją tożsamość. To niegrzeczne zakłócać czyjś spokój, żądać spowiedzi, a samemu nawet się nie przedstawić.- skwitował, ponownie uśmiechając się złośliwe. Brew Anny drgnęła ku górze, jednak zamierzałą jak najwięcej wyciągnąć z Asahy, powtórzyła więc w myślach fakt, że to nie jest prawdziwy Asakura Hao i wciągnęła głęboko powietrze.

-Nazywam się Kyoyama Anna, jestem duchowym medium. Jestem także narzeczoną Yoh.- odparła najściślej, jak potrafiła.

-Narzeczona Yoh? Rozumiem. Widzę, że głowy rodziny za punkt honoru postawiły sobie utrzymanie potężnej mocy płynącej we krwi Asakurów. Jestem pod wrażeniem twoich mocy i sprytu, zapewne skorzystałaś z nauk zamieszczonych w tej drugiej księdze, która powstała już po moich stworzeniu.- mężczyzna zwrócił głowę w stronę Cho-Senjiryakketsu. -Wykorzystanie Shikigami, które miały strzec księgi, było bardzo imponujące. Zenki i Goki miały chronić Senjiryakketsu, w związku z tym pieczęć i zaklęcie odstraszające im nie zaszkodziło, w dodatku nawet przejmując energię Zenki, wciąż możesz korzystać z Goki. Nauczyłaś się też podstawowych zaklęć obronnych. Całe szczęście, że nie użyłem wobec ciebie silniejszych zaklęć.- mówił, a Anna przewaliła oczami. Akurat pochwały ze strony Hao usłyszała już wcześniej, choć te brzmiały znacznie lepiej, gdy nie były wstępem do przekonywania na swoją stronę.

-Dość tych komplementów, Douji.- wtrąciła sucho. Wróżbita znów skierował na nią swój wzrok i zaśmiał się krótko. Jak bardzo ona mu teraz przypominała Asanohę. Choć był jedynie strażnikiem, posiadał wspomnienia i wiedzę sprzed swojego powstania, jakby był w pełni duchem Asahy. We wspomnieniach posiadał obraz Asanohy uciszającej go, gdy dopraszał się ulubionego deseru, kołysanki czy historyjki. Jego matka, jako osoba umiejąca rozmawiać z duchami, zawsze miała dziesiątki nowych historii do opowiedzenia, a on uwielbiał ich słuchać przed snem. Gdy odmawiała kolejnych, słodził jej ile się dało, próbując ją udobruchać, a nuż zgodziłaby się opowiedzieć kolejną. Najczęściej jednak kończyła zdaniem "Dość tych komplementów, maluchu." 

-Cóż. Nazywam się Douji Asaha, jestem wielkim onmyouji. Jestem także przyszłym założycielem klanu Asakura, do którego planujesz wejść.- odpowiedział, przedrzeźniając jej sposób przedstawienia. Anna zacisnęła pięści mocno, starając się mu po prostu nie przywalić.

-Zaczynam mieć wrażenie, że jednak niewiele różnisz się od Hao, którego znaliśmy.- warknęła wrednie, a Asaha ponownie się zaśmiał.

-Możliwe, nie wiem, musiałabyś zapytać jego.- tego już było za wiele. Blondynka nie zapanowała nad tym odruchem, w jej głowie zapaliła się jedynie lampka, że Asaha przejął energię Shikigami, jednocześnie stając się znacznie bardziej cielesny, niż zwykły duch, a sekundę później jej dłoń przywaliła mu mocno z liścia. 

-Tsk... Mam nadzieję, że pamiętasz, że nie jestem prawdziwy i właściwie tego nie odczułem.- syknął z rozbawieniem. Jego głowa jedynie odchyliła się na bok od siły ciosu, ale na policzku nie było żadnego śladu.

-Nie obchodzi mnie to, ważne, że reprezentowało moje niezadowolenie.- wzruszyła ramionami.

-Naprawdę bardzo przypominasz mi moją matkę.- stwierdził, znów przenosząc na nią wzrok. -Masz jedynie znacznie krótsze włosy. Z zachowania jeszcze bardziej jesteś do niej podobna.- dodał. 

Anna nie była kobietą, którą pierwsza lepsza informacja potrafiła zbić z pantałyku. Niełatwo było zaskoczyć ją do tego stopnia, by to okazała. Zwykle ukrywała się za bezemocjonalną maską, choć w obecności Yoh coraz częściej znikała. Jednak to nie był Yoh, a jego słowa ją zamurowały. 

-Przypominam ci matkę?- powtórzyła, starając się przy tym brzmieć, jakby z niego drwiła.

-Czyżbym w swoim trzecim życiu traktował cię ulgowo i właśnie dowiedziałaś się dlaczego?- zagaił, ale zaraz uniósł dłonie ku górze, widząc jej spojrzenie.

-Niech ci będzie, Anno. Niestety, tak jak Yoh, nie jestem w stanie ci pomóc. Nie mogę pomóc ci mnie poznać. Jestem pieczęcią, nie mam w pełni wolnej woli. Nie wiem, co się stało, po moim stworzeniu.- jego głos brzmiał już znacznie bardziej pokojowo i nie tak drwiąco.

-Więc kim byłeś i dlaczego powstałeś?- nalegała.

-Nie mogę ci wszystko opowiedzieć, Anno. Nie wiem co się ze mną stało, pytasz o to złą osobę.- 

-Ale ja nie pytam o to, co się z tobą stało, a kim byłeś. Jeżeli jest szansa, że dawny ty wciąż istnieje w twojej duszy, to muszę wiedzieć kim był dawny ty. Yoh ryzykuje życie, by móc spełnić twoje marzenia, stanąć z tobą twarzą w twarz za 500 lat i wydobyć z ciebie dawne dobro. Muszę wiedzieć, czy ono kiedykolwiek istniało.- niemalże weszła mu w słowo, a w jej głosie słychać było nutę frustracji. Mężczyzna wpatrywał się w nią przez chwilę, zaraz odwracając wzrok i rozglądając się po świątyni.

-Jest dokładnie taka, jak ją zapamiętałem. Może odrobinę odnowiona.- zaczął. - Przeniosłem się tutaj z Kyoto, by nauczać nowe pokolenia szamanów. Czasy, w których żyłem, były okrutne i zakłamane, a demony dosłownie wałęsały się po ulicach. Stolicę ochraniało moich dwunastu Shikigami, a ja wiedziałem, że na ochronie nie może się skończyć, to nie wystarczy. Ludzie byli zbyt okrutni. Zbudowałem tę świątynię z myślą o nowym rodzie, klanie szamanów, najpotężniejszym na ziemi. Szkoliłem innych szamanów. Chciałem, by dobro zaczęło wypierać zło. Wtedy po raz pierwszy stwierdziłem, że nazwisko nadane mi przez cesarza nawet brzmi dobrze jako nazwisko najpotężniejszego szamańskiego rodu. Oczywiście chodzi o nazwisko Asakura. Jeszcze go nie przyjąłem, ale planowałem to. W trakcie nauk zdecydowałem, że moce, jakie daje opanowanie wszystkich pięciu punktów Wuxing, są zbyt groźne. To, co umożliwiają żywioły jest niesamowite, pięknie, potężne, ale też bardzo niebezpieczne. Jeśli trafią do kogoś niewłaściwego, mogą przynieść zniszczenie.- opowiadał, a Anna słuchała go uważnie. Zmrużyła lekko oczy na dźwięk jego ostatnich słów.

-A więc, żeby moce nie trafiły do niepowołanych rąk... Stworzyłeś zaklęcie odstraszające, zapieczętowałeś je i każdą osłoniłeś próbami.- podsumowała.

-Zgadza się, mniej więcej. Próby były już przed tym, tylko szamani, którzy byli w stanie przejść próby, mogli zacząć uczyć się żywiołów. Tak naprawdę podeszło do tego tylko trzech wróżbitów. Dwóch zginęło z ręki Shikigami, a jeden dotarł aż do Księgi Wody. Wstępnie podczas próby miały być najstraszliwsze wizje przyszłości.- tłumaczył dalej.

-Zgaduję, że coś poszło nie tak.- wtrąciła, a on skinął głową.

-Od początku wiedziałem, że to nie była właściwa osoba. Ale byłem ciekaw jego postępów. Wiedziałem, że nie da się opanować żywiołów siłą i tylko dlatego, że się chce. Trzeba je rozumieć, czuć, utożsamiać się z nimi, zdobywać ich szacunek, ćwiczyć aż staną się jednością z szamanem. Przejście próby nie równa się z możliwością opanowania żywiołu, to samo zapoznanie się z treścią ksiąg. Więc pozwalałem mu przechodzić przez kolejne próby. Niestety Próba Wody, w której widział najbardziej przerażające go wizje przyszłości, sprawiła, że oszalał i musiałem go wyeliminować. Zmieniłem Próbę Wody na taką, ukazującą traumatyczne wizje z przeszłości, a niewiele później wraz z przyjacielem podjąłem decyzję o zapieczętowaniu ksiąg i dodatkowym zaklęciu. Przeczuwałem, że ludzie powoli zaczynają się mnie obawiać i wkrótce mogą zacząć spiskować.- wyjaśnił. Anna pokiwała powoli głową, przetwarzając informacje w myślach.

-Matamune był tym przyjacielem?- spytała, wywołując na twarzy wróżbity niemałe zaskoczenie.

-Tak, Matamune.-

-Ty naprawdę nie wiesz, co się z tobą stało?- 

-Nie wiem. Yoh też o to pytał.-

-I założę się, że chciał ci oszczędzić tej wiedzy. Po przyjęciu nazwiska Asakura Hao i stworzeniu klanu kontynuowałeś swoją karierę wielkiego onmyouji. Reishi nie dawało ci spokoju i podobnie jak u mnie w przeszłości, kontynuowało tworzenie się demonów, które zatruwały ci serce. W końcu, któregoś dnia miałeś wizję, że ludzie zniszczą planetę i zapragnąłeś zniszczyć całą ludzkość. Chciałeś wziąć udział w Turnieju Szamanów, ale cała rodzina, wraz z Matamune zwróciła się przeciwko tobie i zostałeś zabity po raz pierwszy. Odrodziłeś się 500 lat później, w plemieniu Patch, ale znowu zostałeś pokonany przez członka rodziny Asakura. Twoje trzecie wcielenie powróciło do Asakurów, byłeś starszym bliźniakiem Yoh, który otrzymał połowę twojej duszy. Sabotowałeś Turniej w trakcie trwania Drugiej Rundy, próbowałeś zabić Yoh, wchłaniając jego duszę, ukradłeś Króla Duchów, ale koniec końców, wszyscy szamani oddali swoje furyoku i energię Yoh, któremu udało się ciebie pokonać... i zabić. Yoh ogromnie tego żałuje i stąd jego silne postanowienie, że odkupi winy rodziny, uratuje planetę bez niszczenia ludzi i zyska twoją sympatię.- streściła mu, z niewyobrażalnym chłodem, jakby to, co mówiła nie robiło na niej najmniejszego wrażenia. Najbardziej skupiała się na reakcji strażnika pieczęci. Nie był przecież prawdziwym duchem Asahy, a i tak widziała u niego emocje. Był zawiedziony, niezadowolony, może nawet odrobinę sfrustrowany, ale nie postępowaniem Yoh. Raczej swoim.

-Jak mu idzie?- spytał jedynie.

-Dobrze. Przeszedł nową Próbę Wody, chociaż stara się tego nie pokazywać, była dla niego traumatyczna. Przed chwilą wyszedł z Księgi Wody. Znając jego, jutro będzie chciał przejść przez Próbę Ognia.- odparła, marszcząc brwi, licząc na większe zainteresowanie jego historią.

-Nie umiem ci pomóc, Anno. Bardzo chciałbym powiedzieć, że część mnie wciąż żyje w Hao, którego znaliście. Możliwe, że tak jest, skoro traktowałem cię z jakąś taryfą ulgową, przez twoje podobieństwo do mojej matki. Jednak nie dowiesz się tego ode mnie.- powiedział i wskazał na Senjiryakketsu. -W tej księdze znajduje się rytuał. Nie wiem, czy jest on też w nowej księdze. Rytuał pozwoli ci stworzyć pieczęć, która powinna być w stanie ujarzmić potężne duchy, by nikogo nie opętały po wezwaniu. Będziesz potrzebowała ogromnej ilości energii, żeby utrzymać ducha za barierą. Jest to bardzo ryzykowne, jednak gdy będziesz gotowa i stwierdzisz, że nie ma innej drogi, skorzystaj z rytuału i wezwij mojego prawdziwego ducha. Tylko w rozmowie z nim dowiesz się, ile dobra w nim pozostało.- powiedział, posyłając jej dziwne spojrzenie. Blondynka skinęła głową ze zrozumieniem.

-Może nie będzie to konieczne. Wiem już wystarczająco dużo, by wiedzieć, że działania Yoh mają sens. To dla mnie najistotniejsze.- skwitowała i tym razem to on kiwnął.

-Rozumiem, troskliwa przyszła żona.- zaśmiał się, tym razem chwytając jej nadgarstek, nim dłoń dziewczyny trafiła go w twarz. -Na mnie już czas, droga Anno. Życzę wam obojgu jak najlepiej. Gdybyś zmieniła zdanie, Senjiryakketsu pozostanie dla ciebie odpieczętowana. Powodzenia, dziewczynko.- nie mógł się powstrzymać przed ostatnim rozdrażnieniem blondynki.

-Mam jeszcze lewą dłoń!- warknęła i już miała z niej skorzystać, ale postać Asahy zniknęła, zwalniając jej prawą rękę z uścisku, a przed nią stał teraz Zenki, który rozpłynął się w mgnieniu oka. Blondynka opuściła dłonie, a jej wzrok padł na Senjiryakketsu.

Z jednej strony, ciekawiło ją to, co mogła dać jej ta księga, rytuał, o którym wspominał mógł wiele rozwiązać. Nie chciała jednak ryzykować, Hao był tak potężny, że nie wiadomo, czy pieczęć, o której mówił strażnik, dałaby radę go utrzymać. Nie widziała zresztą sensu takiego ryzyka. Yoh radził sobie świetnie, a zostały mu jeszcze tylko dwie księgi. Wierzyła w niego i nie uważała, by rozmowa z Hao była potrzebna, mogła jedynie zdemotywować lub doprowadzić do czegoś gorszego. Wiedziała już to, czego potrzebowała. Działania Yoh miały sens. 

*Kyu-Kyu Nyo Ritsu Ryo - bezpośrednie tłumaczenie "Z największym pośpiechem, zgodnie z prawem", w sumie można tłumaczyć jako "Zgodnie z prawem, przybądź/stań się/odejdź/działaj natychmiast". Przeszło z onmyodo do taoizmu, aktualnie często używane w grach i anime o tematyce onmyodo jako zwieńczenie zaklęcia i wtedy łatwiej jest to przetłumaczyć.

===================

No i jest nowa część i więcej w niej Anny!

Dziękuję za życzliwe komentarze! Kamień już wyszedł, więc wracam już do siebie. Niestety mam jeszcze dwa w lewej nerce, więc kiedyś czeka mnie powtórka z rozrywki, ale biorę Fitolizynę, więc mam nadzieję, że coś jeszcze pomoże na zmniejszenie złogów. Urlop zaczynam dopiero 27 września, więc nie od razu, na razie dwa tygodnie pracy, więc notki będą jeszcze raz w tygodniu. Powoli zbliżamy się do kulminacji części pierwszej opowiadania i będą też coraz bardziej wychodzić zmiany w Yoh, na razie są one powolne, ale już się w nim pojawiają. Tutaj też się tylko odniosę do opanowywania zdolności, Yoh ich jeszcze nie opanował. Żywioły jedynie czasem z nim współpracują i ma ich zainteresowanie, ale nie opanował ich. Tu zdecydowanie będzie praktyka, ale szczerze mówiąc opisywanie praktyki może być i ciężkie do pisania i nudne do czytania, więc większa praktyka będzie później, ale nie spoileruję w jaki sposób się ona pojawi. Wszystko jest jeszcze przed nami.

Ze względu na to, że bardzo dużo pomysłów przychodzi mi spontanicznie w momencie pisania notki, po zakończeniu pierwszej części (może uda się do końca urlopu nawet) przelecę się przez wszystkie notki poprawiając je by usunąć sprzeczności, dodać jakieś dodatkowe akcje czy opisy, których brakuje. 

Myślę, że nowa notka będzie w przyszły weekend :)



piątek, 4 września 2020

Notka organizacyjna

Hejka. 
Dziękuję wam bardzo za komentarze w poprzednim poście i za konstruktywną krytykę, do której z pewnością odniesie się samo opowiadanie! Niestety nie wiem kiedy dodam nową część. Moje plany i sam urlop zostały przerwane na samym początku tygodnia atakiem kamicy nerkowej. Na razie nie jestem w stanie wysiedzieć, a tym bardziej myśleć, więc niestety dopóki ból nie zniknie, nic nie dodam. Na pocieszenie powiem, że urlop został przerwany zanim dobrze się zaczął kosztem L4, więc jak tylko się to uspokoi to wchodzę prosto w urlop i będę pisać, ale na razie potrzebuję dużo odpoczynku. Od wtorku jestem na przeciwbólowych I szczerze, gdyby nie kalendarz nie wiedziałabym jaki mamy dzień tygodnia. Jeżeli ktoś z was myśli, że picie to picie, walić to jakie, to nie... niestety nerki tak nie myślą, a ja oberwałam za uzależnienie od Coca coli I pepsi.

No nic, życzcie mi szybkiego powrotu do normalności (zdrowia też, ale to akurat lata najpewniej). Myślę, że w przyszłym tygodniu powinno być okej. Mam nadzieję.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Księga Wody

Yoh do końca dnia unikał swojej rodziny. Annie udało się go uspokoić, choć nawet nie musiała za bardzo się starać, wystarczyło po prostu, że przy nim była i stanęła po jego stronie. Młody Asakura zaczął się obawiać, że droga wiodąca do odkupienia win rodziny, jak i brata, prowadzi również do samotności, jednak Anna, Amidamaru i Tamao, a także Keiko postanowili okazać mu wsparcie. Chociaż słuchawkowy starał się nie wchodzić w drogę starszym ze swojego rodu, to wieczorem, gdy wrócił spod prysznica, w jego pokoju czekała właśnie jego matka.

-Przepraszam, że tak weszłam, możemy porozmawiać?- spytała łagodnie, patrząc na syna, jakby chciała w ten sposób mu przekazać, że jeżeli chce, to może śmiało odmówić. Po chwili namysłu skinął głową i zamknął za sobą drzwi.

-Chciałam cię... przeprosić. Za wszystko, co nasza rodzina zrobiła. Nie znałam prawdy o Matamune, prawdę mówiąc, w ogóle nie znałam tego kociaka, ale wiem, ile dla ciebie znaczył. Chociaż nie brałam udziału w ostatnim kłamstwie, to brałam w pozostałych.- zaczęła, kiedy Yoh powoli zajął miejsce obok niej. -Czułam, że ukrywanie prawdy przed tobą było błędem, ale nie umiałam się sprzeciwić, w końcu, co ja mogłam wiedzieć na ten temat. Jestem waszą matką, to oczywiste, że bym was obu broniła.- powiedziała smutno.

-Ale dali ci możliwość wyboru, gdy pytali o zabicie nas.- powiedział, głos może i miał łagodny, ale wyraźnie zaznaczał, że zna prawdę. Keiko westchnęła i skinęła głową.

-Słowną. Tak, owszem. Zapytali, czy jestem pewna i się zgadzam. Ale myślisz, że gdybym nie zgodziła się od razu, coś by to zmieniło?-

-Pewnie nie. Tylko by przedłużyło bolesną decyzję.- odparł cicho, od razu rozumiejąc podejście matki. To była bolesna decyzja, łatwiej było podjąć ją od razu, niż przedłużać to argumentami i gdybaniami, zwłaszcza, że starszyzna rodu była nieustępliwa. Nawet teraz. Keiko uśmiechnęła się smutno, ale z lekka nutą podziwu, że Yoh mimo wszystko umiał tak łatwo zrozumieć innych.

-No właśnie. Wtedy wolałam tę decyzję podjąć od razu. Jak to się mówi, mieć to z głowy. Dzisiaj... Po tym wszystkim, co już wiemy, nie dopuściłabym do zamordowania żadnego z was. Nawet Hao, choć on nie widzi we mnie matki.- odparła. Yoh spuścił wzrok, wbijając go w podłogę.

-Bardzo żałuję tego, przez co musiałeś przejść i przez co teraz przechodzisz. Zostałeś skrzywdzony równie mocno, co Hao. Masz pełne prawo czuć się wykorzystany, nie będę bronić naszych błędnych decyzji. Chcę jednak żebyś wiedział, że jestem z ciebie dumna.- przerwała na chwilę, by zebrać myśli. -To, że nie poddajesz się, jesteś zdeterminowany, by odkryć prawdę i znaleźć rozwiązanie, nie dajesz się myśli, robisz coś wbrew temu, czego oczekują inni. Wierzę, że jeśli ktoś zdoła odmienić Hao, to będziesz to właśnie ty. Mój mały cudzie.- Na te ostatnie słowa, Yoh podniósł wzrok i skierował je z powrotem na matkę. Po chwili obdarzył ją ciepłym, choć smutnym uśmiechem.

-Tak nazwała Hao jego pierwsza matka, tuż przed śmiercią.- odparł, a po chwili opowiedział swojej rodzicielce o przeżyciach z próby, której poddała go morska bogini. 

-Muszę przyznać, że Hao mocno zabezpieczył te księgi, ale ty radzisz sobie świetnie. Co prawda drżę ze strachu, gdy długo nie wracasz, ale dajesz sobie radę.- pochwaliła go, delikatnie głaszcząc syna po policzku, ścierając płynącą po nim łzę.


Noc znów nie była łaskawa dla Yoh. Kolejne koszmary, wspomnienia i wyrzuty, które skrywał jego umysł nieustannie go nawiedzały. Amidamaru po raz kolejny musiał pogodzić się z faktem, że Asakura nie wykazuje żadnych oznak koszmarów i nie jest w żaden sposób pomóc przyjacielowi. Przecież nie będzie go budził co dziesięć minut by się upewnić, że nie ma koszmarów. Szaman po raz kolejny go uspokajał, że nie ma powodu, by się tym zadręczać, on się musi po prostu przyzwyczaić do tych koszmarów. Taką ponosił karę za zamordowanie własnego brata. Nawet nie chciał czuć się lepiej. 

Gdy Yoh wszedł do kuchni, musiał zmierzyć się z tym, czego udało mu się uniknąć poprzedniego dnia. Gorączki już nie miał, jego organizm mimo wszystko szybciej niż u zwykłego człowieka poradził sobie z ozdrowieniem, nie było więc powodu, by go zatrzymywać i starszyzna to wiedziała. Wiedzieli też, że Yoh nie uszanuje ich zdania, cokolwiek by nie powiedzieli. Stracili jego szacunek, a co gorsza również i zaufanie. Chociaż, kto wiedział, co bardziej mogło ich zaboleć. Tak ich w tej chwili widział Yoh. 

-Dziadku, pamiętasz ten dzień, w którym po raz pierwszy udało mi się przywołać Shikigami?- spytał nagle Yoh, zbierając się do wyjścia. Zaskoczony mężczyzna spojrzał na niego i kiwnął głową. -Hao nas wtedy obserwował. Gdy mnie zostawiłeś na skarpie o mało z niej nie spadłem. Gdyby nie Hao i zdolność panowania nad wiatrem, ciekawe kogo wtedy byście wysłali na zamordowanie go.- powiedział chłodno. Tamao ukradkiem zerkała na Yohmei, który sam nie wiedział, jak ma zareagować na taką rewelację. Zadrwić? Odpowiedzieć złośliwością? Spuścić wzrok? Zwrócić mu uwagę? Na szczęście od pełnej konfrontacji wybawiła go obecność Anny, gotowej do wyjścia do świątyni.

-Nie podoba mi się jego podejście.- stwierdziła Kino. -Zachowuje się, jak Hao, celowo wykorzystuje uczucia i słabe punkty.-

-Nie możemy go za to winić. Właściwie, kiedy tak mówisz sam fakt, że wykorzystał poczucie winy świadczy o tym, że zdaje sobie sprawę z tego, że je mamy. A to chyba dobrze.- odparł mężczyzna.

-O ile nie chciał ci tylko w ten sposób okazać, jak bardzo nisko upadliśmy, że życie ratował mu ten, którego chcieliśmy tak bardzo zniszczyć.- mruknęła chłodno.

-Myślę, że obie wersje są poprawne.- usłyszeli za sobą głos Keiko. -Bardzo go zraniliście.- dodała, a w domyśle była też ona sama, choć i ona zauważyła, że chęć zranienia uczuć dziadka nie była w stylu Yoh. Z drugiej jednak strony, było to zrozumiałe.


-To co, do zobaczenia za chwilę.- powiedział Yoh stając przed portalem z korali. Blondynka skinęła głową, a gdy tylko szatyn zniknął od razu skierowała się do Cho-Senjiryakketsu. Usiadła wygodnie na schodku i zaczęła kartkować księgę w poszukiwaniu potrzebnego jej rytuału, a chwilę później rozpoczęła przygotowywanie papierowych talizmanów.


-Witaj z powrotem, Yoh.- Młodego Asakurę przywitał przyjemny powiew morskiej bryzy. Powietrze było zupełnie inne niż w Japonii, a może... po prostu jeszcze nie skażone, a wybrzeża nie otaczały elektrownie jądrowe i inne nieciekawe przybytki. Choć w teorii elektrownie jądrowe miały tak nie szkodzić środowisku. Asaha stał kilka metrów od niego, na piachu, przed nimi rozciągało się morze, a za nimi wysokie klify, na szczycie porośnięte drzewami. -Widzę, że udało ci się ukończyć próbę wody. Muszę przyznać, że zastanawiałem się, czy sobie poradzisz.- stwierdził spokojnie, gdy młodszy do niego podszedł.

-Dlaczego?- zapytał.

-Jeżeli próba nie zmieniła się od czasu mojego powstania, to miała za zadanie przedstawić ci 50 najgorszych dla ciebie wizji przyszłości bazując na twoich obawach. Podczas naszych ostatnich spotkań zdążyłem już zauważyć, że jesteś wysoce empatyczny, mógłbyś sobie nie dać rady, a tym samym zginąć podczas próby.- wyjaśnił spokojnie.

-Cóż... Próba całkowicie się zmieniła. Jurete pokazała mi 100 najgorszych wspomnień z przeszłości ludzi, których znam, w tym twoich. Przyznam, że o mało nie zginąłem, gdyby nie wiedza o powietrzu.- odpowiedział młody szaman.

-A więc zmieniłem tę próbę, zastanawiam się jednak, co mnie do tego skłoniło, taka zmiana mogła znacznie ułatwić przejście próby. Wizje przyszłości, których się obawiamy są znacznie bardziej bolesne.- skomentował Asaha. Yoh powoli usiadł na piasku wpatrując się w morskie fale.

-Myślę, że właśnie dlatego to zrobiłeś.- tymi słowami, skupił na sobie zainteresowanie starszego. -Nie wiem kiedy dokładnie powstała pieczęć, zaklęcie odstraszające i zmienione zostały próby, ale jeśli zrobiłeś to po wizji zniszczenia świata, przez którą według moich przodków straciłeś zmysły, to pewnie przez świadomość, jak silny wpływ mogą mieć takie wizje, zmieniłeś próbę. Nie zdziwiłbym się gdyby namówił cię do tego Matamune.- wyjaśnił, zerkając na twarz starszego. Widział ten ciepły uśmiech na jego twarzy. On jeszcze nie wiedział co Matamune zrobił.

-Pewnie tak. - jego ton głosu nagle stał się nieco smutny, a uśmiech zniknął i wzrok pognał na fale. Dopiero wtedy Yoh przypomniał sobie o umiejętności czytania w myślach. 

-Ja.. Przepraszam, nie wiedziałeś, że...-

-Musiał mieć swoje powody.- Asaha przerwał, a zaraz ustawił się w stronę wody. -Czego się nauczyłeś z tej próby?- spytał, zmieniając temat, choć Yoh wyraźnie widział, że zdrada Matamune bardzo go zabolała.

-Woda to bardzo emocjonalny żywioł. Nie bez powodu miała taką próbę.-

-To prawda. Dlatego żeglarze nadają wodzie żeńskie cechy, stąd też pochodzenie słów, że serce kobiety to ocean tajemnic, ale również ocean emocji. Smutek zwierząt, w tym ludzi przejawia się łzami, wodą. Wiesz pewnie jak to jest, gdy się wypłaczesz, nagle czujesz się lepiej. Woda, którą są twoje łzy, przechowuje twoje wspomnienia i emocje. Oceany, morza, rzeki i jeziora są zdradliwe i podstępne, takie cechy niektórzy niegdyś przepisywano kobietom, które urokiem wkradały się w męskie serca, gdy tak naprawdę miały w tym swoje cele. Ocean wydaje się być taki niewinny przed uderzeniem tsunami, prawda? - gdy to powiedział, woda całkowicie się uspokoiła i zaczęła wycofywać. Wyglądało to, jakby ktoś dosłownie pogłaskał powierzchnię uspokajająco. A po chwili na horyzoncie pojawiła gigantyczna fala.

-Woda i ogień to żywioły, przy których najbardziej musisz uważać, jeśli chodzi o twoje emocje. Są swoim przeciwieństwem. O ogniu porozmawiamy w kolejnej księdze, ale woda reprezentuje smutek, ból i cierpienie.-

-To dlatego na pogrzebach tak często pada deszcz.- powiedział cicho Yoh.

-Tak, choć tylko prawdziwy żal wielu osób o silnych przekonaniach potrafi wywołać deszcz. Niestety, nie każdy chowa bliskiego z prawdziwym żalem, lub jest jedyną osobą, która żałuje.- 

-Jurete powiedziała, że woda ma pamięć, zastanawiam się dlaczego w takim razie oryginalnym testem były wizje przyszłości.-

-Nie chodziło o zrozumienie żywiołu od tej strony, choć jest to wartościowa informacja, której miałeś nauczyć się dopiero ode mnie. Oryginalnie chodziło tylko o wykorzystanie reprezentację wody wśród ludzkich narządów, czyli mózg. Chodziło o wizje. Chociaż faktycznie wspomnienia, które zachowała i ukazała, choć nie były twoje, mają większy sens. Wcześniej jednak wolałem mieć pewność, że próby nie przejdzie osoba, która nie potrafi zapanować nad strachem, czy bólem.- gigantyczna fala opadła zanim sięgnęła brzegu.

-Nie przeszedłem tej próby, bo potrafiłem nad sobą zapanować.- 

-Wiem, dobrze się stało, sięgnąłeś do umiejętności związanych z powietrzem. Gdyby nie to, zginąłbyś i tego się obawiałem. Cieszę się, że udało ci się zdobyć szacunek żywiołów. A powietrze bardzo do ciebie pasuje. Najbardziej ze wszystkich żywiołów.- stwierdził, a Yoh podniósł się z ziemi.

-Ja też czuje największą więź z powietrzem. Może powinienem go wybrać na taki swój główny żywioł. Ty głównie korzystałeś z ognia, ja mógłbym z powietrza.- słuchawkowy zaśmiał się na swój własny komentarz, zamykając przy tym oczy, nie dostrzegając krótkiej nuty niepokoju wypisanej na twarzy Asahy wywołany wspomnieniem o ogniu, jako najczęściej używanym żywiole.

-Z początku również najczęściej korzystałem z powietrza.- odpowiedział już spokojnie. Yoh otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. -Zmiana próby na taką, która wyjawiła już największy sekret wody sprawiła, że nie mam ci już nic więcej do przekazania. Jestem pewien, że niedługo zobaczymy się w Księdze Ognia. - uśmiechnął się w stronę dalekiego potomka, choć wyraźnie wymagająco. Yoh skinął głową.

-Na pewno. Choć chyba powinienem trochę poćwiczyć współpracę z wodą, zanim zabiorę się do próby.-

-Nie będzie to konieczne. Choć praktyka czyni mistrza, ale nie musisz na to marnować czasu, nie sądzę by ta próba została zmieniona.-

-Rozumiem, dziękuję.- odparł ciepło i ruszył w stronę wyjścia. Był dumny z siebie, bo widział rosnącą w nim sympatię i zaufanie. Skoro był w stanie go sobie zjednać, to może prawdziwy Hao też kiedyś go zaakceptuje. Wciąż lepiej czuł się w tym wymiarze, niezbyt chciał wracać do swojego, a świadomość, że trening powoli dobiegał końca niepokojąco bolał. Yoh poznając lepiej Hao z przeszłości zaczynał coraz bardziej żałować tego, co zrobił, ale też bliźniacza więź, która mimo wszystko między nimi była, rosła w siłę, a tym samym pojawiała się tęsknota.


Gdy tylko opuścił portal, czekała na niego Anna, a przy niej stały...

-Shikigami Hao?! Ale... jak to?- spytał zaskoczony, gdy korale opadły.

-Hao opisał w Cho-Senjiryakketsu nie tylko sposób na okiełznanie ich, ale też jak ich przywołać. Przydadzą się, jeśli znowu będziesz próbował wejść uszkodzony do Księgi, jak przy ostatnich dwóch.- stwierdziła chłodno. -Wracaj już, ja muszę coś jeszcze sprawdzić w tej księdze.-

-Nie chcesz żebym ci pomógł?-dopytywał zaskoczony.

-Poradzę sobie, idź.- jej głos znowu nie znosił sprzeciwu. Yoh wolał więc nie pyskować i szybko opuścił świątynię, stwierdzając, że to dobry moment, by poćwiczyć jedność z poznanymi żywiołami.

A wzrok blondyki padł na oryginalną księgę, na Senjiryakketsu.

-Zenki. Podnieś księgę.- powiedziała i choć przeszył ją okrutny strach, nie było już odwrotu. Zenki nie czuł strachu, był Shikigami i musiał być jej posłuszny. Yoh mówił, że to oni mieli strzec tę księgę, ale zostali przeniesieni na jej nową wersję. Zenki ruszył na Senjiryakketsu i bez najmniejszego problemu, podniósł ją. Nagle Annę oślepiło jasne światło, a gdy zniknęło, w miejscu Shikigami stał Asakura Hao z pierwszego życia, tak jak z Amidamaru, przejmując duchową energię jej stróża, by utworzyć swoją postać.

-No, no. Jestem pod wrażeniem.- skomentował, uśmiechając się lekko złośliwe.

======================

No i jest! Szczerze mówiąc, nie miałam zbytnio pomysłu na wodę, ale coś tam mi się udało wyskrobać. Bardziej się nie mogę doczekać konfrontacji między Anną, a strażnikiem pieczęci, czyli dawnym Hao. Miało być w tej notce, ale stwierdziłam, że zrobię tu jednak przerwę. 

Świadomie zmieniłam nieco historię z mangi, tutaj Matamune towarzyszył Hao jeszcze zanim zmienił imię, chciałam żeby u przewodnika księgi pojawiły się emocje, gdy wyczyta z myśli Yoh o zdradzie przyjaciela. W Shaman King 0 Hao był chyba jeszcze nastolatkiem, gdy cesarz zmienił mu imię, natomiast w tym opowiadaniu Hao robi to sam i znacznie później. 

Teraz notki mogą pojawiać się częściej. Urlop <3

Co do komentarzy anonimowych, z tego co patrzyłam w ustawieniach, to można komentować anonimowo.. Ale jeszcze popatrzę, mam nadzieję, że uda mi się znaleźć przyczynę, dzięki za info Villemo! EDIT: W teorii mam ustawione, że można dodawać anonimowe komentarze, ale jak sama próbowałam sobie zostawić z karty incognito to też nie zadziałało...

sobota, 15 sierpnia 2020

Shaman King; Demon naszej duszy: Skaza

-Doskonale. Wszystko idzie zgodnie z planem. W ranę wdało się zakażenie. Teraz to tylko kwestia czasu.-


Zaalarmowani przez Amidamaru Yohmei, Keiko i Anna pojawili się w świątyni w mgnieniu oka. 

-Yoh!- matka podbiegła do nieprzytomnego syna. Uklękła przy nim i przekręciła na plecy opierając jego głowę o swoje kolana. -Jest rozpalony.- powiedziała, kładąc dłoń na jego czole. Anna zacisnęła dłoń na koralach, a wzrok Yohmei skierował się na leżącą na podłodze Księgę Wody. Wystarczyło jedynie pomyśleć o podniesieniu jej, a jego umysł już opanował niewyjaśniony strach, tak silny jakby właśnie działo się coś, czego obawia się najbardziej. To najwyraźniej musiał być wpływ zaklęcia, o którym wspominał Yoh. Mimo to, najstarszy z rodu zrobił kilka kroków w stronę dzieła przodka, a z każdym kolejnym strach rósł w siłę. Starając się mu przeciwstawić, zbliżał się coraz bardziej, a wtedy książka zaczęła się trząść ostrzegawczo. -Ojcze? Musimy go zabrać do domu.- odezwałą się Keiko, nie zauważając działania starszego. Anna natomiast przyglądała się temu z niepokojem, na szczęście głos córki uzmysłowił Yohmei, że wyciągnięcie dłoni do Księgi jest bezsensowne. Yoh był już silniejszy od niego, a i jemu te Księgi sprawiają ogromną trudność. Kiwnął jedynie głową i z pomocą swoich Shikigami zabrał wnuka z powrotem do domu. Po przebraniu go i osuszeniu jego włosów ręcznikiem zostawili go, by spokojnie przespał ile będzie potrzebował, pozostawiając Amidamaru na straży.

A potrzebował długiego snu. Minęła już reszta dnia, noc i pół kolejnego.


-Zupełnie jak tego demona, mnie również stworzyło czyjeś zaklęcie.- Yoh spojrzał na Matamune. -Jednakże, gdy tylko zaklęcie zostanie przełamane, nie będę mógł powrócić do swej fizycznej formy.-

-To....To niesprawiedliwe!- jego własny, dziecięcy krzyk wypełnił wnętrze pojazdu, w którym znajdował się wraz z nekomatą. -Dopiero się poznaliśmy... I już... musimy się rozdzielić? Czy nie ma innej drogi...?- płaczliwym tonem odtrącał od siebie przygnębiającą rzeczywistość.

-Wsłuchaj się w to, co mówi ci twoje serce. Ja również miałem kiedyś kogoś, kogo chciałem chronić za wszelką cenę. Ale straciłem wiarę w tę osobę. Żyłem tysiąc lat w żalu i wyrzutach sumienia. A teraz historia mroku w ludzkich sercach powtarza się. Ludzkość otaczają wojny, przyciąga ich smutek i ziemskie potrzeby, które są ulotne. A to wszystko dlatego, że ludzie nie ufają sobie nawzajem. Nieważne jak bardzo ktoś został zniszczony od środka, jeśli tylko mają kogoś, komu mogą zaufać. Ponieważ nie ma nic wspanialszego, niż wiara w kogoś. To się nazywa miłość. Nie chodziło o to, czy ta osoba była zła, czy dobra. A o to, że to ja, przestałem w niego wierzyć... To prawdziwa ciemność w ludzkim sercu.- słowa te rozchodziły się niczym echo, dudniące w umyśle Yoh. Zamknął oczy, ale nawet gdy je otworzył, widział już tylko ciemność. 

Rozejrzał się, kilkakrotnie zawołał Matamune, lecz nikt mu nie odpowiadał. Dopiero po chwili usłyszał czyjś śpiew.

"Minąć musiało lat tysiąc.
Od przejmującej samotności w końcu mogę odpocząć.
Nawet jeśli nie na zawsze.
Nawet jeśli nie na zawsze.

To wątłe serce.
Ten ciężki mur, w końcu mogę go zburzyć.
Nawet jeśli nie ma grobowca.
Nawet jeśli nie ma grobowca.

Wśród ludzi żyłem, a jednak wciąż czuję ten smutek.
Każdy nowy rok starałem się szczęściem przywitać.
Miłość to spotkanie.
Miłość to rozstanie.
To przezroczysty kawałek tkaniny.
W Osorezan spotkamy się ponownie.
Żegnaj, Osorezan."

Yoh rozpoznał w tej pieśni fragment poematu, który pozostawił mu Matamune. Łzy ponownie popłynęły po jego policzkach.

-Yoh-sama. Nie wolno ci się poddać, musisz chronić tę dziewczynę, tak jak ja nie byłem w stanie ochronić swojego pana. Nigdy nie przestanę czuć do siebie wstrętu i obrzydzenia, że skreśliłem go tak, jak inni. Dolewając jedynie oliwy do ognia. Nigdy nie przestanę żałować, że dwukrotnie podniosłem na niego swoje ostrze.-


-Matamune!!- Yoh poderwał się do siadu, a po jego policzkach znów ciekły łzy. Szaman nawet nie zauważył, że podnosząc się przeniknął przez Amidamaru, który od dobrych kilku minut próbował obudzić chłopaka. Samurai ponownie zmaterializował się przed swoim przyjacielem, wpatrując się w niego zmartwiony.

-Yoh-dono, w końcu się obudziłeś.- zaczął, patrząc jak szatyn rozgląda się zdezorientowany najpierw po pomieszczeniu, a potem po sobie. -Straciłeś przytomność zaraz po powrocie z próby. Spałeś półtora dnia.- wyjaśnił duch.

Yoh natychmiast przypomniał sobie te wszystkie okropności, których był świadkiem, ale również wyjaśnienia dotyczące Hao i dowód na to, że nie był całkowicie przesiąknięty złem. Zacisnął dłonie na pościeli, a jego ciało znów zaczęło drżeć.

-Nie udało ci się przejść próby?- spytał ostrożnie jego stróż. Szaman pokręcił głową.

-Przeszedłem. Mogę wejść do Księgi Wody. Ale jestem głodny.. Chyba czas zejść na dół i w końcu coś zjeść, mój żołądek rozpacza.- chłopak spróbował się uśmiechnąć do samuraja i powoli zaczął podnosić się z łóżka.

Z pomocą samuraja dotarł w końcu do kuchni, gdzie, chwalić Wielkiego Ducha, akurat krzątała się Keiko.

-Yoh, kochanie! W końcu się obudziłeś. Jak się czujesz?- spytała troskliwie kładąc dłoń na czole syna. -Wciąż masz podwyższoną temperaturę, siadaj, zaraz podam ci gorącej zupy.- powiedziała, szybko wracając do garnka, w której akurat gotowała się pięknie pachnąca zupa z kurczaka. 


Kilka minut później dołączyła do nich reszta rodziny oraz Anna i Tamao. Blondynka starała się za wszelką cenę uchwycić wzrok narzeczonego, lecz ten zręcznie go omijał. Właściwie to przeważnie wpatrywał się w swoje dłonie. Rodzina najwyraźniej bała się poruszać ten temat, więc w końcu ona to zrobiła.

-Przeszedłeś chociaż tę próbę?- spytała. Wzrok Tamao utkwił w szatynie, Keiko zdrętwiała i delikatnie odwróciła głowę, by kątem oka spojrzeć na syna, Kino upiła kilka łyków ciepłego naparu, a Yohmei udawał niezainteresowanego. Czegoś się obawiał, ale sam nie wiedział czego, może to wciąż był wpływ próby podejścia do Księgi? 

-Tak.- Yoh jednak nie był zbyt rozmowny. Keiko chcąc bronić syna przed wyraźnie bolesną opowieścią przyśpieszyła podanie obiadu do stołu.

Konsumpcja posiłku minęła im w ciszy. Yoh nie miał sił, by opowiedzieć rodzinie wszystko, czego doświadczył i czego dowiedział się o swoim bracie. Szczerze mówiąc, nawet nie wiedział, czy chce się tym dzielić. Nie po tym, jak był świadkiem wydania na niego i Hao wyroku śmierci jeszcze przed ich narodzinami. Nie podobała mu się ta hipokryzja, wtedy byli gotowi zabić niemowlęta, w tym jedno niewinne. Teraz, gdy jedno z nich próbowało poznać drugie, stawało wbrew przeciwnościom losu, by naprawić błędy przodków i najbliższej rodziny, widmo śmierci nagle było złe. Do głowy przychodziło mu, że to wcale nie chodziło o jego dobro, a o utrzymanie wizerunku Hao. No bo jakie mogło być inne wyjaśnienie. Co oni sobie właściwie myśleli? Czy ich troska była prawdziwa? 

Nie, Yoh nie mógł w ten sposób myśleć, to nie mogło być tak. Po prostu zrozumieli swój błąd i chcieli chronić jedynego syna i wnuka, który im pozostał. 

Szkoda, że nie przyszło im to do głowy, zanim rozpoczęli trening mordercy, pod przykrywką udziału w śmiertelnie niebezpiecznym Turnieju. 

W jego głowie trwała walka, walka pomiędzy wiarą w to, że rodzina chciała dobrze, a tym, że myśleli jedynie o interesach najpotężniejszego klanu w Japonii, a może nawet i na świecie, choć to nie Asakura został Królem Szamanów w dwóch ostatnich Turniejach. 

Yoh potrząsnął głową gwałtownie, starając się przepędzić przygnębiające myśli, przyciągając tym samym zdezorientowane spojrzenia rodziny. Szybko postanowił zacząć jakikolwiek temat.

-Babciu, czy wiedziałaś kim był Matamune?- spytał Yoh w końcu i podniósł wzrok na najstarszą. Ta przez chwilę milczała, popijając spokojnie herbatę. Staruszka nie była pewna, dlaczego Yoh zadał to pytanie, ale w jego głosie słyszała jedynie ciekawość, nie było w tym podstępu. Zastanawiała się, czym mądrym było mówienie teraz Yoh prawdy. Jak zareagowałby wiedząc, że rodzina zdawała sobie sprawę z tego, że Matamune pod koniec swojego pośmiertnego życia widział szansę dla swojego dawnego pana. A Yoh chciał jedynie podzielić się tym, czego dowiedział się podczas próby.

-Wiem tylko, że służył klanowi przez tysiąc lat. Współpracował z naszymi przodkami przy pokonaniu Hao.- odpowiedziała omijając najważniejszą część prawdy. 

"Kłamstwo." Ledwo słyszalny szept rozległ się dosłownie w uchu słuchawkowego. Yoh zamrugał zaskoczony. "Kłamie. Wiedziała wszystko." Rozległ się ponownie szept, tym razem bardziej przypominał on delikatny podmuch wiatru. Yoh spojrzał na resztę, ale wyglądało na to, że tylko on to słyszał. Przypomniał sobie słowa Asahy, powietrze potrafiło przenikać umysł i przekazywać mu myśli innych, a żywioły stawały się powoli częścią młodego szamana. On potrzebował znać prawdę, a więc usłyszał poszlakę.

-Dlaczego mnie okłamujesz?- spytał beznamiętnym głosem. 

Yohmei zatrzymał łyżeczkę, którą właśnie mieszał herbatę i spojrzał zaskoczony na swoją małżonkę. On też znał historię Matamune, może nie tak dobrze, jak ona, ale wiedział, że Kino pominęła prawdę, jednak nikt nie spodziewał się, że Yoh może spodziewać się kłamstwa.

"Wiedziała, że Matamune został stworzony przez Hao, wiedziała też, że żałował tego co zrobił i liczył, że nabierzesz doświadczenia w obronie Anny, stając się jedynym, który ocali duszę twojego brata." Szept wyjawił już całą prawdę. Yoh zacisnął dłonie w pięści.

-Jak możecie wciąż to robić? Po tym wszystkim co przeszła nasza rodzina, Hao, Matamune... Matamune by tego nie chciał, chciał żebym go uratował. Dlaczego teraz, wy wciąż mnie okłamujecie?- głos Yoh był pełen wyrzutów, żalu, był też zawód.

-Yoh...- zaczęła Keiko.

-Nie, mam dość. Nie można na was polegać, nie można wam ufać. Nie jesteście ani trochę lepsi od naszych przodków. Dlaczego wy to robicie? On był twoim synem!- przy ostatnim spojrzał gniewnie na matkę. Kobieta zasłoniła usta, a w jej oczach malowało się ogromne poczucie winy, choć teraz w ogóle nie miała pojęcia o co chodzi, ona nie znała przeszłości Matamune.

-Uspokój się Yoh, twoja matka nic nie wiedziała.- wtrącił Yohmei.

-A więc przed nią też to ukrywaliście? Nie chcieliście żeby stanęła po mojej stronie, gdy zdecyduję nie zabijać brata? Jeśli się dowie, że Matamune żałował i już wiedział czego zabrakło, by ocalić jego pana, pana którym był Hao!- Yoh zmarszczył brwi, mrużąc przy tym oczy. Nawet Anna wpatrywała się w niego z miną, której nigdy wcześniej nie dało się u niej dostrzec. Choć Hao często miewał ten wyluzowany wyraz twarzy, bliźniaków wciąż można było łatwo rozpoznać po samym spojrzeniu. Yoh był spokojny, uśmiechnięty i wyluzowany, a Hao pewny siebie, raz spoglądając na kogoś z pogardą, ale czasem też z gniewem. To spojrzenie, pełne gniewu... Yoh wyglądał teraz dokładnie tak, jak wyglądał Hao podczas walki w Sanktuarium Gwiazdy. Przemawiał przez nich ten sam zawód i ból, podobna nienawiść. 

Słuchawkowy szaman zacisnął dłonie w pięści i spuścił głowę, po czym wybiegł z domu.

-Synku!- zawołała Keiko, chciała za nim ruszyć, ale powstrzymał ją Yohmei. Anna przeniosła wzrok z drzwi, za którymi zniknął jej narzeczony na swoją mentorkę.

-Czy Yoh mówił prawdę, czy jest to jakaś sztuczka Hao?- spytała. Zwykle nie miałaby odwagi użyć tak niezadowolonego tonu w kierunku Kino, ale tym razem miała ku temu bardzo dobre powody.

-Tak. Yoh mówił prawdę.- odpowiedział Yohmei, gdy jego córka w końcu usiadła i schowała twarz w dłoniach. Anna westchnęła ciężko i pokręciła głową z niedowierzaniem. 

-Nie chcieliśmy ryzykować. Yoh miał zbyt dobre serce, baliśmy się, że jeżeli postanowi dać Hao szansę, on go wykorzysta i przeciągnie na swoją stronę. Za każdym razem, gdy Hao się odradza, jest silniejszy. Już teraz byłby niepokonany, gdyby nie to, że część jego mocy posiada Yoh. Gdybyśmy stracili tak silnego sprzymierzeńca, nic by nie powstrzymało już Hao.- wyjaśniła Kino.

-Sprzymierzeńca?- powtórzyła Anna. -On jest chłopcem. Żywym, mającym uczucia. Jest waszym wnukiem i synem. A nie obcym, który postanawia się do was przyłączyć. Zasługiwał na prawdę, już dawno, o bracie, o przeszłości i o Matamune.- skomentowała chłodno.

-Moja droga Anno, podejmowane przez nas decyzje były kierowane dobrem świata, ale też i samego Yoh. Wiele się wydarzyło na przestrzeni 1000 lat i nie mogliśmy ryzykować. A co do Matamune, Yoh nigdy nie pytał, więc nie było powodu by zaprzątać mu tym głowę, skoro sam Hao nic nie powiedział.- Kino również użyła mrożącego krew w żyłach tonu. Do tej pory milcząca Tamao, w końcu zdobyła się na odwagę i zabrała głos, choć ten bardzo jej drżał.

-Teraz zapytał...-

-I został okłamany.- kontynuowała za nią Anna. - Idę go odnaleźć.- powiedziała i wyszła z pomieszczenia, Tamao już miała za nią iść, gdy zatrzymał ją Yohmei.

-Zostań, dziecko. Niech Anna sama z nim porozmawia.- westchnął cicho, trzymając dłoń na ramieniu Keiko.

-Tak jest... mistrzu...- odpowiedziała z wahaniem, wpatrując się w matkę bliźniaków.

-Co myśmy zrobili...- załkała kobieta we własne dłonie.


Anna nie miała pojęcia, gdzie może szukać Yoh. Zaczęła jednak od świątyni, choć wiedziała, że szaman nie wejdzie samodzielnie do księgi. Jednak raczej nie spodziewała się jego obecności w takim celu. Yoh był poważnie osłabiony, w dodatku wciąż miał gorączkę, na pewno nie byłby na tyle głupi, by chcieć wejść do księgi lub podjąć się próby ognia. I nie myliła się, nie był, ale również nie było go w świątyni Hao. Wzrok blondynki na krótko padł na wciąż leżącą na ziemi Księgę Wody. Nikt nie miał odwagi, by odłożyć ją na miejsce. Nawet teraz, Anna nie była w stanie nawet pomyśleć o podniesieniu jej. Żałowała, że Hao odebrał jej Shikigami, Yoh wspominał, że księgi chroni pieczęć, może gdyby rozkazała Shikigami podnieść jedną z nich, udałoby się jej porozmawiać ze strażnikiem. Właściwie, mogłaby spróbować sama przywołać Shikigami. Znała przecież odpowiednią technikę i z jakiegoś powodu nigdy nie przyszło jej do głowy, by sprowadzić ponownie Zenki i Goki. 

To jednak nie był czas na takie rozważania. Musiała odnaleźć Yoh. Opuściła szybko świątynię i westchnęła ciężko nim skupiła swoją energię. Po chwili przed nią unosił się mały, liściasty duszek.

-Zaprowadź mnie do Yoh.- rozkazała mu, a maluch natychmiast zawrócił i skierował się w stronę cmentarza. Blondynka bez wahania podążyła za nim. Rozglądała się między nagrobkami, odsuwając gałęzie, które stały jej na drodze, gdy zapuszczali się coraz bardziej w zarośniętą część, co gorsza pod górkę. W końcu dostrzegła pierwsze ślady potencjalnej obecności Yoh. Wystarczyło jedno spojrzenie na kamień z symbolem gwiazdy Wuxing, by wiedzieć, że jej narzeczony przesiadywał w miejscu pochówku swojego przodka, pierwotnego Hao. 

Tak też było. Yoh siedział na kamieniu przed grobem. Anna rozejrzała się po okolicy uważnie, wokół miejsce było zaniedbane, zarośnięte i zapomniane, nawet brama wejściowa była uszkodzona, ale sam nagrobek wyglądał jak nowy, a przynajmniej niedawno bardzo odświeżony. 

-Ty to zrobiłeś?- spytała, a on skinął głową bez patrzenia na nią.

-A raczej samo się zrobiło. W końcu to wszystko to ziemia.- odpowiedział, spoglądając na blondynkę z lekkim uśmiechem, a po chwili znów spojrzał na mech przed sobą. -Będziesz mnie pouczać?- spytał. Medium prychnęła złowrogo i usiadła koło szatyna, podtrzymując swoją sukienkę od dołu na udach.

-Udam, że nie zabrzmiało to bezczelnie. Nie, limit pouczania wykorzystali twoi dziadkowie.- odparła spokojnie. Yoh zerknął na nią z niemałym zaskoczeniem, ale również z wdzięcznością. -Wiesz, wciąż mam wątpliwości, co do tego treningu z księgami Hao, nie podoba mi się to, jak cierpisz. Ale nawet teraz, w takich chwilach oni byli w stanie podjąć kolejną próbę okłamania cię. Obok takich rzeczy nie przechodzi się obojętnie, wygląda na to, że te księgi to naprawdę jedyna droga by poznać Hao.- przyznała, choć sama nie była do końca zadowolona z tego pomysłu. 

-Dziękuję.- powiedział krótko i obdarował blondynkę szczerym uśmiechem, od którego jej serce delikatnie przyspieszyło. Odwróciła więc głowę, zamykając przy tym oczy, by ukryć swoje emocje.

-Nie myśl, że pozwolę ci tam iść dzisiaj. Masz gorączkę i jesteś przemęczony, wiem, że to tylko Księga, a nie kolejna próba, ale wolę nie ryzykować, że coś ci się tam stanie.- zmieniła szybko temat. Słuchawkowy kiwnął głową, przyglądając się dziewczynie z wdzięcznością. -Jeszcze jedno, nie bądź zbyt oschły wobec swojej matki. Skoro również nic nie wiedziała, nie zawiniła.- dodała.

-Nie mam zamiaru. Ona też dużo wycierpiała.- odpowiedział spokojnie, po czym przeniósł wzrok na trawnik. Położył na nim dłoń, a po chwili wyrosła niewielka stokrotka. Zerwał ją i ostrożnie położył na kolanie blondynki. Gdy w końcu zwróciła uwagę na kwiatek, a w końcu przeniosła wzrok na szatyna, ten uśmiechnął się do niej szczerze.

-W trakcie próby, ujrzałem wspomnienia stu najboleśniejszych wydarzeń. W tym twoje porzucenie.- powiedział cicho. Spojrzenie blondynki natychmiast się zmieniło. Chwyciła kwiatek w jedną dłoń i to na nim się skupiła. -Twoja mama chciała cię chronić. Nie chciała żeby coś ci się stało, a nie chciałaś jej zostawić, więc cię przepłoszyła. Kochała cię.- powiedział spokojnym tonem. 

Nie wiedział, jak wielkie znaczenie miały dla Anny te słowa, zawsze myślała, że oboje rodzice jej nienawidzili i się jej bali. Przyłożyła stokrotkę do serca, zamykając przy tym oczy i delikatnie się uśmiechnęła. Yoh wiedział, że to było podziękowanie. Jej obecność sprawiła, że obolałe i zranione serce, otrzymało czuły okład. Otwarta w nim rana przestała krwawić.

Ale skaza pozostała. A zakażenie było już nie do uleczenia.

==============

No i w końcu jest. Przyznam, że bardzo się boję tych rozdziałów, są one bardzo wymagające ze względu na przeżycia Yoh i ich wpływ na niego. Poza tym, mam dobrą wiadomość! Pozostały tylko dwa tygodnie do mojego urlopu, czyli tylko jedna część opowiadania zanim notki będą pojawiały się częściej! W przyszłym tygodniu nie wiem, czy napisze rozdział do tego opowiadania, czy do Innej Drogi. Będzie dostępna BETA do gry Avengers i już się zapisałam na testowanie, więc zależy ile mi się zejdzie na graniu XD Im dłużej, tym większa szansa, że pojawi się Inna Droga. Tamto opowiadanie jest mniej bolesne. 

Ah no i jak widać, tutaj też Matamune odgrywa dużą rolę, ja nic nie poradzę, że mam pretensję do anime o pominięcie jego wątku. W mandze to mój ulubiony wątek. 

Poraz kolejny przepraszam za błędy, słońce dotarło do mojego pokoju i muszę uciekać do salonu zanim się ugotuję... 

sobota, 8 sierpnia 2020

Shaman King; Inna Droga: Uniżony sługa klanu Asakura

Cóż, słów mądrości oczywiście zabrakło. Horo Horo wyszczerzył się w stronę Chocolove, a ten westchnął ciężko. Najwyraźniej przegra ich mały zakład. Do końca Turnieju nie zostało już wiele, a Goldva do tej pory nie zjawiła się przygotowana do wielkich przemów. Horo Horo nieustannie twierdził, że wszystkie przemowy przewodniczącej Rady skupią się na wyładowywaniu złości na sędziego, który akurat byłby odpowiedzialny za karteczki ze ściągami, a Chocolove, że chociaż raz musi jej się udać. Tym razem Talim zapomniał. Najpierw myślał, że już je zabrał, a później, że sprawdził, czy na pewno je ma. A nie miał.

-No trudno, innym razem...- stwierdziła Goldva.

-Taa, jasne..- niebieskowłosy trącił amerykanina łokciem, a ten przewalił oczami.

-Przejdźmy do rzeczy. Czas rozpocząć trzecią rundę Turnieju! Ostatnią przed ćwierćfinałami! W tej rundzie również będziecie walczyli trójkami. A teraz, różnice. Drużyny nie będą ustalone z góry. Przed każdą walką szamani otrzymają informacje o czasie i miejscu, ale też o dwóch osobach, z którymi wspólnie stawią czoła przeciwnikowi, ale tego poznacie dopiero na arenie. W tych walkach nie wygrywacie drużynowo, a osobiście. Szamani tracący furyoku w trakcie walki, kończą swoją przygodę w Turnieju. Jednak musicie pamiętać, że wciąż liczy się tu współpraca, a niedozwolonym jest atak na zawodnika ze swojej drużyny. Powiadomienia będą przychodziły wieczorami, następny dzień możecie przeznaczyć na omówienie strategii walki ze swoją drużyną, a kolejnego odbędzie się starcie. Wam pozostawiamy wybór czy zdecydujecie się na współpracę, walkę w pojedynkę czy solowe popisy. Pierwsze walki zostaną ogłoszone jutro. I jeszcze jedno, możecie próbować marnować czas na poszukiwanie swoich przeciwników, lecz radziłabym poświęcić go na współpracę ze swoją drużyną. To tyle. Możecie się rozejść.- 


Nikt już nie pamiętał o wydarzeniu sprzed ogłoszenia kolejnej rundy turnieju. Szamani opuszczali arenę podekscytowani, żywo rozprawiając o nadchodzących walkach i snując różne scenariusze. Raczej nikt nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że mogliby walczyć przeciw Hao lub w drużynie z nim, choć z dwojga złego, lepiej byłoby z nim, zgodnie z zasadami rundy, niedozwolone były ataki wewnątrz drużyny. Natomiast były takie osoby, które już planowały brutalną zemstę na którymś z popleczników Hao oddzielonym od swoich kolesi.

Nawet wesoła gromadka przemieszczająca się na czele z blond medium była podekscytowana, choć nie każdemu ten rodzaj walki przypadał do gustu.

-Co, boisz się, że ktoś zbierze wszystkie laury z wygranej, krótkomajtku?- zaśmiał się Horo Horo w odpowiedzi na niezadowoloną minę Rena.

-Chciałbyś!- zaczął Ren i kłótnia rozwinęła się na dobre. Yoh przyglądał się temu z szerokim uśmiechem, chichocząc pod nosem.

-Hao-sama, a co jeżeli Opacho zostanie odseparowana?- usłyszał dziecięcy, przerażony głosik. Uśmiech natychmiast zniknął z twarzy szatyna i skierował wzrok w stronę, z której padły słowa. Opacho trzymała się peleryny Hao, ściskając dłoń w piąstkę i wpatrywała się w górę z wyraźnym strachem. Yoh podążył za jej spojrzeniem, na swojego bliźniaka. Wyraz jego twarzy był... dosłownie pusty. Można wręcz odnieść wrażenie, że w ogóle go to nie ruszało, ale fakt, że nie było tego pewnego siebie błysku w oczach sprawił, że Yoh był w stanie wyczytać z niej... troskę? Niepokój? Coś zdecydowanie go dręczyło i słuchawkowy dałby sobie rękę, a nawet głowę uciąć, że chodziło właśnie o Opacho. Yoh zdziwiło, że Hao w ogóle nie reagował na jego myśli, tak jak reagował wcześniej. Starszy w ogóle nie zwracał na nikogo uwagi, a gdy w końcu odsunął się od tłumu wraz ze swoimi poplecznikami, po prostu zniknął w płomieniach.

-Yoh-kun, wszystko w porządku?- spytał Manta, wpatrując się w przyjaciela i tym samym odwracając jego uwagę od pustego miejsca, gdzie przed chwilą stał ognisty szaman.

-Taaak, chodźmy coś zjeść.- odparł, klaszcząc przy tym raz w ręce. 


Kolejna runda, kolejna dieta. Yoh i Horo Horo rozpaczali nad miską ryżu z warzywami obserwując jak Chocolove i Ryu zajadają się pysznymi specjałami knajpy Karima, a Ren spokojnie kończy kaczkę po pekińsku z ryżem. Brak z góry ustalonych drużyn sprawił, że zarówno Anna, jak i Pirika nie naciskały na innych, prócz ich chłopców. 

-Ciekawi mnie kto będzie moim pierwszym sprzymierzeńcem i przeciwnikiem. Dlaczego będą ogłaszać dopiero jutro, tak bardzo nie mogę się doczekać!!!- zawołał Horo Horo niemalże rzucając pałeczkami po skończonym posiłku.

-Prawdę mówiąc, wszyscy są bardzo podekscytowani, włącznie z radą.- powiedział Silva, stawiając przed Anną lemoniadę.

-Co masz na myśli, Silva?- łzy Yoh przestały płynąć w ryż, a on sam zwrócił się w stronę strażnika.

-To pierwszy raz, gdy Trzecia Runda wygląda inaczej. Zasady przyszły od Króla Duchów kilka dni temu. Możliwe, że incydent z Bramą Babilonu doprowadził do decyzji w sprawie nowej wersji tej rundy. W poprzednich Turniejach, szamani faktycznie nie znali swoich przeciwników i przechodzili tylko ci, którym zostało furyoku, ale skład drużyn był wybierany samodzielnie przez zawodników.- wyjaśnił długowłosy, zbierając puste naczynia ze stolików szamanów.

-Królowi Duchów zebrało się na integrację.- skwitował Ren.

-Wydaje mi się raczej, że Król Duchów chce przypomnieć, po co tu wszyscy jesteśmy. Nie po to żeby się nawzajem niszczyć, a żeby wybrać najsilniejszego i najmądrzejszego z nas, który będzie w stanie uratować planetę.- wtrącił Yoh. Silva uśmiechnął się do siebie, słysząc te słowa. W jego oczach wciąż Yoh był najlepszym kandydatem na koronę szamana. Nie mógł tego jednak wypowiedzieć na głos, ale miał nadzieję, że kiedyś mu pogratuluje i wtedy przyzna, że od początku to w nim widział.

-A właśnie Silva, widziałeś gdzieś mojego ojca?- spytał nagle Yoh, przypominając sobie, że koniecznie musi go o coś zapytać. Nim sędzia zdążył się odezwać, Mikihisa zawisł głową w dół z sufitu, powodując, że Yoh aż przewrócił się z krzesłem do tyłu, przyciągając tym samym pełne politowania spojrzenie blondynki.

-Dziwna rodzina...- wymamrotał Chocolove.

-Asakurowie. Tam chyba nikt nie jest normalny. To chyba dlatego Ren dobrze dogaduje się z Yoh, ciągnie swój do swego.- zaśmiał się niebieskowłosy. I kolejna kłótnia.

-O co chodzi, Yoh?- spytał Mikihisa, ignorując zamieszanie tuż obok niego. Słuchawkowy podniósł się z ziemi i położył dłoń na pazurach przyczepionych do naszyjnika.

-Czy wiesz kim dokładnie był Matamune?- spytał i od razu wyczuł zmianę w nastroju Mikihisy, nie trzeba było widzieć jego twarzy. Mężczyzna nie odezwał się przez krótką chwilę, decydując co ma zrobić. Uznał w końcu, że skoro Yoh zadał pytanie wprost, nie będzie go okłamywał. Mógłby powiedzieć, że nie zna historii i pozostawić decyzję Kino, która najlepiej znała nekomatę, ale Yoh nie zasługiwał na kolejne kłamstwa.

-To nie jest rozmowa na teraz i tutaj. Pogadamy, gdy wrócicie do swoich domków.- odparł w końcu, a powaga w jego głosie uciszyła sprzeczkę obok. Yoh skinął głową ze zrozumieniem. A więc jednak coś się za tym kryło.


-A więc chcesz poznać historię Matamune....- zaczął Mikihisa, gdy Yoh, Anna i Manta zajęli miejsca w salonie ich domku. Anna, choć nie wiedząc jeszcze jak bardzo się myli, stwierdziła, że Matamune to historia rodziny Asakura, która nie ma nic wspólnego z Hao, więc nie ma potrzeby, by wszyscy jej wysłuchiwali. Yoh wtedy nie zaprotestował, na razie wolał sam poznać prawdę, gdyby od razu wyjawił skąd wzięło się to pytanie, to pewnie nie byłaby tak stanowcza.

-Tak. Matamune powiedział, że służył klanowi od ponad tysiąca lat, opowiadał mi też o swoim panie, którego zdradził. A teraz Hao dziwnie zareagował, gdy zauważył mój naszyjnik, który mi został po Matamune. Oni się znali, prawda?- wyjaśnił Yoh, kończąc swoją wypowiedź pytaniem, na które w sumie znał już odpowiedź. Anna spojrzała na narzeczonego z zaskoczeniem, ale nic nie powiedziała.

-Cóż, sam nie znałem za dobrze Matamune, twoja babcia za to była z nim dość blisko, ale myślę, że znam większą część historii.- zaczął Mikihisa. -Zgadza się, Matamune i Hao znali się. Pan, o którym wspominał, to Hao, a naszyjnik z trzema pazurami niedźwiedzia, który nosisz, to jedyne co pozostało po ich więzi.- 

Mikihisa przynajmniej nie owijał w bawełnę i od razu udzielił odpowiedzi. Yoh zacisnął mocno usta, ale jeszcze się nie odezwał, natomiast Anna bacznie go obserwowała. Wiedziała, ile Matamune znaczył dla słuchawkowego i taka informacja mogła być dla niego bardzo trudna. Manta natomiast nie miał pojęcia o co chodzi. Był tu, bo Yoh tego chciał.

-Hao znalazł Matamune, gdy ten jeszcze żył. Kociak przechadzał się po polach zasłanych trupami. Hao ocalił Matamune od śmierci i przygarnął go. Z opowieści Kino wynika, że Matamune stał się jedyną istotą, której Hao bezgranicznie ufał. Gdy go przygarnął już był wielkim onmyoji, a pomimo to, gdziekolwiek się nie udał, Matamune mu towarzyszył. Po śmierci kota, Hao zmienił go w Goryoushin*, zamykając swoje furyoku w naszyjniku, który teraz na sobie nosisz. Jednak zadaniem Matamune nie była ochrona stolicy, a ochrona samego Hao. Wciąż wszędzie mu towarzyszył, ale już jako nekomata, zaznajomiony i nauczony technik swojego pana.- opowiadał.

-Byli przyjaciółmi...- mruknął cicho Yoh.

-Tak, w pewnym sensie tak. Przyjaźń w okresie Heian była czymś rzadko spotykanym i wyglądała zupełnie inaczej. Matamune wciąż był sługą Hao. Gdy Hao zaczął tracić zmysły, a jego egocentryzm i pragnienie nieskończonej władzy, a także marzenie zniszczenia ludzkości, klan Asakurów wyparł się go, a Matamune... Matamune zdecydował stanąć po ich stronie i opuścił Hao. Później pomógł w pokonaniu go. 500 lat temu współpracował z Yohken'em i razem pokonali Hao w wcieleniu Patch. To wszystko, co wiem.- zakończył Mikihisa. 

Młody Asakura siedział przez chwilę w ciszy, łącząc teraz wszystkie fakty ze sobą.

-Matamune bardzo żałował swojego czynu. Kiedy jechałem z nim za Oh-Oni i Anną, opowiedział mi o swoich wątpliwościach. Powiedział, że miał kogoś, kogo chciał chronić, ale stracił w niego wiarę i żył w wyrzutach sumienia przez te tysiąc lat. Mówił, że nie chodziło o to, czy był dobry, czy zły, a o to że stracił w niego wiarę i zostawił go, zamiast mu pomóc. Teraz wiem, że mówił to o Hao.- powiedział cicho. Anna zacisnęła dłonie w pięści, wydarzenia z tamtej nocy i poczucie winy dotyczące odejścia nekomaty do tej pory ją dręczyły.

-Ale Yoh...- zaczął Manta, dostrzegając, że Yoh zaczyna okazywać dziwne zrozumienie wobec Hao.

-Matamune powiedział, że to co działo się wtedy z Anną, działo się z jego panem. Że to dokładnie to samo, ale wtedy nie wiedział co robić. Obiecał mi pomóc ratować Annę i chronić ją przed tym samym losem, który spotkał jego pana. Anna... Hao dzisiaj słyszał moje myśli.- Yoh zwrócił się w stronę blondynki i wtedy dostrzegł jej wyraz twarzy. Natychmiast zrobiło mu się źle, że ten temat w ogóle został poruszony.

-Reishi.- mruknął Mikihisa.

-Moc samotnych.- dodała Anna.

-Czy ktoś mi może wyjaśnić o co chodzi?!- wrzasnął Manta. Słuchawkowy natychmiast przeniósł na niego wzrok, ale pierwsza odezwała się Anna.

-Moi rodzice porzucili mnie, gdy dostrzegli moje moce. Przygarnęła mnie babcia Yoh i zaczęła szkolić na medium. Odrzucenie, którego wtedy doznałam, nienawiść, która mnie otaczała spowodowały, że dobrowolnie wybrałam samotność, której też nie znosiłam. Moja moc duchowa zareagowała aktywując Reishi. Umiejętność czytania w ludzkich sercach i umysłach. Wydaje się brzmieć użytecznie, lecz to nie jest coś, co można kontrolować. Słyszysz wszystkich, chyba, że ktoś potrafi ustawić barierę własnego umysłu. Poza tym, nie ma wyjątku. Nieustannie towarzyszy ci hałas w głowie, a poznając ludzkie okrucieństwo tlące się sercach...- Anna starała się mówić bezemocjonalnym głosem, jakby po prostu prowadziła zajęcia, a nie mówiła o swojej przeszłości. -Rodzina Yoh wybrała mnie na jego narzeczoną widząc mój potencjał. Gdy Yoh zjawił się w Aomori, raczej nie chciałam go znać.-

-Heh, uparcie życzyłaś mi śmierci.- zażartował Yoh, jednak natychmiast umilkł, widząc jej ostrzegawcze spojrzenie i pozwolił jej kontynuować.

-Przez Reishi starałam się nie wychodzić z domu. Gdy dobre serce zaczyna przepełniać zło, przyciąga to, a raczej tworzy demony. Gdziekolwiek się nie udałam, one były wszędzie. Więc unikałam wychodzenia do ludzi. Yoh mimo odrzucenia starał się do mnie trafić i przekonał mnie, by iść do świątyni w noc sylwestrową. Wszystkie ludzkie myśli, marzenia i żądze spowodowały, że stworzyłam ogromnego demona.- mówiła, a Manta bał się okazać jakąkolwiek reakcję na jej słowa. Był ciekaw całej historii i bał się, że jeśli chociaż drgnie mu brew, to Anna przestanie opowiadać.

-Oh-Oni porwał Annę, a jej serce powoli zaczęło ulegać zmianie. Powtarzała, że nienawidzi i zniszczy wszystkich ludzi, a Oh-oni z radością chciał jej służyć.- wtrącił Yoh, wiedząc, że następna część jest najtrudniejsza.

-Moje poglądy w tamtej chwili były dokładnie takie same, jak Hao. Gdyby tego dnia Hao po mnie przyszedł, dziś byłabym pewnie pod jego wpływem.- dodała tak pewnym tonem, że Mantę aż zmroziło. Anna po stronie Hao... To byłby ich koniec.

-Więc... Jak to się stało...- zaczął niski.

-Tylko mocą innego demona, jesteś w stanie zabić drugiego. Demon zabija demona. Od tego są Shikigami. Matamune kazał mi wykonać Hyoi Gattai, tym samym pozbawiając go resztek furyoku. Został mi po nim tylko ten naszyjnik.- wyjaśnił słuchawkowy.

-A Anna?-

-Poświęcenie Yoh i Matamune wstrząsnęło mną wystarczająco by obudzić się z zamroczenia. Stanęłam po ich stronie.- odparła wciąż spokojnie.

-A Reishi... Czy ty wciąż...-

-Nie. Reishi to moc samotnych. Gdy dopuszczasz do siebie innych, pomimo doświadczeń wyniesionych z posiadania mocy, zaczynasz im ufać i sam przed sobą przyznajesz, że powierzyłbyś im swoje życie, Reishi znika. Nie możesz jej kontrolować, gdy jest, ale to od ciebie zależy, czy będzie aktywna. - Anna wzruszyła ramionami, dzielnie ukrywając swoje prawdziwe emocje związane z tą historią.

-Co jednak jest nie lada wyczynem. Reishi, tak jak wspomniała Anna powoduje, że do czystych i niewinnych serc wkrada się mrok, a jego właściciel cierpi i zatraca się w nim. Gdy serce pochłonie ciemność, nie ma już odwrotu.- wtrącił Mikihisa, podkreślając ostatnią część wypowiedzi.

-Czyli... Skoro Annie przydarzyło się to samo, co Hao...- Manta spojrzał na Yoh, domyślając się co Mikihisa miał na myśli w zakończeniu swojej wypowiedzi.

-Serce Anny nie przeszło wtedy całkowicie na stronę ciemności. Yoh zdołał ją zatrzymać. To tak, jak ze spadaniem w przepaść. Yoh chwycił Annę zanim spadła i wyciągnął ją z ciemności. Hao już do niej wpadł i spędził w niej ponad tysiąc lat. Na to już nic nie poradzimy.- zakończył stanowczo Mikihisa. Niepokoiło go, że Yoh milczał. Zaczynał się zastanawiać, czy to dobrze, że chłopak poznał prawdę.

-Myślę, że na dzisiaj koniec już tego dobrego.- zarządziła Anna, tonem nie znoszącym nawet odrobiny sprzeciwu. Młody szaman wciąż się nie odzywał, więc Mikihisa jedynie pożegnał się z młodymi. 


Gdy Manta zajął łazienkę jako ostatni, Anna ubrana w yukatę postanowiła zaczerpnąć świeżego powietrza. Wspomnienie tamtego zimowego dnia były najgorszymi, jakie kiedykolwiek posiadała. I okazało się, że nie tylko ona potrzebowała tego powietrza.

-Co chcesz zrobić?- spytała podchodząc do Yoh, stojącego na werandzie, opartego przedramionami o płotek i wpatrującego się w gwiazdy.

-Jeszcze nie wiem. Ale na pewno go nie zabiję.- odpowiedział cicho.

-Yoh, zdajesz sobie sprawę z tego, że Mikihisa może mieć rację? Hao, którego żałował Matamune może już tam dawno nie być.- blondynka stanęła obok niego. -Podjęcie próby ocalenia go może spowodować jego wygraną.-

-Nawet jeśli go zabijemy, to co z tego. Za każdym razem, gdy się odradza, jest silniejszy. W końcu i tak wygra. 1000 lat temu Matamune nie wiedział, że była szansa by go uratować. Może tak samo nie wiemy, że wciąż można go z tego wyciągnąć. Zobacz, jak troszczy się o Opacho. Ktoś przesiąknięty złem nie wychowywałby dziecka, tylko je zniszczył. Zwłaszcza, że jest słaba, a on nie chciał słabych szamanów.-

-Może i tak, ale pamiętaj, że Opacho to malutka dziewczynka, a opanowała już więcej technik, niż ty, gdy byłeś rok od niej starszy. Słaba jest teraz, ale Hao może wiedzieć, że gdy dorośnie będzie potężna. Nie doszukuj się w tym dobroci.- 

-Nie byłbym wtedy sobą.- odparł z szerokim uśmiechem. Blondynka westchnęła ciężko i delikatnie odwzajemniła ten gest.

-Masz wygrać Turniej. I nie dać się zabić. To prowadzi do posłusznego trenowania. A resztę pozostawiam tobie. Kładź się, jutro zaczynasz nowy trening.- powiedziała, zostawiając chłopaka samego. Nie miała zamiaru go powstrzymywać, to prawda, że jeżeli ktoś mógł udowodnić rację Yoh, to właśnie on sam. 

-Znajdę inną drogę.- mruknął Yoh do siebie, nim również udał się do sypialni.


*Goryoushin - Shikigami stworzony przez onmyouji (wróżbita/egozrcysta), którego zadaniem była ochrona stolicy przed innymi demonami.

======================

Ponownie wstawiam część do tego opowiadania, nie do Demona. Niestety, mam zawalone weekendy i za chwilę jadę do rodziców, na urodziny mamy, więc znowu nie poprawiam zbytnio błędów. W przyszły weekend nie mam żadnych planów, więc postaram się napisać nową część do Demona. Bardzo przepraszam, ze tyle na nią czekacie, ale jest ona naprawdę dla mnie ważna i nie chcę, by cokolwiek tam wyglądało na wymuszone.