niedziela, 22 maja 2022

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Klątwa [Koniec sezonu 1]

 Na zewnątrz nie zaczęło jeszcze świtać, ale w posiadłości Asakurów nikt nie zamierzał już wracać do łóżka.

Yoh zniknął. 

Zabrał broń, jedzenie, trochę ubrań. Jego energia była niewyczuwalna. Yohmei, Keiko i Tamao siedzieli w jadalni w milczeniu. Pożar świątyni został ugaszony, ale w powietrzu, nawet w posiadłości wciąż czuć było swąd ognia, a na zewnątrz unosił się dym. Popykanie fajki i ciche szlochy różowowłosej były jedynymi dźwiękami. Nikt się nie odzywał przez już prawie godzinę. Każdy próbował przetrawić, co właśnie się stało. Najstarszy był na siebie zły, za to, że pozwolił Yoh na kontynuację swoich planów. Kto wie, może to właśnie o to chodziło Hao. Widząc, że przegrywa z siłą przyjaźni, wypuścił Yoh wraz z kawałkiem własnej duszy, by później go wykorzystać. A on do tego dopuścił. Ledwie pokonali jedno zło tego świata, zaczęło tworzyć się kolejne. Tak, Yohmei nie widział innego wyjaśnienia, jak plan Hao. Zagrał im wszystkim na nosie. A może Yoh już nie istniał, może ich przodkowi udało się po prostu opanować ciało słuchawkowego, aż stali się jednym, tak jak chciał. Jedynie nie w tym ciele. Zabawne, że Yoh przecież nie mówił nic szalonego, nie zaczął odgrażać się ludzkości, a Yohmei osądził, że chłopak jest stracony.

Tamao zaś usilnie próbowała dostrzec co się stało, bądź stanie z chłopakiem. Niestety, była zbyt roztrzęsiona. Nie mogła uwierzyć, że jej wizja się sprawdziła i na własne oczy ujrzała Yoh, który siebie już nie przypominał. Obwiniała się, że nie porozmawiała z nim, zarówno przed ujawnieniem wizji Yohmei, jak i po. Przecież wiedziała, że jej szuka, dlatego go unikała. Może wspólnie zapobiegliby temu wydarzeniu. Wciąż myślała, że to musi być jakiś zły sen. Czy to możliwe, by zawsze opanowany Yoh zmienił się tak bardzo? Przed jej oczami znów stanęła jego twarz, oświetlona blaskiem ognia i to puste, acz bezwzględne spojrzenie, które dosłownie odziedziczył po bracie. To było niemożliwe. Za tym wszystkim musiało kryć się coś więcej. Może gdyby Anna tu była, przemówiłaby mu do rozsądku.  Jej różowe oczy zwróciły się w stronę matki chłopaka, która właśnie szmatką zbierała przelaną herbatę. 

-Nie trzeba było go dopuszczać do tych ksiąg. Miałeś racje, ojcze.- powiedziała Keiko, a najstarszy jedynie coś odmruknął. Tamamura wiedziała już, że straciła jedynego sojusznika, jedyną osobę, która mogła ją wesprzeć w nadziei, że do młodego Asakury da się jeszcze jakoś dotrzeć. 

-Jeżeli Yoh stanie się taki jak Hao, nie wiem, czy ktokolwiek zdoła go pokonać.- mruknął Yohmei, a Tamao podniosła gwałtownie głowę, słowo "pokonać" nie zabrzmiało, jakby tylko pokonanie miało oznaczać. A bardziej jako synonim czegoś znacznie gorszego.

-Chcecie go zabić?- jej głos drżał z niedowierzania. To nie mogła być prawda. Ponownie zapadła głucha cisza, po kilku sekundach przerwana przez szlochanie Keiko. Tamao spojrzała najpierw na nią, a potem na swojego mistrza. -Marco go sprowokował! Przecież widzieliście!  Zmienił się, ale to nie znaczy, że stał się mordercą, Yoh by nigdy...-

-Dosyć, Tamao! - przerwał jej Yohmei - Obawiam się, że nie mamy wyboru. Gdyby Yoh miał wciąż dobre zamiary, dlaczego by stąd uciekał? Zagłębiając się w te księgi, musiał ulec woli Hao, to samo zagrożenie pochodziło z Cho-senjiyakketsu, ale tamta była tylko jedną księgą. Nie możemy po prostu czekać, aż Yoh otwarcie powie o swoich zamiarach, bo wtedy może już być zbyt silny.- odparł starzec i wzdychając ciężko, podniósł się z krzesła, przechadzając powoli w stronę okna. Przez moment wpatrywał się w jaśniejące już niebo. Tamamura nie mogła w to uwierzyć. Była przyzwyczajona do wyszukiwania dobroci, sposobu na nawrócenie kogoś na właściwą drogę. Tak, jak to robił Yoh. Był kompletnym przeciwieństwem innych, oni już zdążyli go skreślić. Szukali zła, a nie dobra. Oprócz niej. Czy ona jedyna wciąż wierzyła w Yoh? 

-Jak mogliście tak szybko go przekreślić? - pisnęła, nie spodziewając się, że zdobędzie się na odwagę. Ale tylko ona mogła coś zrobić. -Jeśli teraz go zostawicie... to na pewno stanie się drugim Hao.- powiedziała, patrząc przede wszystkim na Keiko, ale ta zacisnęła oczy i jedną z dłoni w pięść.

-Tamao, dusza Yoh to kawałek Hao. Yoh i Hao to jedna osoba. Nie możemy wykluczyć, że część osobowości Hao z tego wcielenia została w nim i to ona teraz nim kieruje. Musimy przygotować się na najgorsze.- westchnął, masując skroń palcami. Słońce powoli zaczęło pojawiać się za wzniesieniami, barwiąc niebo na ogniście czerwone barwy. Jego słowa wciąż nie przekonywały młodej uczennicy. Dziewczyna zdawała sobie jednak sprawę, że jest bezsilna i bała się podjąć jakiekolwiek kroki sama. Nie pozostało jej nic innego jak czekać na rozwój wydarzeń, może na powrót Kino, choć ta na pewno nie stanęłaby po jej stronie. 


Stara medium wróciła już następnego dnia, jednak atmosfera, która ją zastała, z niemała ją zaskoczyła. Nie potrzebowała oczu, by wyczuć nieobecność najważniejszej wśród nich osoby, a jednocześnie smutku, rozgoryczenia i wściekłości u pozostałych.

-Czy ktoś umarł?- spytała, gdy tylko przekroczyła próg jadalni, w której reszta próbowała konsumować posiłek. Próbowała, bo od wczoraj nie za bardzo to komukolwiek szło. Yohmei po krótce opowiedział małżonce, co zaszło podczas jej nieobecności. Jednocześnie, zapaliło się światło nadziei, że Kino przyniosła jakieś dobre wieści, na temat stanu Anny. Blondynka mogła być jedyną osobą, która dotarłaby do Yoh. W gruncie rzeczy Yoh na pewno poczuł się osamotniony, nic innego nie aktywowałoby Reishi, a kto jak nie Anna poradziłby sobie z tym lepiej. I z samym Yoh.

-A jakie wieści przynosisz ty, droga Kino?- spytał w końcu Yohmei. Staruszka westchnęła ciężko i zacisnęła obie dłonie na lasce. Zaistniała sytuacja całkowicie wymknęła się spod kontroli. Jej reakcja szybko zgasiła ten mały płomyk nadziei, który dopiero co gdzieś tam się tlił. -Nie znalazłaś nic?-

-Znalazłam.- powiedziała chłodno. -Wiedziałam, że gdzieś już widziałam ten znak. Jednakże był on związany z praktykami, które, ze względu na ogromne straty wśród Itako zostały zakazane. Itako i tak sporo wycierpiały z rąk rządów japońskich, które nie za bardzo chciały kultywowania naszych tradycji, a to tylko przysporzyło dodatkowych strat.- zaczęła, wyciągając przed siebie czarno białe zdjęcie niewidomych kobiet w różnym wieku, wszystkie ze znakiem na czole, takim samym jak u Anny i nieprzytomne.

-W czasie II Wojny Światowej, wielu Japończyków zwracało się do Itako z prośbą o kontakt ze zmarłymi żołnierzami, lub rodzinami z Okinawy, lub Iwo-jimy. Zdarzało się jednak, że przychodzili ludzie, którzy po prostu nie otrzymywali wiadomości od bliskich i kłamali w sprawie ich śmierci. Czasami oczywiście był to przypadek. Rodzinie zgłaszano śmierć, a tak naprawdę dana osoba była jeńcem wojennym.- Kino przerwała na chwilę, by zaczerpnąć łyka zielonej herbaty, podanej przez Keiko, nikt jednak nie śmiał się w tym momencie odezwać. -Jeżeli Itako spróbowała wywołać ducha osoby żyjącej, mantra odbijała się i uderzała w medium klątwą. Karą za próbę rozdzielenia ciała od duszy. Uprzedzając wasze pytania, Hao odbierający duszę Yoh, mimo iż ten żył, to coś innego. Dusza Yoh jest częścią Hao. Tu mamy do czynienia z obcymi sobie duszami. Itako była w ten sposób karana za łamanie praw natury i mocy, którą otrzymujemy od kami. Efektem takiej klątwy była duchowa śpiączka, którą pieczętował znak na czole przeklętej.- Yohmei przeniósł wzrok na zdjęcie.

-Czy jest jakiś sposób na zdjęcie tej klątwy?- spytała Keiko.

-Tak. Jeden.- westchnęła głęboko staruszka. -Osoba, której dusza była wzywana, również nosi znak, ale na dłoni. Ta osoba musi osobiście i dobrowolnie zdjąć klątwę łącząc ze sobą oba znaki w akcie przebaczenia.- mruknęła, po chwili kontynuując. -To dlatego tak wiele nas przepadło. Najcięższe czasy przyszły po atakach na Hiroshimę i Nagasaki, ale w czasie nalotów dywanowych też nie było łatwo. Najmłodsze z nas trzymano z dala, by nikt nie mógł nas wykorzystać. Itako ubywało niczym mrówek po zatruciu ziemi. Dlatego zakazano udzielania pomocy tym, którzy szukali rodzin zamordowanych na wojnie, lub zabitych w atakach. Przez pewien czas całkowicie wstrzymano kontakty z zaświatami, by ludzie nie mogli nas okłamywać. Tłumaczyliśmy to obecnością wojsk amerykańskich, które nas kontrolowały. W istocie niezbyt ich to obchodziło, nie mieli zamiaru niszczyć naszej kultury. Jednak był to dobry argument.- 

-A więc wystarczy znaleźć tego, którego Anna próbowała wezwać!- zawołała Tamao, prostując się w  lekkim, znacznie przedwczesnym entuzjazmie.

-Tak? Zastanów się, Tamao...- warknęła kobieta, zaciskając palce mocniej na lasce, przysuwając ją bliżej swojego podbródka. -Anna korzystała z zaklęcia z księgi Hao, by stworzyć potężną barierę. Prawdopodobnie jej celem było zamknięcie w niej silnego ducha. Jak myślisz, kogo mogła próbować wezwać?- wysyczała. Yohmei gwałtownie pobladł, dłoń Keiko zatrzymała się z kubkiem w drodze do jej ust. 

-Chyba nie myślisz...- zaczął mężczyzna.

-On żyje. Choć ledwo.-  usłyszeli nagle znajomy, męski głos w wejściu do pomieszczenia.

-Mikihisa!- Keiko poderwała się z krzesła i rzuciła w ramiona męża. -Jak dobrze, że wróciłeś...- wymamrotała, wtulając się w jego ramiona.

-Jestem Keiko- powiedział cicho, przytulając ukochaną do siebie, po chwili położył dłonie na jej ramionach i odsunął delikatnie. -Gdzie jest Yoh?- spytał, a kobieta zacisnęła mocno usta, starając się od razu nie rozpłakać. 

-On... zniknął. Ja...- zaczęła.

-Wiecie, gdzie może być?- spytał towarzyszący Mikihisie Silva. Keiko przeniosła na niego wzrok z zamiarem odpowiedzi, lecz jej uwagę przyciągnął nie strażnik plemienia, a to, co znajdowało się na grzbiecie jego wilczego stróża . Leżał na brzuchu, głowa zwisała luźno, a przez środek twarzy przechodził zaschnięty ślad krwi, przykrywający potężną ranę, która prawdopodobnie sięgała również do torsu. Włosy miał posklejane i oblepione krwią, a peleryna była poszarpana i zaplamiona. Na zwisającej dłoni widniał znak, niczym wytatuowany, ten sam, co na czole Anny.

-Gdy Anna próbowała go wezwać, wyczuliśmy w pobliżu Patch Village jego energię. Chwilę później otrzymaliśmy też wiadomość od Yohmei. Znaleźliśmy go kilka kilometrów od wioski. Ledwo żyje, ale żyje. - wyjaśnił Mikihisa, widząc, że jego żona już dostrzegła bezwładne ciało.

-Hao....-


=======

A to było spodziewane? :) No i jest! Ostatnia część pierwszego sezonu! Mamy to! W starym anime jest ten urok, że jest bardzo otwarte zakończenie dzięki przerwaniu i można sobie kminić, co mogłoby być dalej, ale ostatni odcinek nowego nie zawiódł ani trochę. Od razu uprzedzam, że klątwa Itako jest całkowitym wymysłem (chyba XD) więc nie ma sensu jej szukać. 

Jeśli chodzi o kolejny sezon... Rozważam przeniesienie się na wattpada, tam chyba więcej osób by czytało i może komentowało, a nawet jeśli nie to i tak będę kontynuować bo pisanie tej historii sprawia mi ogromną przyjemność. I ogólnie pisanie. Jednocześnie dziękuję za wszystkie komentarze do tej pory! Jesteście super!

Swoją drogą, zachęcam do zakupu magazynu Torii, ostatnich dwóch numerów, znajdziecie tam moje artykuły m.in. w obu o Abe no Seimei'u, pierwowzorze Hao. 

Aomori, mam nadzieję, że nie złamałam Ci serducha przemianą Yoh! 

piątek, 29 kwietnia 2022

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Przebudzenie

 Amidamaru zmaterializował się obok Yoh niemal natychmiast. Nie było dobrze, nagła obecność Marco, który najwyraźniej skądś dowiedział się o naukach, które Asakura aktualnie pobierał, nie mogła zwiastować niczego dobrego. W dodatku Yoh był właściwie bezbronny. Nie wziął przecież ze sobą ani Harusame, ani Futunomitama no Tsurugi, a jego ciało wciąż było poważnie uszkodzone po poprzednich walkach.

-Dowiedzieliśmy się, że planujesz znów uczyć się ze zbiorów Hao. Przybyłem sprawdzić, czy to prawda.- mruknął Marco, palcem wskazującym poprawiając swoje okulary. 

-Nic wam do tego. To sprawa rodzinna, Marco. Hao odrodzi się za 500 lat, po kolejnym treningu w piekle, a wtedy może już być niepokonany. Muszę znaleźć inny sposób niż morderstwo. Wiem, że nie jesteś w stanie pojąć takiego rozumowania, ale miałem nadzieję, że po tym, jak zabiłem własnego brata, jesteście skłonni jednak zawierzyć mojej intuicji.- odparł Yoh niechętnie.

-Wciąż pozostajesz częścią jego duszy. Jeśli zanadto zbliżysz się do jego poglądów, staniesz się taki jak on. Będziesz kolejnym zagrożeniem, które trzeba będzie zlikwidować.- 

-Ja naprawdę uważam, że powinniście zacząć pilnować swojego własnego nosa, Marco. Hao jest moim bratem i zrobię wszystko, by oczyścić jego serce ze zła, które go opanowało. Nie uczę się z tych ksiąg jedynie jego technik, ale też o jego pierwszym wcieleniu, zanim oszalał. Był zupełnie inny i wierzę, że tamten Hao gdzieś jest. Zostanę Królem Szamanów i znajdę sposób na jego nienawiść, a za 500 lat upewnię się, że nie zrobi nic głupiego.- mówił Yoh pewnym i chłodnym tonem. Blondyn zmarszczył brwi na dźwięk jego słów.

-A więc nie mam wyboru. Muszę cię powstrzymać przed kontynuacją treningu.- tak jakby słowa młodego szamana po prostu wyleciały drugim uchem, Marco wyciągnął przed siebie pistolet.

Yoh nie miał zbyt dużego wyboru. Szybko połączył się w jedność z Amidamaru, by spróbować chociaż wykonać unik, gdy tylko pojawił się Michael. 

-Co robimy Yoh? Długo tak nie damy rady.- słyszał szatyn w swojej głowie.

-Nie wiem. Nie chcę go atakować używając mocy żywiołów, dopiero wtedy oszaleje.- odparł Yoh, odskakując i próbując kupić sobie czas, chowając się za Marco. Przecież duch stróż nie zaatakuje, gdy może zranić swojego szamana. Niestety, nie przewidział, że ten miał zupełnie inny plan i właśnie takiego ruchu od młodego Asakury oczekiwał. 

Niemalże natychmiast po lądowaniu na ziemi, Yoh usłyszał za sobą donośny wybuch, a ciemność nocy rozjaśnił błysk ognia. Jego oczy się rozszerzyły. Nie chciał się oglądać za siebie, nie chciał widzieć tego, co spodziewał się zobaczyć. Modlił się, by okazało się, że po drodze do domu zemdlał i był to jedynie zły sen.

-Problem załatwiony.- powiedział Marco i odsunął się z zamiarem odejścia. W posiadłości Asakurów zapaliły się światła. Yoh stał skamieniały, po chwili jednak odwrócił głowę. To, co zobaczył, wywołało w nim szał, a po chwili poczuł nagłą pustkę. Przysiągłby, że coś w jego duszy zaśmiało się złowieszczo. Jego serce i umysł zalał mrok. Patrzył na zawaloną świątynię Hao, Michael musiał wystrzelić i uderzyć w sam jej środek, stała w płomieniach pożerających jej ruiny od wewnątrz. A wejście było zawalone kamieniami. Amidamaru w jedności krzyczał, by Yoh po prostu wycofał ogień ze świątyni, ale szaman był na to głuchy. Marco po raz kolejny wykonał ruch, którego nie rozumiał, jednocześnie odbierając Yoh możliwość kontynuacji nauki, porozmawiania z jego przodkiem po raz ostatni, a potem może nawet i odrodzenia się wraz z bratem. Chciał zachować księgi i nauczać z nich rodzinę, by jego potomkowie nie popełniali tych samych błędów. Chęć zemsty zawładnęła Yoh, a chwilę później przerodziła się w coś zupełnie innego. Siłę i bezwględność.

Oczy Yoh zabarwiły się na czerwono, a drogę Marco zagrodziła nagle ściana ognia.

-Co?- nie zdążył się nawet odwrócić, gdy Yoh za nim już nie było, a chłopak wynurzył się z płomieni, które stworzył, wymierzając Włochowi potężny cios w brzuch. Gwałtowny podmuch wiatru, który temu towarzyszył, wyrzucił go na kilka metrów, w stronę płonącej świątyni. Blondyn uniósł się do siadu, a w jego oczach pojawiło się zaskoczenie. Po raz pierwszy widział Yoh w takim stanie. Na tle płomieni, które wyraźnie go słuchały, wyglądał zupełnie jak...

-Hao...- warknął, podnosząc swój pistolet ponownie, lecz zanim wykonał kolejny ruch z ziemi wyrosły grube pnącza, owijające się wokół jego ręki tak ciasno, że dłoń automatycznie się otworzyła, wypuszczając broń.

-Mój brat nie żyje.- warknął Yoh, zbliżając się powoli w stronę powalonego na ziemię blondyna. -I to wina was wszystkich. Mogłem go uratować, obudzić drzemiące w nim dobro. Wy wszyscy nie daliście mi wyboru. Gdybyście pozwolili mi działać bez wtrącania się, znalazłbym sposób. Zawsze znajdowałem. Chciałem to naprawić, by za 500 lat ludzkości nie spotkała katastrofa. Zawiodłem jego, zawiodłem całą ludzkość. Bo wy wszyscy musieliście się wtrącać. Jestem jego częścią, tylko ja mogłem to zrobić. Zabiłem go i skazałem ludzkość na zniszczenie po następnym Turnieju. Chciałem to naprawić, a ty wszystko zaprzepaściłeś. Po raz ostatni- mówił Yoh. Płomienie wypływające z wnętrza świątyni zmieniły kształt, tak jakby niczym tsunami otwierały się nad sylwetką leżącego Marco.

-Żałosne. (czyt. chitchina)- warknął szatyn, z zamiarem spalenia Marco żywcem, lecz zanim zdążył cokolwiek zrobić, coś uderzyło w niego z ogromną siłą. Jego ciałem cisnęło o drzewo, po którym osunął się na ziemię, a pierwsze, co przyciągnęło jego wzrok... to banda liściastych Shikigami. Chłopak zacisnął mocno pięści i zwrócił gniewny wzrok w stronę Yohmei, za którym stała przerażona Tamao i Keiko.

-Yoh! Co ty wyprawiasz?- wrzasnął jego dziadek. Marco w tym czasie zdążył się podnieść i niczym tchórz zbiec, korzystając ze skupienia uwagi Yoh na rodzinie.

"Nie poznaję go, to spojrzenie w jego oczach. Czyżby ojciec miał rację?" usłyszał z myśli matki. Lecz to nie był wiatr.

"Moja przepowiednia się sprawdziła. Yoh-sama, nie idź tą drogą." myśli Tamao dołączyły do tych Keiko, a chwilę później Yohmei. "Wiedziałem, że tak się stanie. Mówiłem, by to przerwać. Przecież nie zabiję własnego wnuka."

Yoh złapał się za głowę, gdy ich myśli zaczęły go zalewać. Więc to było Reishi? Ta moc, która nękała Annę i Hao?

-Dlaczego nie? Przecież już raz chciałeś mnie zabić?- warknął Yoh, trzymając się za skroń.

-Synku, co ci jest?- Keiko chciała zrobić w jego stronę krok, ale Yohmei zatrzymał ją laską. Wiedział, że Yoh odpowiadał na jego myśli, ale po trzymaniu się za głowę i bolesnym, zdezorientowany wyrazie domyślał się, że to nie moc wiatru umożliwiła ich poznanie.

-Nie podchodź do niego.-

-Bo co? Nie skrzywdziłbym własnej rodziny.- powiedział Yoh, podnosząc się z ziemi i patrząc na nich. Jednak jego oczy były zupełnie inne. Teraz wyglądał, jakby Hao ściął włosy. Wcześniej rozróżniał ich wyraz twarzy. Yoh, niemal zawsze pogodny, a oczy Hao błyszczały bezwzględnością. -Ah, nie. Przecież już to zrobiłem. Przez was.- warknął szatyn. Jego wzrok padł na płonącą świątynię.

-Teraz nic mnie tu nie trzyma.- warknął, patrząc na trójkę, która już nic dla niego nie znaczyła. Nawet matka. I zniknął.


Nie wiedział, kiedy nauczył się teleportacji, kiedy wszystkie żywioły zaczęły go słuchać i dlaczego. Nie obchodziło go to. Pojawienie się reishi miało sens, miał do tego "genetyczne" predyspozycje, a poza tym zdrada ze strony najbliższych i utrata Anny sprawiły, że czuł się samotny, jak nigdy wcześniej. Zmaterializował się w swoim pokoju. Spakował najważniejsze rzeczy, zabrał broń, ale przed opuszczeniem domu skierował się jeszcze w stronę pokoju Anny. Widząc ją nieprzytomną, gniew na chwilę ustąpił miejsca bezsilności.

-Kiedyś po ciebie wrócę. Znajdę sposób, żeby cię obudzić.- powiedział, nachylając się nad blondynką i składając na jej ustach krótki, czuły pocałunek. Chciał zostać z nią jeszcze trochę, ale nie mógł ryzykować powrotu rodziny. Spojrzał na nią po raz ostatni, nim znów zniknął. Nie wiedział jeszcze gdzie się udać, ale miał już pewne pomysły.

Amidamaru podążał za nim, obiecał wszak zawsze go chronić i być z nim na dobre i na złe. Jednakże nawet on nie poznawał swojego szamana. Nie wychylał się, pozostał niewidoczny, umieszczony w ihai, w kieszeni Yoh. Samuraj wiedział, że jego przyjaciel zbyt wiele w swoim życiu wycierpiał, zwłaszcza w ostatnich miesiącach i zawsze podziwiał go za jego spokój ducha i pozytywne nastawienie. Jednak najwyraźniej on miał swoje granice. W gruncie rzeczy Yoh miał do tego pełne prawo. Ufał, że szatyn znajdzie sposób, ale wiedział też, że po tym wszystkim, po tym, jak zdradzić musiał go przyjaciel, który wygadał X-laws o jego treningu, oraz po stopniowej niechęci rodziny, Yoh nie mógł ufać nikomu. 

========

No i jest! Nie jest to zbyt długa notka, ale mam nadzieję, że emocjonująca. Następna również zbyt długa nie będzie, więc postaram się ją dodać trochę szybciej, zwłaszcza, że zamknie ona pierwszy sezon tego opowiadania. Przyznam, że rozplanowując serię długo się zastanawiałam, czy taka zmiana w Yoh to dobry pomysł, ale ostatecznie zdecydowałam się tym kierować i myślę, że na tle całości będzie to ciekawy obrót wydarzeń. Ciekawi mnie czy się tego spodziewaliście?

Dziękuję za komentarze, co prawda jest ich niewiele, podobnie z wyświetleniami, co mnie trochę demotywuje i spowalnia. Ale cieszę się, że chociaż wy jesteście. 

sobota, 12 lutego 2022

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Wygrać ze śmiercią

 Yoh nie zważał na żadne rany, czy zmęczenie. Ile sił w nogach biegł do świątyni, a za nim Keiko, zaalarmowana przez Kino i Yohmei. Gdy młody szaman wpadł do środka, jego wzrok od razu spoczął na leżącej na podłodze, nieprzytomnej Annie. W mgnieniu oka znalazł się przy niej, kucając i opierając jej głowę na swoich kolanach, zauważając też otwartą ranę na jej nadgarstku.

-Co to jest?- spytał, patrząc na dziwny znak na jej czole, dopiero teraz podnosząc wzrok na dziadków, którzy stali obok.

-Anna próbowała rzucić jakieś zaklęcie. Z tej księgi.- odparł Yohmei, wskazując na Senjiryakketsu, która faktycznie nie leżała na swoim miejscu, ale była zamknięta. -Nie wiemy niestety jakie. Nie jesteśmy w stanie zbliżyć się do księgi.- dodał. Zanim Yoh zdążył się odezwać, zrobiła to Kino, która właśnie skończyła badać energię dziwnego pola w kształcie niewielkiego okręgu.

-Wygląda mi to na barierę, ale nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam, nie jestem w stanie powiedzieć, do czego służyła. - mruknęła, a następnie ukucnęła przy Annie po jej drugiej stronie i położyła palec na jej czole. Jej okulary skierowane były w ścianę, a pomimo to palec perfekcyjnie podążał śladami znaku. Kino zmarszczyła brwi.

-Co to jest, droga Kino?- spytał Yohmei, rozpoznając zaniepokojenie w wyrazie twarzy małżonki.

-Nie jestem pewna. Nigdy osobiście nie trafiłam na ten znak, ale chyba o nim słyszałam. Zanim jednak cokolwiek stwierdzę, muszę wrócić do Aomori. Porozmawiać z tamtejszymi Itako w okolicy Osorezan.- mówiąc to, położyła całą rękę na czole medium. - Jedno jest pewne, cokolwiek próbowała zrobić z tej księgi, zaatakowało ją. Żyje, ale najprawdopodobniej trafiła ją klątwa, albo jej własne zaklęcie. Pojadę do Aomori z samego rana. Cokolwiek się nie wydarzyło, dopóki ten znak widnieje na jej czole, nie obudzi się. - powiedziała. Yoh poderwał głowę gwałtownie, odrywając wzrok od nieprzytomnej blondynki, przenosząc go na babcię. Nieprzytomna? Dopóki ma ten znak? Poczuł, jakby ktoś wylał na niego wiadro zimnej wody, a pomimo iż na jego ramieniu spoczęła dłoń matki, nagle poczuł się całkowicie sam. Jedyna osoba, której mógł powierzyć wszystko, miała pozostać nieprzytomna na nie wiadomo ile.

-Zabierzmy ją do domu.- powiedziała Kino. Yoh już chciał ją podnieść, ale rana po wczorajszej walce zdecydowanie mu to uniemożliwiła. Syknął, nie będąc w stanie nawet na centymetr unieść medium. 

-Ja się tym zajmę.- mruknął Yohmei, a liściaste duszki skupiły się wokół Anny, po czym uniosły w powietrze. 


Tej nocy Yoh już nie zasnął. Siedział na fotelu przy łóżku Anny, z kolanami podkulonymi do siebie. Jego myśli krążyły wokół całego wydarzenia. Co Anna próbowała znaleźć w księdze, jakie zaklęcie próbowała rzucić i jak wyciągnąć ją z tego stanu. Wiedział też, że cała sytuacja na pewno jeszcze bardziej przekonała wszystkich o złu czyhającym w księgach. Nad ranem słyszał, jak przed swoim wyjazdem Kino powiedziała Yohmei, by nie pozwolił Yoh zbliżyć się do ksiąg i że może w nich czyhać jeszcze więcej zagrożeń. Miał czekać do jej powrotu. Oczywiście, że nie miał takiego zamiaru. Po dłuższym rozmyślaniu uznał, że odpowiedzi na pewno znajdzie albo w Senjiryakketsu lub Księdze Duszy. Zwłaszcza że doskonale już wiedział, co ma zrobić, by dostać pozwolenie na wejście do niej. Czekał jedynie aż zapadnie noc. I tak, Yohmei oczywiście spodziewał się, że młody szaman będzie próbował się wymknąć i pozostawił przy nim liściaste Shikigami. Najwyraźniej zapomniał jednak, że silny szaman był w stanie wpłynąć na istniejącego shikigami. Tak jak Anna zrobiła to z Zenki i Goki. Tak samo Yoh użył swojego furyoku, by liściaste potworki skupiły się nie na nim, a na dziadku i ostrzegły go, gdyby ten się obudził. Jednoczesnie nie niszczył ich by zaklęcie Yohmei całkowicie się nie odbiło powracając do niego. Yoh zabrał ze sobą oba miecze i przez okno wymknął się z posiadłości. Co nie było łatwe, ze względu na ranę w barku, ale jakoś się udało.

Do świątyni dotarł jakoś przed północą. Bariera, którą utworzyła Anna, wciąż błyszczała bladym, niebieskim światłem. Wyminął ją i podszedł do Księgi Duszy. Kilka minut później z portalu wyłoniła się Hel. 

-Tak szybko? Twoja rana jeszcze nie wygląda na zagojoną.- powiedziała, kościstą dłonią wskazując na zabandażowany bark.

-Nie będzie mi potrzebny.- odparł i wyciągnął Harusame, klękają na jedno kolano i opierając ostrze o posadzkę, pochylił głowę, stykając się czołem z rękojeścią.

-Przyjmij moje przeprosiny. Myśl, że mógłbym pokonać boginię śmierci, wprawioną w jej zadawanie sprawia, że czuję się zawstydzony. Powinienem wiedzieć, że nie da się pokonać jej pani. Nie zdziwiłbym się, gdyby pomimo moich refleksji zdecydowałabyś się jednak mnie zabić. Nie zasłużyłem na twoją łaskę, próbując cię zgładzić wbrew prawom natury.- powiedział ze słyszalnym w głosie wstydem.

-A więc już wiesz, o co chodziło.- powiedziała.

-Tak. Śmieszne, ponieważ podobny egzamin już przechodziłem. Przed ostateczną walką z bratem. Nie chodzi o walkę. Walka może prowadzić do zniszczenia i śmierci. Bogini, choć śmierci, choć córka boga oszustw, nie jest oszustem. Więc jeśli sam na śmierć się nie wystawię w bezsensownej walce, której wygrać nie mogę, to ona mnie nie dotknie.- odparł, wciąż trzymając pochyloną głowę.

-Wstań, Asakura.- ludzką dłonią pokierowała go do podniesienia się. - Masz rację. To właśnie było od ciebie oczekiwane. Czasem jedyny sposób, by wygrać ze śmiercią, to się na nią nie wystawiać. Masz moje pozwolenie na użycie Księgi. Wyczuwam w tobie obecność Asahy i wiem, że jesteś dobry. Wiem jednak, jaki on był wcześniej i jaki jest teraz. Twoje dobre serce wraz z rosnącą siłą stanie się pożywką dla demonów.- powiedziała.

-Czy możesz mi o nim opowiedzieć?- spytał, gdy jego serce wypełniło się nadzieją. Bogini westchnęła ciężko.

-Nie powinnam. Wiedz jedno. Ten, którego ty poznałeś, nie jest już tym, którego znałam ja. Jego serce sczerniało, zgniło pod wpływem zła ludzi na waszym świecie i wizją zniszczenia, do którego stopniowo ludzkość zmierza. Stworzyło demona z jego własnej duszy, tak potężnego, że nawet, a może tym bardziej, on sam nie mógł się przed nim chronić.- odparła, kierując się w stronę portalu.

-Gdyby jego dusza była całkowicie zepsuta, moja również by temu uległa.- odpowiedział Yoh, a bogini zatrzymała się o krok od wyjścia.

-I nikt nie powiedział, że tak nie będzie. Twoja dusza jest częścią Hao, może i należy do ciebie, ale jest jego bezpośrednim odłamem. Demon, którego ona stworzyła, jest również twoim demonem.- 

-Czy... czy Hao tam jest? Czy mogę z nim porozmawiać?- spytał Yoh wskazując dłoń na świat za portalem.

-Do piekła nie może wejść nikt żywy. Przykro mi.- odpowiedziała po krótkim śmiechu. - Powodzenia, młody Asakuro.- dodała, zanim zniknęła za zamykającym się portalem. Nie minęła chwila, a obok Yoh zmaterializował się Amidamaru.

-Nie wierzę, że wystarczyło odmówić walki. Tyle odniesionych ran na nic.- mruknął samuraj.

-E tam znowu na nic. Na pewno była to bardzo intensywna lekcja.- powiedział z szerokim uśmiechem, który jednak niemal od razu zniknął, gdy tylko dotarło do niego, iż może i dostał pozwolenie na użycie Księgi Duszy, ale Anna, która otwierała portale, była nieprzytomna. -Choć z drugiej strony, gdybym wcześniej się zorientował, nie odniósłbym tak poważnych obrażeń. Mogę się założyć, że Anna próbowała wezwać Hao, bym zaprzestał walk z Hel.- mruknął Yoh. Amidamaru spojrzał na niego zaskoczony. -Teraz rozumiem, czemu Anna została wtedy w świątyni po moim wyjściu z Księgi Wody. I do czego byli jej Zenki i Goki. Ta dwójka miała chronić Senjiryakketsu, siłą rzeczy zaklęcie odstraszające nie powinno stanowić dla nich przeszkody. W tej księdze musi coś być.- Yoh podszedł do wspomnianego tytułu i otworzył, kartkując ją. Po kilku minutach zatrzymał się i odwrócił z książką w rękach. - No i jest. Klatka duchowa. Pewnie planowała uwięzić w niej Hao, ale zaklęcie z jakiegoś powodu ją zaatakowało. Jednak nie ma tu nic na temat tego symbolu, który pojawił się na jej czole. Nie chce mi się wierzyć, że była za słaba.- mruknął, zamykając księgę i odkładając ją na miejsce.

-Co teraz, Yoh-dono?- spytał Amidamaru.

-Teraz wracamy do domu, zanim ktoś się obudzi. Wrócę tu w nocy. Babcia na pewno znajdzie sposób na wybudzenie Anny, a do tego czasu po prostu przeczytam Księgę Duszy.- mruknął Yoh, zabierając ze sobą swoją broń i kierując się w stronę wyjścia ze świątyni. Nie spieszył się, wciąż było ciemno, szanse, że ktoś się wybudzi były małe, ale sam też planował skorzystać z kilku godzin snu. Ulga, która przyszła wraz ze zdaniem próby Hel zdecydowanie mogła ułatwić młodemu szamanowi sen. 

-A więc to prawda, co mówiła najświętsza panienka i ten typ z dziwnym czubem. Trenujesz zakazane techniki.- odezwał się znajomy głos, gdy tylko Yoh opuścił świątynie Hao. Oczy szatyna rozszerzyły się i natychmiast zwrócił się w stronę, z której pochodził głos. Na jednej ze skał stał...

-Marco? Co ty tu robisz?- spytał Yoh, z jednej strony starając się brzmieć sympatycznie, przecież kiedy ostatnio się widzieli wszystko było między nim a X-laws w porządku. Z drugiej jednak, nagłe pojawienie się, dokładnie w tym miejscu, z takim powitaniem, zwiastowało potencjalne kłopoty.

======

Heja!! Dzisiaj mam ostatnie zaliczenia w tej sesji i pomiędzy egzaminami napisałam sobie notkę, próbując zabić czas przed filozofią i dla rozkręcenia kreatywnego myślenia, bo na pewno będzie potrzebne. Pozostały już tylko dwie notki do końca tego sezonu! Nie obiecuję, że napiszę ją w tym miesiącu, acz postaram się. Nie będzie mnie jednak w domu w następny i jeszcze następny weekend, a potem już mam kolejny semestr, więc też muszę japoński powtarzać. Stypendium jednak warto mieć XD Ale postaram się nie zostawić bloga na tak długo jak ostatnio, bo nie ukrywam strasznie się nakręcam na drugi "sezon". Możliwe, że w miedzy czasie wprowadzę jakieś poprawki, a po zakończeniu tej serii skupię się na Innej Drodze. Potem pewnie napiszę inną wersję tego opowiadania, ale już w oparciu o prawdzie onmyodo. Nie zmieszanie z potasowaniem z wersją angielską/polską, która zmieniła żywioły. Mogłabym to poprawiać w trakcie pisania, bo dość szybko się dowiedziałam, że zmienili te żywioły, ale szczerze mówiąc, czuję głęboką więź z powietrzem XD


niedziela, 9 stycznia 2022

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Rytuał

Yoh bardzo niechętnie wrócił do domu. Spodziewał się nieprzychylnych spojrzeń wywołanych przez obrażenia obniesione podczas walki. Dlatego też i żeby uniknąć kolejnych konfrontacji w sprawie słuszności podejmowanych przez niego działań, przemknął przez dom najszybciej jak tylko mógł, odmawiając tym samym wspólnej kolacji. Zmartwiło to oczywiście Keiko. Mama chłopca nie chciała, żeby ten czuł się osamotniony. Zebrała więc jedzenie na tacę oraz leki i bandaże i udała się do pokoju syna.

-Odpocznij. Musisz zregenerować siły na jutro.- powiedziała, gdy tylko skończyła opatrywać jego ranę.

-Dziękuję. Za wszystko.- powiedział Yoh uśmiechając się lekko, dając znak, że naprawdę docenia starania Keiko oraz fakt, że nie próbowała go odciągać od zamierzonego celu.

-To ja powinnam dziękować tobie, synu. Jesteś jedynym, które próbuje zachować się odpowiednio i nie daje sobie wmówić, że jest to złe. Próbujesz oczyścić rodzinę z grzechu popełnianego co 500 lat. Jestem z ciebie dumna. Ale proszę, uważaj.- powiedziała, jeszcze zanim opuściła pokój. Niewiele później, Yoh zasnął.


Następnego dnia, tak jak zaplanował, zabrał ze sobą Harusame. I tak jak się spodziewali z Amidamaru, Hel dopasowywała sposoby walki do poziomu szamana. Cokolwiek nie zrobił, bogini była w stanie odpierać ataki, a co gorsza, zaskakiwać kontratakami. Yoh z tej walki nie wyszedł bez kolejnych ran. Nie to jednak było najgorsze, a przynajmniej dla niego. Świątynia Hao również cierpiała na walce, dlatego też, niechętnie, bo niechętnie, poprosił Hel, by kolejne walki odbywały się w jej świecie. Bogini zgodziła się, więc następnego dnia Yoh musiał wkroczyć do świata bogini śmierci. Doświadczenie było niesamowicie podobne do tego, co odczuwał, gdy wszedł do Yomi, jednak tutaj działały wszystkie zmysły. W dodatku miał wrażenie, że korzystanie z mocy Amidamaru stało się znacznie bardziej wyczerpujące.

-Oczywiście, jesteś na pograniczu światów. Zbliżyłeś się do śmierci, zamiast się od niej oddalić- wyjaśniła Hel. Właściwie było to oczywiste. Utrudnił sobie zadanie, chcąc jedynie chronić świątynie. 


I to spotkanie nie przyniosło nic, oprócz kolejnych ran. Tym razem opatrywała je Anna. Asakura mógł być zmęczony, ale widział, że wyraz twarzy blondynki był kompletnie pusty, co oznaczało, że była zmartwiona.

-Pokonam ją.- powiedział w końcu, nie będąc w stanie znieść tej ciszy między nimi.

-Jak na razie, jedyny postęp, jaki widzę, to w rosnącej ilości ran.- mruknęła w odpowiedzi.

-Wiem, ale chyba wiem, co zrobić.- odparł, przyciągając tym samym spojrzenie dziewczyny. - Martwi nic nie czują, prawda? Nie czują wiatru, bólu, ognia, lodu. Opanowanie duszy ma połączyć wszystkie żywioły. Więc może, jako szaman, mając większą siłę duchową, będę w stanie użyć siły żywiołów przeciwko Hel. Ona zna walkę wręcz, ale może nie zna walki z użyciem czegoś bardziej nadnaturalnego.- wyjaśnił. Anna w tym czasie powróciła do bandażowania ręki.

-Czy Hao nie mówił przypadkiem, że nie będziesz potrzebował tych zdolności?- spytała w końcu.

-Wiele razy coś mówił, a później okazywało się podstępem.-

-Nie jestem pewna czy to podziała.- 

-Nie mam zbyt dużego wyboru. Nic do tej pory nie pomogło, a zostały mi już tylko dwie próby, zanim zostanę w jej świecie.- mruknął.

-Uważam, że twoje umiejętności w zupełności wystarczą, by opanować ostatni punkt, a następnie i samo Taizan Fukun No Sai. Yoh, dwie próby, ale ta druga oznacza śmierć.- mało delikatnie zacisnęła bandaż przed zaczepieniem go.

-Jakoś to będzie.- usłyszała jedynie. No tak, czego innego mogła się od niego spodziewać niż standardowej śpiewki. Nie było sposobu, żeby Yoh zmienił zdanie, musiała mieć nadzieję, że po prostu nie zginie. 


Następnego dnia, przed udaniem się do świątyni, Yoh zdecydował się na wycieczkę do wodospadu. Chciał tym samym otworzyć sobie drogę umysłu, by móc pokonać Hel z użyciem siły żywiołów. Uspokoił myśli i starał się nawiązać kontakt z żywiołami, wyczuć je, połączyć się z nimi. W głowie powtarzał przeróżne mantry, prosząc bóstwa żywiołów o wsparcie. Dopiero gdy jego myśli zamilkły i czuł obecność żywiołów, zdecydował się wrócić w końcu do świątyni. Hel pojawiła się niemal natychmiast po dotknięciu Księgi, zapraszając Yoh dłonią do przekroczenia progu jej świata. Niemal natychmiast Yoh podjął atak. Kontrolę Ducha wykonał w mgnieniu oka. Zamachnął się pomniejszonym mieczem, odwracając uwagę bogini. Gdy Hel z łatwością odparła atak, umysł Yoh sięgnął do mocy ziemi. Z podłoża nagle wystrzeliły pnącza obwijające się wokół kończyn bogini powstrzymując ją od ruchu. Pamiętając, jak podczas pierwszej walki Hel po prostu doczepiła sobie z powrotem rękę i nogę, Yoh zamachnął się rozcinając pół kobietę - pół szkielet na pół. W chwili zadania ciosu, przed oczami stanął mu jego brat. Mógłby przysiąc, że nawet usłyszał jego głos w głowie. To niemal natychmiast go zdekoncentrowało. 

-Hao...- Yoh szybko się odwrócił, rozglądając. Przez chwilę pomyślał, że skoro znajduje się na granicy jednej z bram do piekieł to może jego brat faktycznie gdzieś tam jest. Rozkojarzony zupełnie nie zauważył, gdy pnącza puściły, a bogini po prostu złożyła się z powrotem. Zanim się odwrócił, jej miecz rozciął skórę na jego plecach. Gdyby chciała, to właśnie podzieliłby los swojego brata. Yoh upadł na kolana, czując piekący ból przechodzący wzdłuż kręgosłupa i ciepłą krew spływającą po jego ciele. Szybko jednak poderwał się, czując poniekąd gniew za przerwanie jego desperackich prób użycia mocy powietrza, do odnalezienia brata w piekle. Jednak powietrze nie chciało go słuchać, a Hel w dodatku jeszcze wzbudziła w młodym szamanie ogromną desperację. Pnącza ponownie ją uchwyciły, a oczy Yoh zmieniły nieznacznie barwę na czerwoną. Ogień dosłownie wyrósł z ziemi, pokrywając ciało kobiety i nie opadł, dopóki ta całkowicie nie zniknęła. Asakura nawet nie zauważył, że przerwał swoją Kontrolę Ducha, a Amidamaru przygląda mu się z niepokojem. Yoh w tej chwili przypominał bardziej Hao niż samego siebie. Ogień zniknął. Wraz z nim bogini.

-To chyba koniec walki.- mruknął chłopak, ale nawet jego głos nie brzmiał jak zwykle. Nawet nie jak wtedy, gdy Yoh trawiła złość podczas walki z Faustem. Odwrócił się, kierując w stronę portalu, jednak nim się do niego zbliżył, poczuł, że jego nogi nie mogą oderwać się od ziemi. Schylił głowę i ku swojemu zdziwieniu i przerażeniu ujrzał dwie dłonie wyrastające z ziemi, jedna koścista, a druga ludzka. Pomieszczenie wypełnił donośny śmiech, a chwilę później ciało Yoh wyrzuciło w powietrze i cisnęło o kamienny stół.

-Głupi chłopcze, chyba zapomniałeś czego do tej pory miałeś się nauczyć. Wszystkie żywioły mają ścisłe powiązanie ze śmiercią. Każdy z nich może zabić. Ale żaden z nich przed nią nie uchroni. Śmierć jest częścią kręgu. Dusza jest jedyny co je kontroluje. Czyż nie po to jest Ci potrzebne opanowanie jej punktu? To ona pozwoli ci kontrolować resztę. Naprawdę myślałeś, że z użyciem żywiołów możesz ze mną wygrać?- ciało bogini powoli wyrosło z ziemi. Rzuciła się do przodu i zanim Yoh zdążył zareagować, jej miecz wbił się w jego ramię. Głośny krzyk bólu rozniósł się po mrocznym pomieszczeniu.

-Yoh-dono!- zawołał Amidamaru próbując rzucić się na ratunek, ale Hel wyciągnęła w jego stronę dłoń. Nieznana wcześniej samurajowi siła uniemożliwia mu jakikolwiek ruch. Kobieta ponownie zwróciła twarz w stronę szamana.

-Popełniłeś ogromny błąd, Asakura. Żywioły nie temu mają służyć. Nie możesz ich użyć do oszukania śmierci. Żywioły są częścią natury, tak samo i śmierć, i z natury śmierci nie można oszukać, można z nią jedynie współpracować. No, chyba że mówimy o rytuałach nieśmiertelności, ale one też wiążą się z pewną współpracą.- warknęła kobieta, choć w jej głosie słychać było pewne zadowolenie. Zarówno Yoh, jak i Amidamaru odebrali jej jako za satysfakcja ze zbliżającej się przegranej szamana. Kilka sekund zajęło chłopakowi przetrawienie treści jej wypowiedzi, a gdy już te informacje przeszły przez jego umysł, uniósł głowę i obolałym wzrokiem spojrzał na boginię.

-Współpraca...- mruknął cicho. Hel uśmiechnęła się lekko, choć ta jej koścista część twarzy nie mogła się uśmiechną to wyraźnie dostrzegł, że był to przebiegły uśmiech. Miecz wysunął się z jego ramienia, wywołując kolejne bolesne stęknięcie. 

-Możesz potrzebować kilku dni na uleczenie rany. Wracaj do siebie. - powiedziała i odsunęła się. Nim zdążył się odezwać, bogini machnęła ręką, a portal otwierający drogę do jego świata gwałtownie zbliżył się do chłopaka, przenosząc go z powrotem na teren świątyni.

-Współpraca...- mruknął Yoh, nim uśmiechnął się boleśnie i uderzył głową o ścianę budynku nim osunął się po nim bezsilnie, tracąc przytomność.

-Yoh-dono!- zawołał Amidamaru, ale szaman nie reagował. 


-Jesteś strasznie uparty, wiesz?- mruknęła Anna, gdy tylko Keiko i Kino opuściły sypialnie szamana, który do tej pory nie odzyskał przytomności. Na wieść od Amidamaru, Anna wysłała po chłopaka Zenki, by ten przyniósł jego ciało do domu i choć z początku wraz z Keiko same chciały zająć się szamanem, to nie obyło się bez pomocy Kino. Rana w ramieniu Yoh była dość głęboka i nie dałoby się go opatrzyć bez jej pomocy. Gdy w końcu Anna została w pomieszczeniu sama z szamanem, mogła w końcu zwolnić swoje emocje ze smyczy. Amidamaru również rozpłynął się w powietrzu dając jej chwilę samotności z narzeczonym.

-Nie odpuścisz, ja wiem. Nigdy nie byłeś dobry w odpuszczeniu, a gdy raz to zrobiłeś, okropnie pożałowałeś. Kolejna walka może cię zabić, ale... Może mogę jej zapobiec. Poprosiłeś mnie o to wcześniej, nie zamierzam w pełni spełnić twojej prośby, ale chociaż po części. Mam nadzieję, że gdy się obudzisz, nie będzie już potrzeby stawania do walki z Hel.- powiedziała Anna, nim podniosła się krzesła.

W drodze do świątyni Hao jej umysł zaprzątało wiele myśli. Kiedyś wielokrotnie mówiła, że nie pozwoli, by Yoh był słaby, chciała wzmocnić go na tyle na ile mogła, żeby uchronić go przed śmiercią w Walkach Szamańskich, a później w walce z Hao. Dziś, Yoh był prawdopodobnie jedną z najsilniejszych znanych jej istot, a jego plan był wielce ryzykowny. Nie chciała wymuszać na nim żadnej decyzji, nie tym razem. To była kwestia zbyt prywatna, by czegokolwiek mu zakazywać. Yoh jednak sam powiedział, że jest inny sposób.

W końcu dotarła do świątyni, a jej wzrok od razu skierował się na Senji Ryakketsu. Zgodnie z obietnicą Asahy strzegącego księgi, ta pozostała niechroniona przed nią i mogła jej dotknąć, otworzyć i zapoznać się z treścią. W końcu udało jej znaleźć upragniony rytuał. Klatka duchowa, zaklęcie stworzone przez Hao do ujarzmienia mocy potężnych duchów i demonów, by te pozostały w zasięgu przywołującego je medium i nie mogły wyrwać się na świat. To na pewno była technika, o której wspominał Asaha, gdy z nią rozmawiał. Anna zapoznała się z instrukcjami dotyczącymi wykonania odpowiedniej "klatki". Nie była ona zbyt... pozytywna jednak nie miała wyboru. Otworzyła jedną ze starych szuflad, gdzie według instrukcji miał być ukryty srebrny sztylet. Znalazła go bez najmniejszych trudności i choć leżał w skrytce przez tysiąc lat, wyglądał na nowy i wciąż był ostry. Blondynka stanęła na środku pomieszczenia i przyłożyła ostrze płaską stroną do wskazującego i środkowego palca, na wysokości ust, mrucząc cicho zaklęcie. Ostrze zajarzyło się na chwilę na jasnoniebiesko, by po chwili zgasnąć. Wtedy Anna przyłożyła je do nadgarstka i szybkim ruchem przeciągnęła. Zacisnęła mocno usta, tłumiąc jęk bólu, gdy ostrze rozcinało skórę, a następnie złożyła je na podłodze i rozpoczynając od prawej strony, zgodnie z ruchem wskazówek zegara rozpoczęła rysowanie własną krwią okręgu. Niezbyt dużego, wystarczającego na otoczenie osoby. Gdy tylko skończyła, usiadła w środku na kolanach i zmówiła kolejne zaklęcie. Okrąg zajarzył się tym samym światłem, którym wcześniej ostrze, ale tym razem nie zgasło. Gdy medium podniosła się z ziemi i wyszła z kręgu dostrzegła, że w powietrzu również unosiła się łuna, przypominająca kraty. Zgodnie z opisem, rytuał został wykonany poprawnie. Zdjęła więc korale i stanęła tuż za sztyletem.

"Jeden za ojca, a drugi za matkę. Trzeci za rodzeństwo. W ojczyźnie modlę się za dusze. Jeśli słyszycie moje wołanie, powstańcie! Usłyszcie moje korale i przybądźcie!"

Ogniki zaczęły pojawiać się wokół Anny i tworzyć kształt. Anna wsunęła rękę w barierę.

-Przybądź duchu Asakury Hao! Użyj mej mocy, by utworzyć postać i w zamknięciu pozostać!- jej głos odbił się echem w świątyni, a ogniki skumulowały się w duchowym więzieniu. Nagle zmieniły barwę na czarną niczym ropa i po ręce Anny wystrzeliły prosto w nią. Nie zdążyła nawet zauważyć co się stało. Niebieskawa bariera nie zniknęła, ale zmalała, natomiast światło wokół korali całkowicie się rozpłynęło, chwilę później na czole blondynki pojawił się znak przypominający kanji, jednak żaden z istniejących w Japonii. Znak mienił się na czarno. Anna była nieprzytomna.


-Anna...- Yoh obudził się nagle, niemal natychmiast podrywając się do siadu, co przypłacił ogromnym bólem.

-Yoh-dono!- Amidamaru pojawił się obok szamana natychmiast.

-Amidamaru, znajdź Annę.- wymamrotał szaman.

-Już to zrobiłem. Leży nieprzytomna w świątyni Hao.- 

=======

A jednak udało mi się dokończyć rozdział dzisiaj. No jakoś mnie wena naszła więc kasuję notkę organizacyjną i przenoszę informacje tutaj. Przepraszam was bardzo za taką długą nieobecność. Przyznam, że miałam zastój weny. Dodatkowo zostały tylko trzy rozdziały do końca pierwszego "sezonu" Demona. Później miałam w planach poprawić całość i zacząć tłumaczyć na angielski na wattpada. I chociaż nie mogę się doczekać drugiego sezonu, to bardzo mnie to spowalnia i za każdym razem, gdy znajduję czas żeby popisać, ostatecznie robię coś innego. A ostatnio to i czasu nawet nie miałam. Póki co, znów jestem w okresie przygotowań do sesji, w dodatku piszę artykuły dla Torii (możecie znaleźć mój pierwszy artykuł o Abe no Seimeiu w 51 numerze), także i to jest problemem. Dziś jakoś wyjątkowo napadło mnie żeby coś napisać. Nie wiem, kiedy będzie następna część, ale mam nadzieję, że niedługo. Możliwe jednak, że dopiero w lutym po sesji.

niedziela, 16 maja 2021

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Próba Duchowa

Yoh od rana próbował złapać Tamao, a jednocześnie nie wpaść na starszyznę. Niestety, tak jak mógł się spodziewać, Tamao obwiniała siebie o wczorajszą sytuację do tego stopnia, że unikała chłopaka. To prawda, że wizjonerka złamała daną przyjacielowi obietnicę, która była dla niej całym życiem i ponad którą wszystko pragnęła spełnić. Kiedyś tak bardzo chciała mieć w końcu jakąś większą wizję na jego temat, coś, czym mogłaby się mu pochwalić. No dobra, wystarczyłaby jej nawet mała wizja z cheeseburgerami. To prawda, że raczej marzyła o czymś pozytywnym, a nie o płomieniach i zniszczeniu, ale była to pierwsza duża wizja od czasu przepowiedzenia wyjścia Yoh z Yomi. Czułą, że swoim strachem i przyuczeniem, że musi zawsze pójść do mistrza, który w aktualnej sytuacji raczej tracił szacunek całej zgromadzonej w posiadłości młodzieży, doprowadziła do niesnasek. I zupełnie nie widziała w tym nieswojej winy, nie widziała czegoś, co było oczywiste. Jako wciąż ucząca się dziewczynka podjęła właściwą decyzję. Dodatkowo słowa Yoh na temat jej umiejętności, choć wypowiedziane w obronie własnych postępowań, ubodły ją jeszcze mocniej i kompletnie w siebie zwątpiła. Na trening się stawiła tylko dlatego, że to był jedyny sposób, by skutecznie ominąć Yoh. Szaman nie miał więc wyboru i będzie musiał spróbować później, a na razie skierował się w stronę świątyni.

Przed nim była ostatnia próba. Zastanawiał się, co na niego czekało. Nie miał pojęcia, czego się spodziewać, z wczorajszej lekcji wiedział jedynie, że punkt duchowy miał wiele wspólnego z silniejszym połączeniem ze światem duchowym,. W teorii mógł go opanować samodzielnie, ale księga miała pomóc w opanowaniu innych umiejętności, a także przyśpieszyć zabezpieczenie przed ewentualnymi wypadkami związanymi z żywiołami. Dusza sprawowała opiekę nad wszystkim, więc mógł założyć, że w próbie będzie coś, co łączy wszystkie pozostałe cechy. Jednocześnie miała być najłatwiejsza i najtrudniejsza. Amidamaru pojawił się obok Yoh, dopiero gdy znaleźli się w świątyni. 

-Już czas, gotów?- spytał szaman, stając naprzeciw ostatniej z ksiąg.

-Jak zawsze, Yoh-dono.- odparł duch. Chłopak uśmiechnął się i sięgnął po Księgę Duszy. Biorąc głęboki wdech, powoli uniósł jej okładkę. Długo nie musiał czekać, by księga zareagowała. Uniosła się delikatnie z jego rąk i odsunęła na kilka metrów, lewitując na wysokości twarzy. Czarna łuna zaczęła otaczać przedmiot, tworząc coś w rodzaju portalu, przypominającego te, które tworzyła Anna, ale ten prowadziły do znacznie mroczniejszego miejsca. Yoh przesunął się odrobinę, starając dostrzec co znajduje się za przejściem. To było jakieś pomieszczenie, na samym środku stał ogromny, ale pusty stół, dostrzegł dwie postaci krzątające się wokół niego, a trzecia siedziała na tronie za stołem. Wszystko było kamienne i mroczne. Osoba zasiadająca na tronie podniosła się i powolnym krokiem przemieszczała wzdłuż stołu, zabierając z niego coś, co później okazało się nożem, ale to nie to zwracało największą uwagę. To była kobieta, na pewno, ale tylko połowa jej ciała była ludzka. Reszta była... cóż, w późnym stadium rozkładu i przeważnie szkieletem. Ta ludzka część ciała była piękna. Długie czarne włosy okalające jej jasną połowę twarzy i nagie ciało, przenikliwe, wręcz błyszczące zielone oko. I choć ta część była piękna, to ta koścista, rozkładająca się połowa była przerażająca.

-A ja myślałem, że kościotrupy Fausta były przerażające...- mruknął Yoh do Amidamaru.

-Jestem Hel.- warknęła kobieta, a przez plecy Yoh przebiegł dreszcz. Jej głos brzmiał... dość mrocznie, ale sam widok poruszającej się szczęki był czymś, co zdecydowanie będzie przyprawiało go o koszmary. W sumie może lepsze od tych, co ostatnio go nawiedzają.

-Nordycka bogini śmierci. Ciebie znam.- powiedział szaman, skłaniając lekko głowę, gdy ją uniósł, portalu już nie było.

-Uprzejmości na nic się zdadzą, w obliczu śmierci.- odparła chłodno. -Choć czegóż innego spodziewać się po Asakurze.- dodała, przemieszczając się bliżej w stronę chłopaka, który szczerze mówiąc ledwo się trzymał przed wycofaniem się. Próbował skupić swój wzrok na ludzkiej stronie bogini, ale ten dźwięk poruszających się kości, ten zapach... śmierci.

-Jakim cudem mój brat namówił cię do tego zadania?- spytał, gdy kobieta zaczęła go obchodzić, ale on nie podążał za nią wzrokiem.

-Był uprzejmy. A poza tym, obserwowanie i odprawianie zmarłych w głąb piekła jest mało interesujące. Choć, gdy zgodziłam się na ochronę księgi, byłam pewna, że zapewni mi to więcej rozrywki. Oprócz tego Douji rozważał pomiędzy mną, a Cerberem. Nie lubię tego kundla, więc pozbawiłam go rozrywki.- odparła spokojnie, podczas gdy mózg Yoh procesował informacje na temat boga mitologii greckiej. Wyglądało na to, że właściwie wszystkie religie i mitologie opowiadały o prawdziwych istotach, które wspólnie panowały nad porządkiem. -Ale dość tych pogaduszek. Nie przyszedłeś tu rozmawiać o mnie.- kobieta znów stanęła naprzeciw niego, dość blisko. Yoh starał się, ale mimo wszystko nie umiał się powstrzymać od przełknięcia głośno śliny. Samo patrzenie na boginię z tak bliskiej odległości budziło grozę i mogło być testem. 

-Tak, no, właściwie to przyszedłem tu, by otrzymać pozwolenie na przeczytanie Księgi Duszy.- mruknął, w międzyczasie robiąc przerwę na odchrząknięcie. Bogini zaśmiała się złowrogo.

-Oczywiście, tylko że ta Księga przekaże ci ogromną wiedzę, w tym, jak oszukać śmierć. Jak się domyślasz, my bogowie śmierci niezbyt jesteśmy chętni do przekazania takiej wiedzy.- powiedziała, obracając w cielesnej dłoni nóż, który po niewielkim zamachnięciu wydłużył się do rozmiarów dziwnego miecza. -Dlatego, jeśli uda ci się uniknąć śmierci już teraz, pozwolę ci przejrzeć Księgę.- dodała. Szaman spojrzał na miecz w jej dłoni. Dzięki Turniejowi udało mu się poznać szamanów z całego świata, ale nigdy nie widział takiej broni. 

-A więc mamy walczyć, a ja mam uniknąć śmierci?- dopytał Yoh.

-Masz pięć podejść, by mnie pokonać. Przy piątym albo wygrasz, albo cię zabiję. Przygotuj się do walki. - powiedziała, kiwając na niego głową.

-Nie.... Nie zabrałem ze sobą broni.- wymamrotał, klepiąc się po udach, ale jego kieszeń, w której trzymał Futunomitama no Turugi, był pusty, a Harusame nie było zawieszone u jego boku.

-Masz pięć podejść. Próbujesz albo wychodzisz, tracąc jedno z nim.- powiedziała, podchodząc do drewnianych desek leżących z boku pod ścianą. Położyła na jednej z nich swoją kościstą dłoń, a po chwili podniosła katanę. - Nie wykonasz na tym Kontroli Ducha, ale przyda się do Jedności.- powiedziała, jej kościste palce zaciskały się swobodnie na ostrzu, podczas gdy rękojeść była wyciągnięta w jego stronę.

-Co robimy, Yoh?- spytał samuraj. Asakura przyglądał się katanie.

-Podejmiemy próbę walki. Nawet jeśli Jedność Ducha jest niewystarczająca, przynajmniej poznamy techniki Hel.- powiedział szaman, wyciągając dłoń w stronę broni. Ostrze wysuwając z pomiędzy palców bogini, wydało nie przyjemny dźwięk, który sprawił, że Yoh niemal się wzdrygnął.

-Tak jest.- Amidamaru przybrał już formę ducha, unosząc się obok swojego przyjaciela, a sekundę później byli już połączeni w Hyoi Gattai. Lekko błękitna poświata unosiła się wokół Yoh, świadcząc o 100% jedności szamana z duchem. Zupełnie jak wczoraj, gdy próbowali podnieść Księgę Ognia, potęga Hyoi Gattai była znacznie większa, niż ta, którą pamiętał sprzed spotkania z Silvą. 

-A teraz walcz!- niemalże w tej samej chwili, co okrzyk dotarł do jego uszu, miecz bogini świsnął tuż przy brzuchu chłopaka. Dzięki refleksowi samuraja, w ostatniej chwili odskoczył do tyłu, a robiąc obrót, zablokował kolejne uderzenie, trzymając katanę obiema rękami. Ostrze jej broni znajdowało się tuż przy jego twarzy. Właściwie, gdyby kobieta użyła większej siły, to jego własna katana mogłaby my nawet odciąć nos. 

"Yoh, musimy odskoczyć, bo zaraz naprawdę stracisz nos." Mruknął Amidamaru w jego głowie. Jak zasugerował, tak zrobili, jednak jednocześnie Hel zadała cios w od dołu, z kompletnie innej strony, a ostrze rozcięło nie tylko kostium Yoh, ale i bandaże osłaniające jego złamane wcześniej żebra, pozostawiając po sobie głębokie nacięcie. Chłopak upadł na ziemie, na kolana, w ostatniej chwili powstrzymując się od uderzania o podłogę całym ciałem, co pewnie skończyłoby się jeszcze gorzej dla jego żeber. Asakura już chciał się podnieść i szybko skorzystać z rozciętego bandaża, by zasłonić krwawiącą ranę, ale zanim wykonał jakikolwiek ruch poczuł kościste palce, zaciskające się na materiale jego kostiumu na plecach. Sekundę później z ogromną siłą uderzył całym ciałem o ścianę. Ból we wciąż zrastających się żebrach i gojących po poprzednich próbach ranach rozlał się po jego całym ciele, a bolesny krzyk wydobył się z jego gardła.

-Yoh-dono!- choć wciąż w Jedności Ducha, Amidamaru zmaterializował się obok Yoh.

-Może... ta walka w Jedności to nie był najlepszy pomysł.... jeśli nie możemy wykorzystać naszego pełnego potencjału.- wymamrotał Yoh, próbując podnieść się z ziemi. Normalnie nie takie bitwy toczył, ale teraz wszystko było inaczej. Nie walczył z innym szamanem, a z boginią. Nie miał swojej broni i korzystał z Jedności Ducha. Dodatkowo miał połamane żebra, skórę rozciętą i poparzoną w wielu miejscach, a tam, gdzie nie było bąbli i sznyt, to były siniaki. Fakt, goił się szybciej niż zwykły człowiek. Z furyoku, które posiadał i babcią Kino był na poziomie miesiąca leczenia, a minęło tylko kilka dni. Od poparzeń to właściwie jeden. -Dowiedziałem się jedynie, że jest bezwzględna i bardzo silna.- mruknął Yoh, podnosząc się do siadu, a chwilę później z ziemi. Hel, chodziła przed nim w tę i z powrotem, raz ukazując ludzką połową, a raz tę rozkładającą się. Wzrok chłopaka padł na jej nogi. A gdyby udało mu się odciąć tą, której stawy były kompletnie niczym niechronione? Może zdobyłby choć odrobinę przewagi. Tylko jak zdać taki cios. To nie była byle jaka istota, zdecydowanie umiała walczyć. "Damy radę, Yoh-dono." usłyszał w głowie głos Amidamaru, nim podniósł z ziemi katanę i ruszył na boginię, trzymając broń jedną ręką. Przez chwilę wymieniali ciosy, dopóki bogini nie uderzyła w jego żebra powodując, natychmiastową dekoncentrację. Kobieta pozwoliła swojemu mieczowi upaść, by ludzką dłonią chwycić jego lewy nadgarstek, a kościstą zacisnęła na jego szyi, powoli odcinając chłopakowi dopływ powietrza. 

-Chyba pora kończyć na dziś, Asakura.- mruknęła, przysuwając jego twarz do swojej, znów przyprawiając chłopaka o dreszcze. 

-J-jeszcze nie... skończyłem.- burknął i wolną ręką uderzył w staw łokciowy, doprowadzając do odczepienia przedramienia od reszty ręki. Drugą dłonią wypuścił katanę i zwinnie chwycił prawą ręką, zadając cios w staw kolanowy. Ten również odczepił się od reszty. Uścisk jej normalnej dłoni zwolnił się i Yoh natychmiast się cofnął. Hel pomimo odcięcia kości przedramienia i łydki, stała prosto. Spojrzała w dół na swoją odciętą kończynę, a następnie na zadowolonego Yoh. Jego uśmiech szybko jednak zniknął, gdy pomimo odłączenia od reszty, koścista dłoń zacisnęła się jeszcze mocniej na jego gardle. Asakura chwycił za kość i próbował oderwać ją od siebie, gdy to nie pomagało, uderzył w staw nadgarstka, odczepiając przedramię, ale palce wciąż się zaciskały. Chłopak w końcu opadł na kolana, zamglonym wzrokiem obserwując, jak Hel z powrotem doczepia sobie nogę, a po chwili podchodzi do leżącego obok niego przedramienia. Po doczepieniugo do łokcia, kucnęła przy duszącym się chłopaku.

-Koniec na dzisiaj. Masz jeszcze cztery próby.- powiedziała, łącząc przedramię ze swoją dłonią i zwolniła uścisk na jego szyi. Yoh natychmiast złapał powietrze, krztusząc się i kaszląc, a Amidamaru wyszedł z jego ciała, natychmiast materializując się obok niego. -Będę czekać, Asakura. Chyba że się poddasz.- dodała, kierując się w stronę Księgi, która ponownie zmieniła się w portal. Chwilę później bogini zniknęła.

-Yoh-dono, wszystko dobrze?- Amidamaru schylił się bliżej przyjaciela, który wciąż łapał oddech.

-T-tak.... chyba tak...- mruknął, opadając ciężko do tyłu, by oprzeć się o ścianę. -Chyba wolałbym jednak tego Cerbera. Wystarczyłoby coś zagrać i by zasnął. Chociaż... to chyba nie ten trójgłowy pies.- wymamrotał, a widząc zdezorientowaną minę Amidamaru, zachichotał. -Tak, tamten się nazywał Puszek i był z tej książki, którą polecił Lyserg. Harry Potter.- zażartował Yoh, starając się utrzymać pozytywny nastrój. Choć tak naprawdę pojedynek z Hel bardzo go martwił. 

-Co teraz zamierzasz, Yoh?- spytał samuraj.

-Zakładam, że Hel będzie dopasowywała swój styl walki do naszego tak długo, aż będziemy ją przerastać siłą. Przynajmniej do piątej próby, w której po prostu mnie poszatkuje. Jutro przyjdziemy z Harusame, później spróbujemy z Podwójnym Medium.- odparł, powoli podnosząc się z ziemi.

-Nie lepiej od razu zaatakować pełną mocą?- 

-Nie, wolę najpierw poznać jej sposoby walki. Wiemy, że koścista bogini jest bardzo silna i w sumie nasze ciosy nic jej nie zrobiły. A wejście z pełną parą może się wiązać z dużymi obrażeniami na samym początku walk.-

-Jest to pewien sposób...- mruknął samuraj. Szaman w końcu powoli zaczął udawać się do wyjścia. W głowie Yoh rozbrzmiewało pytanie, co znaczyło, że ta próba jest najtrudniejsza i najłatwiejsza jednocześnie?


========


No w końcu coś napisałam! Przepraszam, ze tyle kazałam czekać, ale po prostu strasznie dużo mi się dzieje i w sumie jak mam chwilę, to nie wiem za co się zabrać i czasem ostatecznie zabieram się za nic XD Ale w końcu się zmotywowałam! Postaram się teraz nie zniknąć, bo zostały mi tylko cztery rozdziały do końca pierwszej części opowiadania. Na razie trochę więcej akcji, a mniej przemyśleń i ale spokojnie, już od następnego rozdziału zacznie to się zmieniać. 

Villemo, tak B***** uczy i się rozgaduje XD Ma u nas łańcuch fanek XD Mieliśmy z nim zajęcia w poprzednim semestrze i mamy na drugim roku. Pana Toho jeszcze nie poznaliśmy, ale M-B i od oratorskich już nas uczą w tym semestrze i faktycznie są super! Właściwie to zdecydowanie nie mam na co narzekać jeśli chodzi o wykładowców, jest fajnie XD

Jeśli chodzi o zakończenie semestru to poszło mi całkiem dobrze, z 11 przedmiotów tylko trzy 4 i jedno 4+, a reszta piąteczki XD Zobaczymy jak będzie tym razem.

niedziela, 24 stycznia 2021

Notka organizacyjna

 Hejka,

Jak się okazało, doszły kolejne prace na ostatnią chwilę. Mam teraz tydzień urlopu żeby je nadgonić, ale nie wiem czy uda mi się napisać kolejną notkę. Za dwa tygodnie mam ostatni zjazd w tym semestrze, więc podejrzewam, że dopiero wtedy będę w stanie napisać kolejną część do opowiadania. Ale spokojnie, niedługo wrócę, jak tylko ogarnę się z tymi pracami! Próbowałam pisać dzisiaj, ale coś mi zupełnie nie idzie tak fajnie, jak szło ostatnio podczas zajęć. Więc, przepraszam, ale najprawdopodobniej kolejna część będzie za dwa tygodnie. Jeżeli się uwinę z pracami to szybciej, ale lepiej się nastawić na opóźnienie.

niedziela, 10 stycznia 2021

Shaman King; Demon Naszej Duszy: Następstwo

Rok 1998


-Tamao!- różowowłosa zesztywniała słysząc głos chłopca, z którym właściwie się wychowywała. Niby był dla niej jak starszy brat, ale był też dla niej tą dziecięcą sympatią. Może to dlatego, że właściwie był jedynym, który z nią "rozmawiał", a przynajmniej nie zrażał się jej małomównością. Trzymając swoją niedawno otrzymaną tablicę kokkuri, odwróciła się powoli, nie podnosząc jednak wzroku.

-Słyszałem od dziadka, że miewasz wizje! To prawda? Zostaniesz wizjonerką?- pytał podekscytowany. Dziewczynka pokiwała niepewnie głową, a twarz przyjaciela rozjaśnił szeroki uśmiech.

-Ale super! Jesteś w stanie przewidzieć czy zostanę Królem Szamanów i będę królem rocka?!- wykrzykiwał. I tak resztę dnia marzył na głos o dniu, kiedy Tamao mu coś wywróży.


Rok 1999


-M-musisz jechać?- spytała nieśmiało, widząc, jak Yoh pakuje ostatnie rzeczy do swojego worka. Chłopak zachichotał cicho.

-Muszę, Tamao. Turniej Szamanów niedługo się rozpocznie, a ja wciąż nie mam Ducha Stróża. Czuję, że w Tokyo uda mi się znaleźć tego właściwego ducha.- odpowiedział, zaciskają sznurki od worka i odwracając się do młodszej dziewczynki. Głowę miała spuszoną, wyraźnie była zasmucona. - Hej, nie widzimy się przecież ostatni raz w życiu.- powiedział pogodnie, choć i jego bolało rozstanie z jedyną osobą, która go nie oceniała, czy naśmiewała się z niego. 

-Wiem, tylko... Będzie tu teraz tak cicho... I boję się, że nie dam sobie rady sama...- wyjąkała cichutko. Yoh przechylił lekko głowę, to chyba była jej najdłuższa wypowiedź, jak do tej pory. Właściwie to nie myślał, że aż tak był dla niej ważny, zwykle to on gadał, a ona cicho potakiwała, kręciła głową, odpowiadała kilkoma słowami.

-Dasz sobię radę, Tamao. Musisz po prostu uwierzyć w siebie. Dziadek i tata mówią, że masz wielki potencjał, ale musisz w siebie uwierzyć.- powiedział, uśmiechając się do niej ciepło.

-Ale... to już rok i moje wizje... wciąż... nie są... dobre.- mówiła.

-Przecież ci już opowiadałem, jak długo nie potrafiłem opanować najbardziej podstawowej techniki naszego rodu. Wszystko będzie dobrze, Tamao. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Ja ci to przewiduję!- uśmiechnął się szeroko i zachichotał. -Jestem pewien, że któregoś dnia twoje wizje będą lepsze. Wcale nie idzie ci tak źle. Któregoś dnia będziesz miała prawdziwe, wyraźne wizje. Ja w ciebie wierzę, więc i ty uwierz w siebie.- powiedział pogodnie. Dziewczynka czuła jakby miała się zaraz zapaść pod ziemię i w sumie czułaby się bardziej komfortowo. Jej twarz dosłownie płonęła ze wstydu. -Jak tylko będziesz miała wizję na mój temat, chcę być pierwszym, który o niej usłyszy!-


Teraźniejszość (czyli druga połowa 2000)


Tamao niemal natychmiast pożałowała, że tak szybko popędziła do Yohmei. To był odruch. Tyle razy coś zepsuła, że gdy tylko miała wizję, od razu pędziła do swojego nauczyciela. Wystarczyło, że spytał, co widziała i już chciała zachować to dla siebie. Dopiero wtedy pomyślała, że jeśli powie prawdę, seniorzy rodu nie zareagują pozytywnie. Ale nie potrafiła kłamać. Potrafiłaby milczeć, ale nie kłamać, a teraz stała przed swoim mistrzem i jego małżonką, mierzona wyczekującym spojrzeniem.

-Ja... Widziałam płomienie. Jakiś zniszczony budynek.- powiedziała, stwierdzając, że postara się jak najmniej mówić, a może ominie szczegóły bez ich ujawniania.

-Wiesz, co to był za budynek?- spytała stara medium.

-Niestety nie, Kino-sama. Większość zabudowań już runęła.- odpowiedziała z zawstydzeniem.

-Widziałaś kogoś? Wiesz, kto wywołał pożar?- dopytywał Yohmei. Nadzieja prysła, choć nigdy nie była wielka. Tamao pokiwała powoli głową.

-Kogo?-

-Nie wiem, kto wywołał pożar. Ale widziałam dwie postaci. Jedna niewyraźna. Był powalony na ziemię. Wysoki, ale nie rozpoznaje sylwetki. Na pewno nie był to Mikihisa-sama, Ryu-san ani Faust. Nie jestem pewna, kim był.- powiedziała cicho.

-A ta druga osoba?- spytał Yohmei. Tamao milczała. Kino zacisnęła dłoń na lasce, domyślając się powodu milczenia uczennicy męża.

-Tamao, musisz nam powiedzieć, kim była druga postać.- powiedziała surowo. Dziewczyna wciąż milczała. Wiedziała, że to nie jest dobry pomysł. Czuła, że jedyne, do czego ujawnienie wizji może się przyczynić to pchanie w stronę jej spełnienia i lepiej byłoby, gdyby ją przemilczała.

-Tamao, twoje wizje są wciąż wątpliwe, ale musisz nam powiedzieć, kim była druga postać.

-To był... Yoh.- powiedziała bardzo cicho, tak cicho, że Yohmei nie dosłyszał odpowiedzi, ale Kino już ciężko westchnęła.

-Kto?- dopytał staruszek.

-Yoh.- powtórzyła głośniej. Zapadła cisza. Różowowłosa wolała nawet nie wiedzieć, co dzieje się w głowach seniorów. Czekała na kolejne pytania, wiedziała, że na tym się nie skończy.

-Jesteś pewna?- odezwał się w końcu Yohmei.

-Z początku myślałam, że to Hao. Ale to niemożliwe, przecież nie żyje. Wydawało mi się, że miał długie włosy, ale gdy wizja się rozjaśniła, okazało się, że są krótkie. Miał na sobie strój treningowy, a przede wszystkim naszyjnik od Matamune na szyi. Chociaż kiedy odwrócił twarz w moim kierunku, znów miałam wątpliwości.- dodała i natychmiast pożałowała, ze te słowa padły z jej ust. Gdyby mogła, uciekłaby.

-Co masz na myśli?- dziewczynka spojrzała na swoje dłonie, kręcąc się niepewnie.

-Był... wściekły. Chyba walczył z tą drugą osobą.- odparła, jej głos brzmiał, jakby miała się zaraz rozpłakać. Tak bardzo żałowała, że się odezwała. Koło Yohmei pojawił się liściasty Shikigami.

-Znajdź Keiko.- powiedział, a duszek wyleciał przez okno.

A Tamao wciąż czuła, że zawiodła tego, któremu była gotowa oddać wszystko.


-I jak było?- spytała blondynka, zbierając z ziemi korale.

-Ogniście, mózg mi spłonął.- mruknął Yoh, masując sobie skronie. Jeżeli ktokolwiek kiedyś powiedział, że od nauki głowa nie boli, to z pewnością nie uczył się z zaczarowanych ksiąg z okresu Heian. -Za dużo informacji... Chyba muszę pomedytować. Idziesz ze mną?- spytał, spoglądając na blondynkę. Skinęła jedynie głową i razem udali się nad rzekę. Po drodze opowiedział jej o ostrzeżeniach, które otrzymał.

-Musisz być teraz bardzo ostrożny, Yoh. Mówiłeś, że powietrze i ziemia reagowały bez twojego rozkazu. Nie zrobiły nic złego, ale ogień może zachować się inaczej.- powiedziała Anna.

-Wiem, tego się obawiam. Nie chcę w ogóle wchodzić w interakcje z ogniem, dopóki nie opanuję duchowego punktu.- odparł. Zasiedli razem, w tym samym miejscu, gdzie ostatnio. Nie chciała mu przeszkadzać, więc została kilka kroków za nim, opierając się o drzewo i rozmyślając. Yoh wspomniał, że następna próba ma być jednocześnie najtrudniejsza i najłatwiejsza. Co miało to niby oznaczać? Poprzednie próby mogły zabić jej narzeczonego, więc co czekało go teraz? Obawa o jego życie i zdrowie powoli przywodziła na myśl słowa strażnika pieczęci. Ale nawet z pomocą rytuału, wezwanie ducha prawdziwego Hao mogło być bardziej ryzykowne. Zawsze istniała szansa, że są zwodzeni. Wszyscy. A wezwanie ducha Hao doprowadziłoby do ponownego połączenia się dusz, ale w ciele Yoh. Postanowiła, że tej nocy uda się do Hao-jinja* i poczyta o wspomnianym rytuale.

Godzinę, a może dwie później, Yoh podniósł się z miejsca, oznajmiając, że na dziś już skończył. Następnego dnia planował ponownie odwiedzić wodospad. Wraz z rozwojem niesnasek z rodziną, wolał dmuchać na zimne i trzymać się z dala od czegokolwiek co mogłoby wywołać u niego gniew. 

I jakby wykrakał, zbliżając się do budynku głównego posiadłości. Narzeczeni popatrzyli po sobie, słysząc podniesione głowy dochodzące z kuchni. Zdjęli buty i zbliżyli się do pomieszczenia.

-Nie obchodzi mnie to, ojcze. To jest mój syn i ja będę decydować o tym, co mu wolno, a czego nie. Nie podoba mi się, że tak na niego patrzycie. To jest dobry chłopiec!- rozpoznali głos Keiko.

-Nasza rodzina zobowiązała się...-

-Nie chcę tego słuchać! Nasza rodzina wiele złego w imieniu dawnych przysiąg zrobiła! Tak nie może dłużej być. Jestem dumna z tego, że Yoh podjął taką decyzję i będę go wspierać. Wierzę w niego i wiem, jaki jest. Wy też powinniście w niego uwierzyć. Jeszcze trochę będziecie go w ten sposób traktowali, a sami go zniszczycie. Nie widzicie, że to wasze podejście prowadzi do jego gniewu? To całe zwątpienie w niego i te wszystkie kłamstwa do tego doprowadzają. Jeśli ta wizja się sprawdzi, to będzie to następstwo waszych decyzji. - mówiła, a odgłosy kroków świadczyły o tym, że chodziła w tę i z powrotem. 

-Keiko, posłuchaj...- Yohmei wciąż próbował rozmawiać.

-Nie będę słuchać. Nie powiem Yoh, że ma zakończyć próby. Nie obchodzi mnie, co działo się w wizji. Yoh jest moim synem i to ja podejmuję ostateczną decyzje. Powinnam była sprzeciwić się już wtedy, gdy zaplanowaliście zabicie ich po narodzinach. To są moi synowie!- cierpliwość Keiko już się kończyła, ale uwagę Yoh, oprócz ciepła, gdy kobieta uparcie go broniła, a jednocześnie nazwała Hao synem, przykuło słowo "wizja".

-Jaka wizja?- spytał, wchodząc do pomieszczenia. Anna stanęła za nim, a wyraz jej twarzy świadczył o tym, że zdecydowanie stała po stronie swojego narzeczonego. Chłopak rozejrzał się po zgromadzonych. Dziadek z babką siedzieli przy stole. Kino ściskała laskę w obu dłoniach, a ręce Yohmei były złożone na stole. Keiko natomiast zatrzymała się, ale wcześniej wyraźnie chodziła wzdłuż krótszej krawędzi stołu. W kącie kuchni natomiast stała wycofana, zmieszana i przestraszona Tamao. To na niej Yoh zatrzymał wzrok, powodując u niej jeszcze większe przerażenie, a wręcz mógł przysiąc, że widział łzy w jej oczach.

-Miałaś wizję?- spytał ją, a ona ledwo dostrzegalnie kiwnęła głową.

-Wizja Tamao nie była pozytywną wizją.- wtrącił Yohmei, zanim Yoh zdążył o cokolwiek zapytać. Keiko prychnęła i odwróciła się w stronę blatu z zamiarem zaparzenia herbaty, a szatyn przeniósł wzrok na dziadka.

-To znaczy, co widziała?- spytał.

-Widziała zrójnowane miejsce w płomieniach. Dwie osoby, jedną powaloną na ziemię i drugą stojącą nad nią. Tą drugą byłeś ty. Przepełniony gniewem. Sądzimy, że walczyłeś z tą postacią, a wizja mogła pojawić się teraz, po twoim wejściu do Księgi Ognia. Nie wiadomo, kim była leżąca na ziemi osoba, ani skąd wziął się ogień i co spłonęło.- powiedział dziadek. Yoh stał w milczeniu. A wzrok każdego wbijał się w niego wyczekująco niczym ostrza. Chyba tylko Keiko patrzyła na niego ze współczuciem. Chłopak zamknął oczy, oddychając głęboko, żeby się uspokoić.

-Jeżeli oczekujecie ode mnie wycofania się z ksiąg, to odpowiedź brzmi nie.- powiedział, siląc się na uprzejmy ton. Miał już dość tego tematu.

-Yoh, ta wizja...- 

-Wizje Tamao są wątpliwe i niestabilne!- przerwał starszemu. Różowowłosa, choć nikt się na niej już nie skupiał, skuliła się w kącie, niemal całkowicie chowając twarz w tablicy. Do tej pory Yoh był jedyną osobą, która w nią otwarcie wierzyła i nigdy nie powiedziała otwarcie czegoś takiego, choć zdarzało mu się delikatnie wątpić, gdy próbowała wywołać wizję z nikłym powodzeniem. Zawsze był przy tym taktowny i uprzejmy. Słowa, które teraz padły, zabolały ją tak mocno, jak nigdy. Choć mogła się tego spodziewać. 

-Mam już naprawdę dość tego, jak wtrącacie się w moje działania. To wy jesteście im winni. Gdybyście byli ze mną szczerzy i nie próbowali mnie odciągać od mojej misji, to wszystko nie miałoby miejsca. A ta wizja.- spojrzał na Tamao, a później na dziadka. -Jeżeli się sprawdzi to tylko dlatego, że nie bierzecie tego jako ostrzeżenia, że powinniście przestać we mnie wątpić i igrać z ogniem. Jeśli ktokolwiek wywołuje mój gniew, to wy i wasze kłamstwa. Ale co to was obchodzi, jak ja się czuję?! Jestem tylko narzędziem. Miałem być tym, który pokona Hao i o to tylko wam chodziło! Gdyby wiedza z tych ksiąg miała pomóc go pokonać, nawet nie mrugnąłbyś okiem, tylko mnie do nich wysłał. Wszystko, byle spełnić święty i wielki obowiązek rodziny Asakura. A teraz co? Wam nawet nie chodzi o moje własne zdrowie, czy moje uczucia. Wy tylko chcecie mieć pewność, że nie będzie kolejnego do zabicia w obowiązkach Asakurów. A jeżeli chcecie wiedzieć, to nie mogę teraz przerwać nauki, bo jeżeli nie opanuję duchowego punktu, to mogę stracić kontrolę nad żywiołami i rzeczywiście doprowadzić do katastrofy! - Yoh po prostu pękł. Tamao wciąż chowała się za tablicą i drżała od niemego płaczu. Łzy leciały jej po policzkach, ale nie śmiała wydać z siebie nawet najmniejszego dźwięku. Anna spojrzała na nią i po cichu podeszła do niej, chwytając ją za ramiona i wyprowadzając z kuchni.

-Leć do siebie, nic mu nie będzie, nie jest na ciebie zły.- powiedziała do niej cicho, a Tamao pokiwała głową i natychmiast pobiegła do swojego pokoju. Tak bardzo żałowała, że się odezwała. Powinna była porozmawiać najpierw z samym Yoh. Ostrzegłaby go, poradziła się. Zresztą obiecała mu, że to on pierwszy usłyszy o wizji o nim. Wprawdzie miała kilka innych przed tą, ale wszystkie, kiedy on był nieosiągalny. Po prostu, czuła, że go zawiodła.

-Nie będę dłużej rozmawiał z wami na ten temat. Nie mogę już o tym słuchać. Naprawdę nie wiem, kim przez całe życie dla was byłem. Nie jestem głodny, mamo. Przepraszam.- powiedział, a gdy Keiko skinęła ze zrozumieniem głową, odwrócił się, chcąc wyjść.

-Yoh...- zaczął dziadek, ale samo to już wywołało atak gniewu.

-Powiedziałem, dość!- wrzasnął chłopak. Nie tylko to było czymś nienormalnym. Nagle płomienie wszystkich świeczek intensywniej się rozpaliły, by po chwili całkowicie zgasnąć, a w pomieszczeniu zapadł półmrok. Może i dobrze się stało, dzięki temu, Yoh natychmiast przypomniał sobie o trzymaniu emocji na wodzy, choć na jego twarzy pojawiło się niewielkie przerażenie. Nie mówiąc już ani słowa, po prostu wybiegł z kuchni i również znalazł się w swoim pokoju. Anna stała przez chwilę w kuchni w ciszy.

-Yoh pomyślnie przeszedł próbę i Księgę Ognia. Wszystkie cztery żywioły zaczynają się na niego otwierać. Myślę, że mogę użyć określenia, że wspierają go. Teraz musi ćwiczyć nad nimi, ale musi jak najszybciej opanować punkt duchowy, żeby nauczyć się oddzielać emocje od reprezentujących je żywiołów. Inaczej może doprowadzić do nieumyślnej katastrofy. Wydaje mi się też, że im mniej ma te żywioły opanowane, tym bardziej mogą zaszkodzić otoczeniu. Żywioły mają teraz wolną wolę we współpracy z nim. Mogą zrobić coś na jego rozkaz lub dnia niego, bez jego prośby. Jeśli Yoh nie opanuje tego drugiego, wizja może się sprawdzić. Yohmei-sama, jest już za późno. Więc jeśli nie chcecie, by Yoh coś spalił, zwracam się z prośbą o pozostawienie go w spokoju. Yoh nie może się teraz wycofać. Żywioły muszą się mu podporządkować.- powiedziała sucho. 

-Mężu, nie mamy już wyboru. Anna ma rację. Pozwólmy Yoh działać.- powiedziała Kino. Choć nikt tego nie dostrzegł, młoda medium odetchnęła z ulgą, podobnie Keiko.

-Dobrze.- powiedział staruszek, a jego wzrok padł na zgaszoną świeczkę.

-Dziękuję, Yohmei-sama, Kino-sama.- powiedziała Anna, a następnie wyszła z kuchni, kierując się do sypialni młodego szamana. Zapukała, po czym po cichu weszła. Yoh siedział na parapecie i wpatrywał się w pierwsze pojawiające się na niebie gwiazdy.

-Dadzą ci spokój.- powiedziała, podchodząc do niego, dopiero z bliska zauważyła, że oczy Yoh błyszczały od łez, a twarz wykrzywiał strach. -Yoh...- zaczęła, ale chłopak spuścił nogi z parapetu i zwrócił się przodem do itako. Po chwili jego ramiona objęły ją w pasie i kurczowo przyciągnęły do siebie, chowając głowę pod jej szyją.

-Tylko na chwilę. Potrzebuję.- poprosił, czując, że blondynka chciała się odsunąć. Na dźwięk jego głosu, zatrzymała się i niepewnie objęła go za ramiona, delikatnie głaszcząc go po włosach.

-Powinieneś porozmawiać z Tamao.- powiedziała cicho.

-Wiem, porozmawiam z nią jutro rano.- odparł. Czuł się winny swoich słów, nie chciał czegoś takiego powiedzieć w jej obecności.


-Cudownie. Ci głupcy. Są niezastąpieni.-


*Hao-jinja - Świątynia Hao. 

==========

No i jest! Kolejna notka do główego opowiadania. Troszkę mrocznie. Porobiłam sobie szablony do postów i do końca pierwszej serii tego opowiadania zostało jeszcze 5 części! Postaram się dodawać dalej notki, ale mam trochę prac do napisania na zaliczenia na studia, więc może mi nie wyjść regularnie, ale będę się starać. Swoją drogą, jedna z prac jest o Abe no Seimei, więc może dowiem się czegoś nowego o postaci, na której wzorowany jest Hao, co mogłabym później wykorzystać w opowiadaniu tym, albo innym. Poza tym, przykro mi, że babka od kultury codziennej nie odpowiada na wiadomości, bo próbuję podać własny temat - o Ajnu.  I przyznajm, że się nie zdziwię jeśli za te trzy lata nawet do licencjatu wciągnę Króla Szamanów, bo po prostu jest tu o czym mówić, tyle odniesień od kultury Japonii, wierzeń itd. 

Aomori, nie wrzucałam wczoraj komentarza, że jest brakujący one-shot u mnie, bo chciałam dzisiaj masowo XD Osorezan Revoir myślę, że dostanie swoją serię, bardziej skupioną na Hao i Annie, głównie dlatego, że nie mam pojęcia jak poszłoby Yoh, gdyby nie było przy nim Anny XD Więc historia byłaby raczej z punktu widzenia starszego z bliźniaków.

Pozdrawiam wszystkich i do następnego (oby za tydzień!)